WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Ratunek Artifact od Valve pod znakiem zapytania

Artifact jest zdecydowanie najbardziej nielubianą grą Valve, a przynajmniej tak możemy sądzić po liczbie graczy, jaka obecnie w niej przebywa. Maksymalnie 210 w ciągu ostatnich 30 dni, to ogromny spadek z 46000 z miesiąca premiery, ale nie ma w tym nic dziwnego. Pytanie tylko, czy Valve uratuje Artifact przed totalną zagładą? 

Czytaj też: Głębiny Skyrim jeszcze nigdy nie były tak ciekawe

Jeśli tu jesteście, to z pewnością kojarzycie Artifact – rewolucyjną (podobno) grę karcianą, która miała wprowadzić na rynek powiew świeżości. Wprowadziła, ale razem z tak wysokim progiem wejścia, że wszyscy karciankowi-maniacy woleli przejść na Hearthstone, czy Gwinta. Artifact jest na swój sposób oryginalny i z pewnością ma potencjał, ale przymus jego kupna i dalszego rozwijania talii za pomocą prawdziwych pieniędzy zwyczajnie nie wpadł w gust odbiorców. Nie żeby taki Hearthstone był tani przy kolekcjonowaniu całej talii…

Tak czy inaczej, Valve zapowiedziało wcześniej, że bierze się za ratowanie Artifact, ale wygląda na to, że coś nie za specjalnie (ostatnia aktualizacja była w marcu). Od ogłoszenia tego minęło kilka tygodni, a zmian jak nie było, tak nie ma i powód tego mógł ujawnić właśnie Richard Garfield, projektant gry, który rozstał się z Valve po premierze Artifact. W rozmowie z Eurogamerem przyznał, że Artifact sam w sobie jest świetną grą, która nawet w testach nie wymagała wielu zmian w balansie, bo była od początku zbalansowana.

Problem miał podobno leżeć m.in. w marketingu Valve, które zbyt mocno polega na swoich graczach i zaniedbało rozgłos gry przed i po premierze. Ma to sens, bo ta przecież nie wyszła z tego obronną ręką, a firma po prostu myślała, że wrzuci coś na rynek, a marka zrobi coś sama z siebie. Innymi słowy, teraz Valve zwyczajnie nawet nie broni tej produkcji:

Myślę, że w pewnym momencie musisz przejąć nad tym kontrolę. Mają tam bardzo pozytywne wiadomości i bardzo pozytywne rzeczy w swoich projektach gier i są w pewnym sensie błędnie przedstawiane przez wielu graczy. 

Szczerze mówiąc, zgadzam się z nim w kwestii tego, że Artifact sam w sobie jest świetną produkcją. Pograłem w niego około 50 godzin i choć finalnie posprzedawałem talie (zwróciła mi się cena gry), to było to naprawdę pięćdziesiąt ciekawych godzin zabawy:

[…] podstawowa gra jest doskonała i oryginalna. Daje to graczowi coś nowego. Więc w ty, sensie, jako że jest tutaj coś do zaoferowania graczowi, myślę, że można go uratować. Valve jest mądrą firmą z wieloma mądrymi pracownikami, więc myślę, że to możliwe, że mogą to zrobić. 

Jednocześnie stwierdził, że:

Osobiście interesuje mnie projektowanie nowych gier lub rozwijanie starych gier. Nie chcę brać udziału w kontroli szkód i zastanawiać się, jak znaleźć odbiorców dla tej gry.

Nic dziwnego, zważywszy na to, że już w Valve nie pracuje. Jednak miał racje co do jednego – losowości w Artifact. Tej jest tam tyle, co kot napłakał i to właśnie powinno przyciągać hardcorowych graczy. Sami wiecie, jak się to skończyło i myślę, że wiem dlaczego – Artifact zwyczajnie nie jest dobrą grą pod kątem widowiska. Wystarczy obejrzeć pierwszy lepszy gameplay, żeby momentalnie się pogubić i zamiast frajdy z gry (i nie(szczęśliwego) zbiegu okoliczności), zaczynać analizować rozgrywkę, jak partię szachów.

Tak więc, na przykład, gdy gracze narzekają na szczęście w grze, w Artifact jest zdecydowanie więcej umiejętności niż w jakiejkolwiek innej cyfrowej grze TCG (Trading Card Game) mierzonej przez ocenę ELO, którą osiągają gracze.

Czytaj też: Epic Games Store opłaca zwroty gier za odrzucenie Steama

Źródło: PCGamer