Jeśli w przyszłości doszłoby do bezsensownego konfliktu zbrojnego, to mam ogromną nadzieję, że będzie odbywać się właśnie za pośrednictwem bezzałogowych maszyn bez narażania życia ludzi. Taka wizja może i jest odległa, ale już teraz m.in. USA planuje stworzyć Flotę Duchów złożoną z okrętów wojennych, na których załoga będzie zbędna.

Flota Duchów opiera się na sukcesie programu Sea Hunter Navy, bezzałogowego statku, który niedawno podróżował z Zachodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych na Hawaje. Sea Hunter miał 132 stopy długości i 140 ton, więc nowe duże bezzałogowe statki powierzchniowe stanowią poważny krok naprzód. Wchodzące w jej skład autonomiczne okręty będą posiadać szereg czujników, zwiększających wizję marynarki wojennej USA, magazyny potrzebne do przenoszenia amunicji, ale to prawdopodobne, że zostaną też wyposażone w swoją własną broń. Zwłaszcza przez coraz bardziej zaawansowane pociski naddźwiękowe, które poradziłyby sobie z łatwością z okrętami wroga.

Ostatecznie mogą otrzymać zarówno wyrzutnie tradycyjnych pocisków torpedowych (MK. 41, MK. 57), pociski obrony lotniczej (SM-2, SM-6), pociski przeciwlotnicze dalekiego zasięgu, czy wreszcie tych przeciwpancernych, które rozpłatają każdy pancerz podwodnego okrętu. Z tego projektu można więc zrobić oddziały, które wyruszą na starcie jako pierwsze, aby przyjąć na siebie najcięższy ostrzał i wyrządzić wrogowi jak największe straty. Potencjał na ich rozdzielenie na wyspecjalizowane floty jest jednak ogromny – od zwiadowczych po wojenne.

Czytaj też: Marynarka USA zamówiła ogromne autonomiczne okręty podwodne Orca od Boeinga

Źródło: PopularMechanics

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!