Zawsze stroniłem od kupowania gamingowego laptopa, będąc dosyć wymagającym co do posiadanego sprzętu oraz jego możliwości. W wszelkiego typu notebookach zawsze odrzucała mnie wizja, według której nigdy nie będę w stanie wymienić fabrycznie zamontowanego GPU albo CPU, które są przecież najważniejszymi podzespołami w kwestii wydajności. Dlatego też moją uwagę zwrócił laptop Alienware Area-51m, ponieważ oferuje to, co najlepsze w stacjonarnych PC.

Zacznijmy może jednak od tego, jak prezentuje się najnowszy model Alienware zaprezentowany na targach CES. Area-51m 17,3-calowym wyświetlaczem z wieloma rodzajami matrycy Full HD (60 Hz, 60 Hz+G-Sync, 144 Hz+G-Sync, 144 Hz+śledzenie Tobii lub 144 Hz+G-Sync+Tobii), osadzonych w minimalistycznej białej obudowie z podświetlanymi w RGB „pleckami” i klawiaturą. W kwestii specyfikacji Area-51m oferuje procesor Intel Core i7-8700, i7-9700K i i9-9900K na chipsecie Z390, który będzie współpracował z mobilnymi kartami GeForce RTX, aż do RTX 2080. Po stronie pamięci klienci otrzymają możliwość wybrania maksymalnie 1 TB 2,5-calowego dysku SSHD i do dwóch 1 TB dysków SSD NVMe na złącze M.2.

Area-51m jest całkiem drogi, bo jego ceny zaczynają się od około 2549$, choć szczegóły poznamy 29 stycznia, czyli w dniu debiutu. Wprawdzie każdy ogarnięty w temacie złożyłby wybraną konfiguracje w tradycyjnym blaszaku za znacznie mniej, ale w tym modelu od Alienware płacimy za coś zgoła innego. Mam tutaj na myśli możliwość wymiany nie tylko RAMu, czy dysków i baterii, ale również karty graficznej i procesora. Wszystko dzięki konstrukcji podobnej do desktopowej, która sprawia, że Area-51m możemy uznawać za taki naprawdę „laptopopodobny PCet”. Ograniczony oczywiście miejscem oraz kwestią odprowadzania ciepła, ale jednak.

Czytaj też: Szef Epic Games jest już bogatszy od Gabe Newella

Źródło: Wccftech

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!