WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Od dzisiaj obowiązują nowe normy PEM. Co to oznacza?

Od 1 stycznia obowiązują nowe, podniesiony normy PEM, czyli promieniowania elektromagnetycznego. Co to oznacza w praktyce i czy mamy czego się obawiać? Czy większe natężenie pola faktycznie nas usmaży?

Radzieckie normy dalekie od europejskich standardów

Obowiązujące w Polsce do wczoraj normy zostały wprowadzone jeszcze za czasów Związku Radzieckiego, przez który zostały ustalone. Już wtedy były one jednymi z bardziej restrykcyjnych i wynosiły 0,1 W/m2 dla parametru gęstości mocy oraz 7 V/m dla składowej elektrycznej (mocy). Norma obowiązująca w niemal wszystkich krajach europejskich i większości na całym świecie to 10 W/m2 oraz 61 V/m. To spora różnica. Ale czy wyższe normy są bezpieczne?

Ministerstwo Zdrowia odpowiedzialne za projekt harmonizacji norm PEM sprawdziło to w najprostszy możliwy sposób. Porównane zostały statystyki zachorowań na nowotwory oraz zgonów w Polsce i krajach, które od wielu lat mają wyższe normy. Zachorowalność nad Wisła potrafiła być momentami nawet wyższa. Wniosek z tego jest prosty – jeśli np. we Francji ludzie od dawna żyją z wyższymi normami dotyczącymi pól elektromagnetycznych, to dostosowując je w Polsce do takich samych poziomów na pewno nagle nie zaczniemy się smażyć.

Jedna z teorii na temat wysokości starych norm PEM mówi, że zostały specjalnie zaniżone przez radzieckich naukowców. Wszystko po to, aby osoby pracujące w pobliżu urządzeń emitujących pole elektromagnetyczne mogły otrzymywać specjalne dodatki za pracę w trudnych warunkach.

Po co nam wyższe normy? Żebyś mógł mieć zasięg w telefonie

Instytut Łączności, państwowy instytut badawczy zajmujący się m.in. wykonywaniem pomiarów pól elektromagnetycznych, już w 2019 roku alarmował, że pojemność sieci komórkowych w Polsce jest na wyczerpaniu. Zapewne wielu z Was doświadczyło sytuacji, w której pomimo pełnego zasięgu sieci LTE uruchomienie w telefonie strony internetowej potrafiło trwać w nieskończoność. Wynika to z tego, że do okolicznych nadajników było zalogowanych wielu użytkowników w tym samym czasie. Dochodzimy do sytuacji znanych z koncertów, festiwali, czy nawet Sylwestra. Sieci stają się tak zapchane, że korzystanie z nich jest i będzie coraz trudniejsze. A w ciągu 2-3 lat stanie się to codziennością.

Rozwiązania tego problemu są dwa. Można zwyczajnie zwiększyć moce nadajników. A te, ze względu na stare normy pracują często w ułamku swoich maksymalnych możliwości. Ale wtedy będą generować większe natężenia pola elektromagnetycznego i przekraczać normy (o ile nie zostałyby zmienione). Opcja druga też wydaje się prosta. Wystarczy dostawić kolejne nadajniki. Jest to jednak bardzo kosztowne, czasochłonne (nadajnik w Polsce buduje się średnio nawet dwa lata!) i skomplikowane. Nie można stawiać nadajników w nieskończoność, bo jeśli będą ustawione zbyt gęsto, zaczną się one wzajemnie zagłuszać.

Cały czas mówimy tutaj o istniejących technologiach, czyli sieciach 2G, 3G oraz 4G (LTE). Jeśli w Polsce ma być uruchomiona sieć 5G (a musi być uruchomiona w 2020 roku, ale ten temat poruszymy w osobnym materiale), to przy starych normach PEM jest to praktycznie niemożliwe. Oczywiście można byłoby postawić pokazowe nadajniki i powiedzieć – patrzcie, działa! Ale równie dobrze można wymontować z samochodu silnik i mówić, że jeździ. Z górki.

Nowe normy PEM już obowiązują. Czy nadajniki już pracują z większą mocą?

Nowe normy PEM zostały dostosowane do tych obowiązujących w krajach europejskich oraz zalecanych przez WHO. Wyglądają następująco:

Nowe normy PEM od 1 stycznia 2020
Maksymalna składowa elektryczna (moc) to od 1 stycznia 2020 roku 61 V/m, a gęstość mocy to 10 W/m2

Czy to oznacza, że w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia operatorzy wcisnęli magiczne przyciski, przestawili wajchy i wszystkie nadajniki w kraju pracują z większą mocą? Jeśli wierzycie w teorie spiskowe – pewnie tak. W praktyce nie jest to jednak takie proste.

Pracownicy operatorów przekonują, że cały proces potrwa wiele miesięcy. Będzie nie tylko czasochłonny, ale również bardzo drogi. W większości przypadków nie da się tego zrobić zdalnie i konieczne będą fizyczne modyfikacje na nadajnikach. Będzie to również wymagać odpowiedniego planowania. Nie da się podnieść mocy wszystkich nadajników w taki sam sposób, bo wiele z nich może zacząć się wzajemnie zagłuszać.

Dlatego jeśli myśleliście, że obudzicie się 1 stycznia i liczba kresek zasięgu w telefonie podwoi się – nic z tego. Musicie uzbroić się w cierpliwość.

Szwajcaria ma niższe normy i ma 5G iii… jakoś można. Wyjaśniamy dlaczego

Pozwólcie, że tym razem darujemy sobie zagłębianie się w teorie spiskowe w sprawie nowych norm PEM. Bo oczywiście wiadomo, że to spisek elit światowych mający na celu depopulację Polski i w zasadzie przez te nowe, wyższe normy połowa kraju już właśnie umarła, a druga połowa zachorowała. Tylko jeszcze o tym nie wiemy.

Przeciwnicy sieci komórkowych w kwestii norm PEM zawsze podają przykład Szwajcarii. Tak, normy w Szwajcarii są bardzo niskie i z grubsza rzecz biorąc, takie jak w Polsce do 31 grudnia 2019 roku. Więc dlaczego tam da się, a w Polsce nie? To kwestia pomiarów pola elektromagnetycznego. W Polsce nie tylko normy były restrykcyjne. W zasadzie to wręcz pikuś przy tym, jak wyglądają sposoby pomiaru.

Każdy nadajnik emituje pole elektromagnetyczne i zasięg na wprost i tworzy pewien kąt. Mniej więcej jak na poniższym schemacie. Gwoli ścisłości, pole elektromagnetyczne jest też za nadajnikiem, głównie w obrębie kilku metrów.

W Polsce pomiaru dokonuje się na końcu głównej osi promieniowania. Czyli w miejscu, gdzie wartości pola zawsze są największe. Chyba, że koniec głównej osi wypada na środku jeziora, ściany czy innej przeszkody. Wtedy pomiar jest przesuwany. obok Wiadomo, że jeśli tam normy nie są przekroczone, to w całym zakresie pola tego nadajnika będzie identyczna sytuacja. Według polskich sposobów pomiaru, normy nie mogą być przekroczone ani na moment, przez 24 godziny na dobę. Przez cały czas wszystko ma mieścić się w normach, bez wyjątków.

A jak to wygląda w Szwajcarii? Tam nie wykonuje się pomiarów za pomocą specjalnych mierników. Wylicza się symulacje wartości pola elektromagnetycznego przy założeniu, że nadajnik pracuje z pełną mocą. Dodatkowo robi się tak tylko dla miejsc wrażliwego użytkowania. Są to miejsca przebywania ludności, takie jak sypialnie mieszkań, ale też dodatkowo np. place zabaw dla dzieci.

Dlatego też budowa sieci komórkowych w Szwajcarii jest możliwa przy zachowaniu niskich norm PEM. Nadal trudna, ale nieporównywalnie łatwiejsza niż w Polsce do 31 grudnia 2019 roku.