Skute wiecznym lodem ziemie Grenlandii rozmarzają. Okazuje się, że globalne ocieplenie nie jest jedyną przyczyną takiego stanu. Mamy kolejnego winowajcę – mikroby.

Wewnątrz lodowców znajdują się pokłady martwych fragmentów roślin i zwierząt, będące idealnym pożywieniem dla drobnoustrojów, które dotąd nie miały do nich dostępu. Zmieniło się to wraz ze wzrostem temperatury, kiedy powierzchnia lądolodu zaczęła się nadtapiać. Mikroorganizmy rozpoczęły rozkład uwolnionej materii organicznej; procesowi gnicia towarzyszy wydzielanie ciepła, co z kolei powoduje dalsze rozpuszczanie zmarzliny. Co więcej, produktem ubocznym metabolizmu jest też dwutlenek węgla – gaz cieplarniany. Naukowcy obawiają się, że słupki termometrów znowu podskoczą.

Zgodnie z publikacją w Nature Climate Change, skala zjawiska jest ogromna i poważnie dotknęła niektóre tereny wyspy. Przykładem jest region Disko, zatoki w południowej części Morza Baffina. Na skutek działań mikrobów, utrata związków węgla z lądolodu jest nawet do dziesięciu razy większa, niż miałoby to miejsce bez ich obecności.

To bardzo złe wiadomości dla archeologów w regionie. Miejscowe wykopaliska może nie są tak spektakularne jak egipskie grobowce, ale dostarczają naukowcom wiele cennych danych o wczesnych osiedlach ludzkich (stanowisko w Qajaa datuje się na 4000 lat p.n.e) i codziennym życiu ich mieszkańców. Dobrze zachowane szczątki badacze zawdzięczają mrozom – wobec drastycznych zmian klimatycznych mają coraz mniej czasu, by odkryć wszystkie historyczne skarby, które kryje w sobie Arktyka.

Źródło: Popsci; Zdjecie: Bo Elberling/Popsci

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej