WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test Huawei P40 lite E – czyli bez usług Google jednak da się żyć!

Zarząd Huawei doskonale zdaje sobie sprawę, że przekonanie dużej rzeszy potencjalnych odbiorców do telefonów bez usług Google jest dla firmy sprawą kluczową. Czy jednak smartfon oferuje coś więcej poza atrakcyjną ceną Huawei P40 lite E i opaską? Czy okaże się godny polecenia, pomimo braków w usługach i aplikacjach? Sprawdźmy to!

Specyfikacja Huawei P40 lite E:

  • Wymiary i waga: 159,8 x 76,1 x 8,1 mm, 176 gram
  • Procesor: Huawei Kirin 710F (4 x 2,2 GHz + 4 x 1,7 GHz)
  • Układ graficzny: Mali-G51 MP4
  • Pamięć RAM: 4 GB
  • Pamięć wewnętrzna: 64 GB (obsługa kart microSD do 512 GB)
  • Ekran: 6,39 cala, IPS, 1560 x 720 (19,5/9), 269 ppi
  • System: Android 9 z Emui 9.1.1
  • Łączność: Dual SIM, LTE, Wi-Fi 802.11 b/g/n, Bluetooth 5.0, microUSB
  • Nawigacja: GPS, Galileo, GLONASS, BeiDou
  • Moduły dodatkowe: miniJack, skaner linii papilarnych
  • Aparat główny: 48 Mpix (f/1.8) + 8 Mpix (f/2.4) + 2 Mpix (f/2.4)
  • Aparat przedni: 8 Mpix (f/2.0)
  • Bateria: 4000 mAh, ładowanie 10W
  • Wersje kolorystyczne: czarny, Aurora niebieski
  • Cechy szczególne: brak usług Google, brak NFC

Zestaw sprzedażowy

Do testów dostaliśmy jedynie sam telefon, dlatego opis zawartości pudełka opieram o materiały promocyjne urządzenia. Według nich, w pudełku poza samym smartfonem znajdziemy również ładowarkę 10W, kabelek USB, dokumentację, igłę oraz folię ochronną naklejoną fabrycznie na ekran. Szału nie ma, ale w cenie… no właśnie – Huawei chcąc promować telefon bez usług Google, znacząco spuścił z cenowego tonu! Szczegóły poniżej.

Gdzie, i za ile kupimy Huawei P40 lite E ?

Z dostępnością Huawei P40 lite E w wolnej sprzedaży nie ma najmniejszego problemu – jest dostępny w wielu sklepach stacjonarnych i internetowych w sugerowanej cenie 699 zł. Tak więc jeśli obawiamy się wychodzić z domu z powodu pandemii Koronawirusa, smartfon bez problemu zamówimy do domu przez internet. Dodatkowo w wybranych sklepach (np. na shop.huawei.com) w gratisie dostaniemy do niego opaskę Huawei Band 4. Na portalach aukcyjnych ofert jest na razie mało, ale na pewno będzie ich przybywać. Tymczasem już teraz udało mi się dotrzeć do oferty sprzedaży nowego urządzenia za 580 zł. Tak więc warto śledzić ogłoszenia na bieżąco.

Jeśli chodzi o dostępność u operatorów, to telefon jest dostępny tylko w sieci Orange i Play. Szkoda, zważywszy na fakt, że Huawei P40 lite bez „E” dostępny jest bez problemu również w Plusie. Na pocieszenie, u obydwu operatorów smartfon dostępny jest w pakiecie ze wspomnianą wcześniej opaską.

Design bez innowacji, ale może się podobać

Urządzenie zostało wykonane ze szkła hartowanego na froncie, plastikowej ramki i plecków, udających szkło. Oczywiście nie możemy liczyć tu na wodoodporność, ale mając w pamięci cenę urządzenie nie ma co narzekać. Wszystkie elementy są spasowane jak należy, a całość sprawia solidne wrażenie.

Sam design jest oczywiście powtarzalny i czerpie garściami z innych smartfonów Huawei i innych marek, ale może się podobać. Zwłaszcza tył urządzenia, na którym pod światło mieni się kolorami tęczy linia idąca ok pół centymetra od brzegu klapki. Wszystko to dzięki naniesionej na nią nanoteksturze. Efektowne to i miłe dla oka.

W kwestii ergonomii – telefon dobrze leży w dłoni i nie jest przesadnie śliski. Niemniej zbiera odciski palców jak szalony, a szkło na froncie w słońcu odbija promienie tak jakby bardziej niż w innych smartfonach. Moduł aparatu głównego zostały umieszczone z tyłu, u góry po lewej stronie i niestety mocno wystaje z bryły urządzenia. O zarysowanie optyki aparatu więc nietrudno. To na minus. Podobnie jak przestarzałe już port microUSB obecny u dołu ramki obok złącza miniJack i głośnika monofonicznego. Na plus – czytnik linii papilarnych umieszczony z tyłu, w intuicyjnym dla naszego palca wskazującego miejscu.

Ekran Punch Fullview w Huawei P40 lite E

Pod tą marketingową nazwą kryje się 6,39 calowy ekran IPS o proporcjach 19,5/9 (brawo) i rozdzielczości 1560 x 720, co przekłada się na 268 ppi (tu braw nie ma). W codziennej eksploatacji relatywnie niska rozdzielczość nie jest jednak specjalnie widoczna i nie przeszkadza w korzystaniu z urządzenia. W oczy rzuca się natomiast wcięcie w ekranie na przednią kamerę umieszczoną w lewym górnym rogu. Zarówno jasność minimalna jak i maksymalna stoją na dobrym poziomie, podobnie jak kąty widzenia i kontrast. Barwy są żywe i nasycone, ale bez przesady.

W ustawieniach dostępny jest filtr światła niebieskiego, regulacja temperatury barwowej oraz możliwość zamaskowania wcięcia w ekranie. Koniec końców podczas testów na wyświetlacz w Huawei P40 lite E nie miałem okazji narzekać.

Co pod maską?

Huawei w najtańszej P40-ce zaimplementował znany już z wielu innych modeli ośmiordzeniowy procesor HiSilicon Kirin 710F (4 x 2,2 GHz + 4 x 1,7 GHz) wraz z grafiką Mali-G51. Całość uzupełniają 4 GB pamięci RAM oraz 64 GB pamięci wbudowanej (realnie 50,8 GB). Nic nowego, ani zaskakującego.

W rezultacie wyniki w benchmarkach są tylko nieznacznie lepsze od zeszłorocznego Huawei P30 lite i zauważalnie słabsze od porównywalnego cenowo Redmi Note 8T:

  • Antutu Benchmark 8.2.9 – 158 541 pkt
  • 3D Mark (test Sling Shot Extreme) – 943 pkt (OpenGL ES 3.1)
  • 3D Mark (test Sling Shot) – 1271 pkt

W codziennym użytkowaniu smartfon nie sprawia jednak problemów – działa płynnie i stabilnie. Z grami ze sklepu Google Play również nie powinno być problemów, pod warunkiem, że będziemy pamiętali o obniżeniu poziomu detali w bardziej wymagających produkcjach.

Oprogramowanie, czyli życie z Androidem bez usług Google

Urządzenie pracuje na Androidzie 9 z nakładką Emui 9.1.1. Nowy telefon w 2020 roku bez Androida 10? Słabo, zwłaszcza, że nieco droższy Huawei P40 lite został w niego wyposażony.

System działa płynnie i stabilnie. Nakładka jest przejrzysta, a o jej funkcjonalności wie każdy, kto miał okazje użytkować telefon tej marki w ostatnich latach. Skupmy się więc na tym czego nie ma, a więc usług i aplikacji od Google. Niestety, doczekaliśmy czasów, gdy decyzje polityczne wpływają na funkcjonalność naszych smartfonów. Co zrobić.

W skrócie – nie znajdziemy tu sklepu Google Play, zamiast niego jest AppGallery od Huawei. Na chwilę obecną jest ubogi w aplikacje, ale producent obiecuje, że sytuacja będzie ulegała szybkiej poprawie. Zobaczymy. Póki co możemy skorzystać z programu Phone Clone i skopiować nasze aplikacje z innego telefonu. Większość aplikacji kopiuje się bez problemu, ale są wyjątki – np. Netflix. Ponadto nie przeniesiemy w ten sposób aplikacji od Google. O YouTube czy Chrome możemy zapomnieć. Z funkcjonalnością niektórych aplikacji bankowych również mogą wystąpić problemy.

Jeśli chcielibyście poczytać więcej o tym co działa, a co nie na smartfonach Huawei bez usług Google to zapraszam do oddzielnego artykułu na ten temat na naszym portalu. Wystarczy kliknąć TU.

Na początku życie z Androidem bez usług Google jest… dziwne, ale potem idzie się przyzwyczaić. Co prawda trzeba zmienić niektóre nawyki, ale cena urządzenia i opaska w zestawie powinny Nam to wynagrodzić. Zwłaszcza, że znaczną część naszych ulubionych aplikacji i tak da radę zainstalować na tym telefonie.

P.S. Jeśli ktoś chce, to może próbować zainstalować usługi i aplikacje Google na własną rękę. Co prawda nie zawsze wszystko działa, ale Huawei zapowiedział, że nie narusza to warunków gwarancyjnych urządzenia, więc warto spróbować.

Moduły komunikacyjne w Huawei P40 lite E, czyli pamiętaj o braku NFC

Smartfon został wyposażony w Bluetooth 5.0, przestarzały port microUSB oraz Radio FM. Nie ma za to NFC, portu podczerwieni ani diody powiadomień. Słabo. Za nawigację odpowiada tu GPS, Galileo, GLONASS, BeiDou oraz wbudowany kompas. Podczas trwania testów nie miałem najmniejszych problemów z nawigacją. To na plus.

Telefon jest pełnym Dual-SIMem, tak więc możemy korzystać jednocześnie z karty pamięci microSD  i dwóch kart nanoSIM i karty pamięci microSD. Niestety Wi-Fi realizowane jest tylko w paśmie 2,4 GHz. Szkoda.

Prędkość LTE w programie Speedtest w sieci Orange pod Warszawą wygląda następująco: 30,6 Mb/s pobieranie i 17,9 Mb/s w przypadku wysyłania danych – szału więc nie ma…

Czytnik linii papilarnych i skaner twarzy, czyli zabezpieczenia

Skaner linii papilarnych został umieszczony w wygodnym miejscu, z tyłu urządzenia. Działa on szybko (choć nie aż tak jak we flagowych konstrukcjach) i jest naprawdę bardzo celny. Na 50 prób odblokowania ekranu zaledwie jedna zakończyła się niepowodzeniem. Brawo!

Odblokowanie za pomocą skanu twarzy trwa trochę dłużej, ale również jest bardzo celne. Na 20 prób w różnych warunkach oświetleniowych tylko jedna zakończyła się niepowodzeniem. Również brawa!

Jakość dźwięku w Huawei P40 lite E

Głośnik monofoniczny jest dość głośny, ale słychać braki w zakresie niskich tonów. Dodatkowo na najwyższych poziomach głośności potrafią wystąpić wyraźne zniekształcenia. Po podłączeniu słuchawek pod złącze miniJack sytuacja wygląda już znacznie lepiej. Dźwięk jest zrównoważony tonalnie i z ładnym, subtelnym basem. Do pełni szczęścia brakuje tylko lepszej przestrzenności.

W ustawieniach dźwiękowych Huawei Histen znajdziemy kilka predefiniowanych trybów barwy dźwięku oraz klasyczny korektor. Polecam jednak pozostać przy ustawieniach Auto – najlepszy efekt.

Trzy obiektywy robią robotę, czyli aparat w Huawei P40 lite E

Moduł aparatu głównego składa się z trzech aparatów – podstawowego 48 Mpix F/1.8, szerokokątnego 8 Mpix F/2.4 oraz służącego do wykrywania głębi – 2 Mpix F/2.4. Do kompletu dostajemy pojedynczą, ale skuteczną dioda doświetlająca. Nie znajdziemy tu optycznej stabilizacji obrazu ani obiektywu do zdjęć makro, ale w tej cenie nie powinno to dziwić. A jak wychodzą same zdjęcia?

Zdjęcia zrobione za dnia wychodzą całkiem przyzwoicie. Są szczegółowe, z niezłą rozpiętością tonalną i naturalnie oddanymi barwami. Niestety czasami widać, że lekkie podbicie barw by się przydało. Poza tym w trybie automatycznym zdjęcia często są trochę za jasne i przeostrzone programowo. Niemniej aparat bardzo ładnie i celnie rozmywa tło za fotografowanym obiektem – to na plus. Podobnie zresztą jak obiektyw szerokokątny, który pomimo tego, że rejestruje trochę mniej szczegółów, to ogólnie trzyma dobry poziom i przydaje się w wielu sytuacjach.

Po zmroku sytuacja wygląda już nieco gorzej. Pojawia się dużo szumu i znacznie łatwiej o rozmazane zdjęcie. Tu jednak z pomocą przychodzi znany dobrze ze smartfonów Huawei tryb nocny. Zdjęcia zyskują na szczegółowości i jasności, ale niestety jedyna dostępna wtedy rozdzielczość to 8 Mpix i proporcje 4/3… Szkoda.

Przy okazji warto dodać, że pomimo niskiej ceny urządzenia dostajemy tu pełnoprawny tryb profesjonalny do zdjęć z czasem naświetlania aż do 30sekund!

Przedni aparat do selfie ma 8 Mpix z optyką F/2.0 i robi zaskakująco ładne zdjęcia. W większości sytuacji nie ma problemów z ostrością i balansem bieli. Źródła światła w kadrze również nie stanowią problemu. Nic tylko cykać i wrzucać na portale społecznościowe ;)

Filmy możemy kręcić maksymalnie w 1080p przy 60 kl/s, ale oprogramowanie zaleca… 720p w 30 kl/s, co jest dość zaskakujące. W 1080p 60 kl/s występują jednak problemy z ciągłą próbą ustawiania ostrości przez aparat, co nie wygląda dobrze – dlatego sugeruje używać 1080p 30 kl/s. W tym trybie filmy wychodzą najlepiej. Dodatkowo w każdym trybie można przełączać się pomiędzy obiektywami podczas nagrywania ujęcia.

Bateria i czasy ładowania

Telefon został wyposażony w baterię o pojemności 4000 mAh, która zapewnia naprawdę dobry czasy pracy. W cyklu mieszanym możemy liczyć na dwóch dni pracy, natomiast jeśli korzystamy ze smartfona intensywnie, będziemy musieli ładować telefon co ok. półtorej dnia. Zapewne spora w tym zasługa ekranu o relatywnie niskiej rozdzielczości.

Urządzenie oczywiście nie posiada możliwości szybkiego ładowania ani tym bardziej bezprzewodowego. Do zestawu dołączona jest standardowa 10 W ładowarka. Ja takową jeszcze w domu posiadałam z mojego starego smartfona, więc zmierzyłem czasy ładowania. Szału nie ma:

  • w 15 min – 13 %
  • w 30 min – 27 %
  • w 60 min – 53 %
  • w ok. 140 min – 100%

Podsumowanie – czy warto kupić Huawei P40 lite E i żyć bez usług Google?

Na początku jest dziwnie, ale po pewnym czasie można się przyzwyczaić. Oczywiście póki co będziemy musieli przywyknąć do pewnych braków i ograniczeń opisanych w teście, ale większość aplikacji przeniesiemy z naszego poprzedniego telefonu. Z uwagi na brak certyfikatów Google, nie działają wybrane aplikacje bankowe, ale zbliżeniowo i tak byśmy tym telefonem nie zapłacili, ze względu na brak NFC. Mnie to bolało najbardziej.

Czy warto kupować? W dobrej cenie i z opaską w zestawie – moim zdaniem jak najbardziej, pod warunkiem że znacie i akceptujecie wszystkie ograniczenia urządzenia. Jeśli tak, to powinniście być zadowoleni, zwłaszcza, że usługi Google można próbować wgrywać na własną rękę. Skuteczność takiej operacji może być różna, ale jedno jest pewne – nie stracicie gwarancji. Tak więc… czemu nie?

Zdjęcia telefonu zostały wykonane aparatem Sony A6500.