WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Nauka

Oto rewolucja wśród soczewek optycznych po ponad 2000 lat

Wszystko zaczęło się około 250 roku przed naszą erą, kiedy to Diokles napisał książkę Burning Mirrors, rozprawiającą o aberracji sferycznej. Zjawisku, które nęka fotografię od momentu jej powstania i objawia się miękkimi krawędziami bez względu na to, jak wysokiej jakości jest aparat. Matematyki bowiem nigdy nie oszukamy, a ta jasno wskazuje, że ​​krzywa soczewek optycznych zawsze będzie nieco bardziej miękka niż środek.

Czytaj też: Teleskop ALMA bada „strefę wpływów” czarnej dziury

Jednak ten problem rozwiązał Rafael G. González-Acuña (we współpracy z Gonzálezem Acuñą), doktorant w meksykańskim Tecnológico de Monterrey, który może i działania matematyki nie zmienił, ale opracował sposób, w jaki aberracja sferyczna przestała mieć większe znaczenie.

Warto najpierw wyjaśnić to zjawisko w uproszczony, fizyczny sposób. Polega ono na tym, że gdy promienie światła padają na soczewkę, różne promienie nie spotykają się za soczewką w jednym punkcie ogniskowym. Wszystko przez niedoskonałości obiektywu, które uniemożliwiają całkowite wyeliminowanie wspomnianego zjawiska.

I tak też stoimy tutaj po grubo ponad 2000 lat od pierwszego nakreślenia pojęcia aberracji sferycznej i w czasach, w których jej problem został rozwiązany przez doktoranta na UNAM. Oczywiście z wykorzystaniem matematyki i to w wydaniu, które strąca sen z powiek każdego studenta. Wygląda ono bowiem tak:

Sam naukowiec opisuje je następująco:

W tym równaniu opisujemy, jak kształtowi drugiej powierzchni asferycznej danej soczewki należy nadać pierwszą powierzchnię, którą zapewnia użytkownik, a także odległość obiektu od obrazu. Druga powierzchnia jest taka, że ​​koryguje całą aberrację generowaną przez pierwszą powierzchnię, a aberracja sferyczna jest eliminowana.

To odkrycie może sprawić, że sprzęt naukowy, medyczny i wreszcie konsumencki przeżyje w następnych latach rewolucję.

Czytaj też: Czarnobylski sarkofag zostanie zdemontowany

Źródło: Popular Mechanics