Przez całe życie 7-krotnie trafił go piorun. Jak to możliwe?

astronomia

Porażenia piorunami z pewnością nie należą do częstych zjawisk, co tylko utwierdza w przekonaniu, że postać Roya Sullivana była niezwykła i… miała sporego pecha. Mężczyzna ten został bowiem 7-krotnie trafiony w latach 1942-1977.

Sullivan pełnił rolę strażnika w parku narodowym i z tego powodu jego życie z pewnością nie było typowe, bowiem ma na koncie m.in. 22 starcia z niedźwiedziami. Jeśli chodzi natomiast o spotkania z wyładowaniami elektrycznymi, to jego „przygoda” rozpoczęła się w 1942 roku. 30-letni ówcześnie Roy znajdował się wtedy na wieży strażackiej pozbawionej piorunochronów, a kiedy wyszedł na zewnątrz, trafił go piorun. Skończyło się na bliźnie na nodze oraz uszkodzonej stopie i bucie.

Czytaj też: Pioruny w Arktyce uderzają coraz częściej, a naukowcy prawdopodobnie znaleźli tego przyczynę

Po raz kolejny Sullivan został porażony w 1969 roku i to przebywając w samochodzie. W normalnych warunkach auto działa niczym klatka Faradaya, chroniąc pasażerów przed wyładowaniami, lecz w tym przypadku mężczyzna miał opuszczone szyby, przez co piorun przedostał się do środka. W efekcie Roy stracił przytomność i wjechał do przydrożnego rowu. Zaledwie rok później historia się powtórzyła, choć tym razem w zupełnie codziennych okolicznościach, bo w chwili, gdy Sullivan pracował w ogródku.

Pierwszy piorun trafił Roya Sullivana w 1942 roku, kiedy mężczyzna miał 30 lat

Lata 70. były dla naszego pechowca szczególne, bo w 1972 roku Sullivan został trafiony podczas pobytu w górach Parku Narodowego Shenandoah, co doprowadziło do zajęcia się ogniem jego włosów. Po roku, tym razem w czasie burzy, Roy wysiadł z samochodu i wkrótce później doświadczył porażenia. Było to piąte trafienie piorunem w jego życiu.

Czytaj też: Ten człowiek wsadził głowę do akceleratora cząsteczek. Co się z nim stało?

Oczywiście to nie był koniec gehenny strażnika, ponieważ czekały go dwa kolejne porażenia. Jedno z nich miało miejsce w 1976 roku, drugie natomiast – w 1977. W tym przypadku Sullivan był akurat na rybach, a zbiorniki wodne mają tendencję do przyciągania wyładowań, podobnie jak np. drzewa czy słupy. Na szczęście było to ostatnie tego typu zdarzenie w życiu Roya, który przeżył jeszcze kilka kolejnych lat. Co ciekawe, szacuje się, że szansa na trafienie piorunem w Stanach Zjednoczonych wynosi 1 do 1 200 000, co tylko pokazuje, jak nietypowe były wydarzenia w życiu Sullivana.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Obserwuj nas w Google News