Nie trzeba być specjalistą, żeby poprawnie ocenić obecny stan rynku CPU, na którym AMD wyszło na prowadzenie od naprawdę wielu lat, podczas gdy Intel wpadł w pułapkę swoich ambicji i to już przed 2015 rokiem, kiedy miały się pojawić jego 10 nm procesory. Miało mieć to miejsce aż cztery lata temu! Nic więc dziwnego, że wreszcie firma zabrała w tej sprawie głos, ujawniając nową roadmapę sowich procesorów.

Czytaj też: 10. generacja Intel Core odpowiedzią na Ryzen 3000 w strasznym stylu

Wszystko miało miejsce podczas ostatniej konferencji Fortune’s Brainstorm Tech. Intel, a dokładnie jego prezes, Bob Swan przyznał się, że postawił poprzeczkę zbyt wysoko przy swoim 10 nm procesie technologicznym. Nic dziwnego. Pierwsze plany opiewały na zwiększenie gęstości tranzystorów o 270% względem tamtejszego 14 nm procesu. Jednak to jedynie wierzchołek góry lodowej, bo tak naprawdę Intel celował w gęstość o 1,7 razy większą, niż oczekiwaliśmy po 10 nm. Innymi słowy, chciał upychać w 10 nm to, co pozostali producenci w 7 nm i to go zgubiło.

W momencie, kiedy stawało się to trudniejsze i trudniejsze, ustawialiśmy sobie bardziej agresywne cele. Od tej pory trwało to dłużej. Wyzwania wejścia na 10 nm proces prawa Moora było czymś w rodzaju funkcji, którą mogliśmy wykonywać w przeszłości, co było definiowaniem szans na skalowanie infrastruktury. 

Finalnie otrzymaliśmy taką oto rozpiskę planów Intela:

Według niej procesory w 10 nm zawitają do nas już w tym roku, ale mowa raczej o układach do laptopów. Na te desktopowe poczekamy do 2020 roku, o czym wiemy już od kilku dni za sprawą przecieku. Ten rozprawiał o 10. generacji Intel Core, która będzie jedną z ostatnich przed przejściem Intela na 7 nm proces. To z kolei ma mieć miejsce do 2021 roku, a szanse na powiedzenie tego są wysokie, ponieważ Intel celuje w zwiększenie gęstości rzędu 200, a nie 270%.

Czytaj też: Nowe procesory Intela ‚Comet Lake’ dopiero w 2020 roku

Źródło: PCGamer

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!