Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się woda na ziemi? Teorie są różne, jedni twierdzą, że mogła ona przybyć razem z asteroidami, które uderzały w ziemię. Inni zaś przekonani są, iż młoda ziemia krążąc po orbicie zebrała materiały w nią bogate, który rozrzucony został w naszym układzie słonecznym. Taki proces miałby trwać oczywiście miliony lat. Do dziś nikt nie był w stanie dać nam jednoznacznej odpowiedzi. Najnowsze odkrycie może znacząco wpłynąć na pojmowanie tej zagadki.

We wnętrzu Ziemi znajduje się gigantyczny ocean, który jest trzykrotnie większy od wszystkich wód znajdujących się na jej powierzchni. Brzmi nieprawdopodobnie? Woda jest szczelnie zamknięta w niebieskim kamieniu o nazwie ringwoodyt. Znajduje się on 700 km pod powierzchnią Ziemi, a dokładniej w jej płaszczu, czyli sferze, która oddziela jądro zewnętrzne od powierzchni planety. Tak ogromne złoże wody rzuciło zupełnie nowe światło na genezę jej pochodzenia. Możemy nawet pokusić się o stwierdzenie, że Juliusz Verne miał trochę racji w swojej powieści – „Podróż do wnętrza Ziemi”.

Pchamy się do odkrywania wszechświata i odległych gwiazd, a nie wiemy praktycznie nic o tym, co znajduje się pod naszymi stopami… Steven Jacobsen – naukowiec z Northwestern University in Evanston w stanie Illinois, uważa, że istnieje ogromne prawdopodobieństwo tego, iż woda na powierzchni Ziemi pochodzi właśnie z jej wnętrza. Rignwoodyt może być również czymś w rodzaju katalizatora, który utrzymywał stały poziom oceanów na przestrzeni wielu tysięcy lat.

Ekipa Jacobsena wykorzystała 2000 sejsmografów, aby zbadać fale sejsmiczne wywołane przez ponad 500 trzęsień ziemi. Te wibracje przemieszczają się po całej planecie, przechodzą przez jądro i spacerują po powierzchni. „Sprawiają, że ziemia drga niczym dzwon kościelny” – dodaje Jacobsen. Badając prędkość z jaką fale dochodzą do powierzchni, naukowcy byli w stanie zdeterminować przez jaką formę skał przechodzą. Niektóre fale były jednak znacznie opóźnione. Jacobsen przewidział, że taki efekt mógł powstać tylko i wyłącznie na skutek ukrytego ringwoodytu wypełnionego ogromnymi pokładami H2O. Naukowiec odwzorował eksperyment w warunkach laboratoryjnych i okazało się, że miał rację.

Odkrycie Jacobsena potwierdza najnowsze znalezisko Grahama Pearsona – uczonego z University of Alberta in Edmonton w Kanadzie. Badał on kryształ pochodzący z mezosfery, który wydostał się na zewnątrz z lekką pomocą wulkanu. W krysztale tym znajdował się mały ringwoodyt wypełniony wodą. Jest to pierwszy mocny dowód na potwierdzenie teorii Jacobsena. Aktualnie Jacobsen ma mocne dowody na to, że ogromy ringwoodyt znajduje się pod Stanami Zjednoczonymi. To jednak nie koniec poszukiwań, jego ekipa badawcza chce sprawdzić, czy nie oplata on przypadkiem całej Ziemi.

Powinniśmy być wdzięczni, że istnieje naturalny zbiornik powstrzymujący wodę od wydostanie się na powierzchnię naszej planety. Gdyby nie ringwoodyt, to dzisiaj widoczne byłyby tylko szczyty największych gór. Reszta znajdowałaby się głęboko pod wodą. – dodaje Jacobsen.

[newscientist.com]

 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej