WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Odciąłem się od mediów społecznościowych i maniakalnego używania smartfona. Było warto

Jeśli macie wrażenie, że bez smartfona nie przeżyjecie dnia, a jego przyjemny ciężar w kieszeni jest nieodzownym uczuciem, który towarzyszy Wam w każdej minucie, to może czas coś zmienić? 

Ten wpis jest swoistą kontynuacją poprzedniego, w którym to uznałem, że smartfony i media społecznościowe są takim nowoczesnym uzależnieniem. Uzależnieniem XXI wieku, od którego uwolnienie się nie jest wcale łatwe, bo jak to z uzależnieniami jest, często nie chcemy dostrzegać problemu. Do ideału mi daleko – zdarza się, że w chwilach nudy rzucę okiem na wiadomości ze świata 

Zanim jednak przejdziemy do patentów, jak ograniczyć czas spędzony ze smartfonem, musicie sami sobie odpowiedzieć, czy uznajecie go w większości za nieproduktywny. Wiecie, mowa po prostu o typowym uczuciu straty czasu, a w skrajnych przypadkach bezpośredniego wpływu na to, jak funkcjonujecie. 

Możecie sobie mówić, co chcecie, ale wewnętrzny przymus sprawdzenia powiadomień, szaleńczy skok do telefonu na dźwięk jednego z nich, czy maniakalne przeglądanie tablicy Facebooka, w poszukiwaniu… niczego, zdecydowanie wpływa na Wasze życie i otoczenie.

Robiąc to w pracy, odrywacie się od obecnie opracowywanego zadania. Robiąc to na spotkaniu, mówicie innym, że to, co dzieje się w tym małym urządzeniu, jest ważniejsze od nich. Robiąc to w czasie wolnym, zaprzepaszczacie szansę na rozwijanie siebie albo swoich pasji. 

Smartfon i nieustanne przebywanie online, w wirtualnym zasięgu innych jest swoistą ucieczką od świata rzeczywistego i odpowiedzialności, ale nie będę już tego powtarzał. Więcej o tym przeczytacie w poprzednim artykule

Finalnie jednak trzeba przyznać, że smartfon sam w sobie jest fenomenalnym kawałkiem naszego życia, który ułatwia nam je w ogromnym stopniu, ale idąc pop kulturową drogą, „with great power, comes great responsibility”. Odpowiedzialność, która spoczywa na nas, ponieważ granica pomiędzy użytecznością i wygodą, a zagrożeniem ze strony smartfonów jest po prostu cienka. 

Sam oczywiście święty nie jestem i tak naprawdę nie wyobrażam sobie wyjścia na kilka godzin bez smartfona, ponieważ jest dla mnie głównie narzędziem pracy. Narzędziem, którego już dawno postarałem się stosownie ograniczyć, bo przed laty zauważyłem narastający obecnie problem i zagrożenie. Dlatego mogę Wam zagwarantować, że jeśli Wy obecnie nie dostrzegacie problemu (może go nawet nie macie) z mediami społecznościowymi oraz smartfonem, to nic tak naprawdę nie zmieni Waszego nastawienia. 

Smartfonowy minimalizm

Długi proces ograniczania swojego czasu „na smartfonie” nie jest łatwy. Ba, sam nie wiem, czy powinienem w ogóle wypowiadać się na ten temat. Dlatego wpadłem na pomysł, że najlepszym wyjściem będzie po prostu podzielenie się z Wami swoimi sposobami na to, jak mi udało się tego dokonać. Jak udało mi się sprawić, że swój smartfon ładuje średnio raz na trzy, a czasem nawet i cztery dni. 

Na pierwszy ogień aplikacje i bajzel na telefonie. Wychodzę z założenia, że jeśli nie ma okazji, to nie ma też działania. Dlatego rzucając okiem na zainstalowane aplikacje na moim telefonie zauważycie tylko aplikacje, bez których nie da się obejść w obecnym świecie. Jedyny grzeszek? Messenger. Nie myślcie jednak sobie, że nie mam na niego wytłumaczenia! Okej, może i go nie podam, bo nie jest ono wystarczająco dobre, ale i tak się usprawiedliwię, choć dopiero za moment.

Podsumowując, sprawdźcie, czy aby nie nadszedł odpowiedni czas na małe porządki. Czy to starych aplikacji, które zaprzątają Wam miejsce na ekranie i od czasu do czasu zabierają Waszą uwagę, czy tych, które nieustannie to robią. Usunięcie głupich gier, apki Facebooka, Instagrama, Snapchata, Twittera? Jeśli jesteście gotowi na ten krok, to gratuluję. Ja wykonałem go już w wieku 15 lat. 

Jednak aplikacje to nie wszystko, bo przecież można logować się na swoje konta przez przeglądarkę i wiecie co? Przed rokiem złapałem się, że bez większej przyczyny w chwilach nudy mimowolnie wklepywałem adres Facebooka w wyszukiwarkę, a automatyczne logowanie odwalało za mnie resztę.

Rozwiązanie? Wylogowanie się z niego raz na zawsze i zapomnienie hasła. Po tym wystarczyło tylko kilka prób, które kończyły się na widoku pola logowania i voila, z czasem oduczyłem się czegoś tak bezsensownego. Moja „tablica”? Widuje tylko jej fragment (po prostu jeden post), kiedy loguje się na PC i wcale mi tego nie żal. 

Powiadomienia do kosza = dystrakcje na bok

Jeśli jednak miałbym wskazać to, co najbardziej zadziałało w moim przypadku, to zdecydowanie byłoby to ograniczenie powiadomień. Wszystkich i to bez wyjątku. Mój smartfon przykuwa sam z siebie moją uwagę wyłącznie w momencie, kiedy ktoś albo dzwoni, albo wyśle SMSa/wiadomość e-mail na priorytetową skrzynkę odbiorczą. Jednak nawet pomimo tego zwykle latam na trybie „nie przeszkadzać”, dlatego z góry i oficjalnie przepraszam wszystkich znajomych! Wiem, że czasem trudno się do mnie dobić. 

Same powiadomienia nie są czymś zwykłym. Są one tak naprawdę małą dawką dopaminy (hormonu szczęścia), która wydziela się w naszym organizmie za każdym razem, kiedy usłyszymy charakterystyczny dźwięk powiadomienia o nowej wiadomości, inteligentnym poście, polubieniu, filmie na pierdyliardzie kanałów na YouTube, czy aktualizacji statusu kogoś, kim nawet niespecjalnie się interesujemy. 

Dlatego właśnie to uzależniające, ale daje nam to szczęście tylko krótkoterminowo i o tak niskiej jakości, że czerpiąc z tego satysfakcję nie mógłbym nawet spojrzeć sobie w oczy. Nie to co po otrzymaniu powiadomienia na temat jakiegoś konstruktywnego komentarza pod moim artykułem! Śmiało, sekcję komentarzy znajdziecie poniżej.

Serwisowi YouTube nie jest w smak moja praktyka. Już się upomina!

Odstawiając jednak żarty na bok, naprawdę polecam ograniczyć powiadomienia do minimum nawet w tych chwilach, kiedy nie jesteście w pracy/szkole. To po prostu świetne wyjście, żeby powoli rozpocząć swoją przygodę z oddzielania swojego życia od smartfonu i nie dawać wchodzić sobie na głowę przez innych w każdej chwili. To z kolei wcale nie jest trudne, bo wystarczy chwila w ustawieniach telefonu. 

Najbardziej polecam dezaktywację Messengera i wyłączenie dymków chatów w jego ustawieniach. Dzięki temu sami decydujemy o tym, kiedy mamy chęć na chwilę wirtualnej rozmowy, a jeśli obawiacie się, że ominie Was coś ważnego, to spójrzcie prawdzie w oczy – od ważnych spraw jest rozmowa telefoniczna i w ostateczności SMS. 

Smartfonowy savoir-vivre

Nie byłbym sobą, gdybym nie dorzucił coś z obserwacji własnego otoczenia, czyli głównie młodych dorosłych. Ludzi, którzy ze smartfonem dorastali, ale niekoniecznie dorośli do niego samego. Jak już wspomniałem, smartfon to narzędzie, które ma służyć nam, a nie my niemu, ale przez niektóre akcje sprawiamy, że to niewielki kawałek świetnego sprzętu ma nad nami kontrolę. 

Osobiście nie wyobrażam sobie towarzyskiego spotkania, podczas którego mój smartfon nie będzie wyciszony. Jasne, dostaje tyle powiadomień, co kot napłakał, ale i tak jego wyciszenie i schowanie czy to do torby, czy głębokiej kieszeni, to podstawa. Nierobienie tego i zerkanie na ekran przy każdym powiadomieniu, które w 99% przypadkach okazuje się czymś nieznaczącym, to towarzyska wpadka, którą trudno wybaczyć. 

Same powiadomienia nie są jednak końcem, a jedynie wierzchołkiem góry lodowej. U jej podstawy znajdują się wpadki pokroju prowadzenia rozmowy z telefonem w ręku i zerkania na niego od czasu do czasu, czy przerażającego wręcz pozostawiania go na stole podczas spotkania. Jego miejsce w takich chwilach jest tam, gdzie nie będzie przeszkadzać, a nie w zasięgu wzroku.

Takie coś jest po prostu nieeleganckie i często nie fair w stosunku do drugiej osoby. Pomijam już nawet momenty zajmowania się smartfonem podczas rozmowy, bo to jawne przesłanie. Jednak te akty pokroju niewyciszania telefonu, zerkania na niego bez większej przyczyny podczas rozmowy, czy ostentacyjnego pozostawiania go na stole przekazują subtelny sygnał. 

Sygnał tego, że albo z daną osobą się nudzicie, albo ona i czas z nią spędzany jest oczywiście ważny, ale nie tak ważny od tego, co kryje się w smartfonie. Czy takie są Wasze intencje? Jeśli nie, a górę bierze przyzwyczajenie, to lepiej uważajcie, bo uważni obserwatorzy nie tylko patrzą, ale też widzą… i interpretują. 

Bo to wszystko przez smartfony!

Mam wrażenie, że zarówno w tym, jak i w poprzednim artykule na temat smartfonów i mediów społecznościowych przyjmuje postać nowoczesnego hipisa, namawiającego do czegoś, z czym nie da się walczyć. Świat się zmienia, zmienia się społeczeństwo i tak to już jest, że jedni zmianom tym się poddają, a drudzy widzą w nich zagrożenie. Osobiście nie określiłbym się przeciwnikiem tych nowinek w naszym świecie, bo smartfon to coś, co wniesie nas, ludzi, na nowy poziom.

Nie zdziwię się nawet, że za kilkaset lat wydarzenia związane z mediami społecznościowymi oraz smartfonami zostaną uznane za początek i koniec jakiejś epoki. Tradycyjnie już zaznaczam, że bez chęci zmiany swoich nawyków na lepsze nie zdziałacie wiele i może nawet tych zmian nie potrzebujecie, bo czas spędzony w taki, a nie inny sposób wydaje się Wam czasem spędzonym owocnie.

Ten materiał powstał tylko dlatego, że sam zyskałem wiele, odcinając się na dobre od mediów społecznościowych i ograniczając użycie smartfonu do minimum. Dzięki temu skoncentrowałem się na tym, co rzeczywiście jest dla mnie ważne w życiu i poświęcam się temu bez reszty, przekazując na ten poczet cenne godziny, które straciłbym na głupotkach związanych z mediami społecznościowymi oraz smartfonem.