Hellboy w reżyserii Neila Marshalla to ekranizacja komiksu Mike’a Mignoli. Przede wszystkim jednak, to próba zarobienia na czymś, na czym nawet Guilermo del Toro się nie udało. Zwiastuny nie były takie złe. Trąciły trochę pseudo deadpoolowym humorem i nadmierną brutalnością, ale od czasu do czasu takie filmy też mogą być fajne. Choćby jako prywatne guilty pleasure. Niestety, nie w przypadku Hellboya.

Uwaga, będą spoilery, o ile ktoś będzie miał zamiar to oglądać.

Pomieszanie z poplątaniem

Generalnie film opowiada o tytułowym Hellboyu, pół człowieku, pół demonie. Kilkadziesiąt lat temu przyzwali go z piekła naziści, by stał się ich ostateczną bronią. Odbity przez tajne stowarzyszenie walczy później w jego szeregach z paranormalnymi istotami. Gdy na świat powraca nieśmiertelna Krwawa Królowa Nimue (Mila Jovovich) Hellboy jest jedynym, który może ją pokonać. Albo… pomóc jej w zagładzie Ziemi.

Recenzja filmu Hellboy

Nie czepiam się samego szkieletu fabuły, bo na tym można byłoby ugrać coś fajnego. Niestety twórcy doszli do wniosku, że trzeba powrzucać tu wszystko, co tylko się da. Mamy więc Babę Jagę i jej domek na kurzej łapce, mamy olbrzymy, czarownice, tajne stowarzyszenia, Merlina, króla Artura i Excalibur. Hellboy nie jest tylko pół człowiekiem, pół demonem, jest również ostatnim żyjącym potomkiem rzeczonego króla i to on może dzierżyć magiczny miecz. Zapomniałabym, jest również tajemnicze proroctwo. Generalnie jest tutaj wszystko. Brakuje niestety czasu, by cokolwiek pokazać lepiej i ciekawiej. Wydaje mi się, że gdyby tak wyciąć połowę wątków pobocznych byłoby więcej miejsca na ubarwienie głównego wątku.

Czytaj też: Recenzja filmu Shazam!

Wieje nudą

Nie mogę powiedzieć, że Hellboy jest jakoś źle zrobiony. Nawet efekty nie są bardzo złe. Dużo gorsze były chociażby w Venomie, a wszyscy wiemy, jak się przyjął. Aktorzy dają z siebie wiele, David Harbour jako Piekielny Chłopak spisuje się całkiem dobrze. Najbardziej przypadł mi do gustu Ian McShane, który wcielał się w profesora Bruttenholma, przybranego ojca głównego bohatera. Jednak choć gra aktorska była w dobra, to scenariusz nie pozwalał na jakiekolwiek rozwinięcie postaci. Andrew Cosby, autor scenariusza, skupił się tutaj na uczynieniu z Hellboya jakiejś nieśmiesznej kopii Deadpoola. Widać, że od pewnego momentu zmieniły im się priorytety. Początek ogląda się jeszcze całkiem znośnie. Chyba pierwsze 20-30 minut wprowadzających nas do tej historii, kiedy poznajemy głównego bohatera. No i spoko, oglądając to pomyślałam, że nie będzie tak źle. Myliłam się.

Recenzja filmu Hellboy

Później twórcy robią wszystko, by Hellboy zasługiwał na kategorię R. Jest więc masa przekleństw, krew się leje kiedy tylko może i generalnie jest brutalnie, krwawo i… nudno. Sceny akcji są po prostu poprowadzone bardzo źle, w filmie postacie wciąż popełniają jakieś błędy logiczne. A cała postać Krwawej Królowej jest tak bezsensowna, że nawet szkoda gadać. Marshall niby kreuje nam całkiem ciekawy, pełen dziwnych istot świat, ale kompletnie nie potrafi wykorzystać ich potencjału. Umieszczając wszystko na kupę sprawia, że człowiek nie ma szans na skupienie swojej uwagi na czymś konkretnym. A od pewnego momentu już nawet tego nie chce.

Niewykorzystany potencjał

Hellboy jak dla mnie miał jeden fajny element – ścieżka dźwiękowa. Ciężkie brzmienia, które można było usłyszeć już w trailerach dawały sporo nadziei na fajne sceny walk. A raczej sceny rzezi. Niestety, twórcy nie potrafili wykorzystać tak świetnych utworów we właściwy sposób. Przez dłuższy czas muzyka była zbyt głośna i dominująca, co sprawiało, że czułam się, jakbym oglądała teledysk. Same sceny akcji były tak źle skonstruowane, że szkoda gadać. Lepiej zagrać w Dooma, tam nawet najkrótsza walka z kilkoma demonami da nam to, czego twórcom Hellboya nie udało się osiągnąć przez dwie godziny. Do tego dochodzi wręcz amatorszczyzna, jeśli chodzi o reżyserię. Cięcia, skakanie od lokacji, do lokacji… Nie, nie i jeszcze raz nie.

Recenzja filmu Hellboy

 Największą porażką tego filmu jest beznadziejny scenariusz, który nie tłumaczy nam niczego. Nowy widz, który nie widział filmów del Toro, albo nie czytał komiksów, nie bardzo się w tym połapie. Hellboy nie oferuje nam żadnego wprowadzenia do tej historii, od razu jesteśmy rzucani na głęboką wodę nie bardzo wiedząc, kto jest kim. Potem, jest tylko gorzej, bo nikomu nie chce się wprowadzić choć odrobiny porządku w tym chaosie. Jesteśmy bombardowani potworami, nudnymi dialogami i kiepskimi żartami. Jest, co tu dużo mówić, nudno. Jeśli widz od samego początku nie jest w stanie tego wszystkiego sobie poukładać, to potem się już nawet nie stara. Sama obsada jest naprawdę dobra. David Harbour, Milla Jovovivh, Sasha lane czy Ian McShane. Tylko co nam po dobrych aktorach, skoro postacie, które grają są tak źle napisane? Motywacje i działania większości z nich są wręcz absurdalne i wydaje się, że robią to, co robią tylko po to, by na ekranie było więcej krwi. W końcu film ma R-kę.

Podsumowując

Wiecie, Hellboy ma parę w miarę fajnych scen, aktorzy spisują się całkiem nieźle, zważywszy na to, w czym grają. Jednak w ogólnym rozrachunku to były stracone dwie godziny. Podobała mi się tylko ścieżka dźwiękowa, ale ją można włączyć sobie na Spotify. Chciałabym powiedzieć o Hellboyu coś pozytywnego, ale nie jestem w stanie. Gdyby nie rzut oka na obsadę, to nawet nie do końca pamiętałabym, kto był kim.

Recenzja filmu Hellboy

Nie polecam. Hellboy przypomniał mi te superbohaterskie koszmarki sprzed nastu lat. Te, o których chcielibyśmy zapomnieć. O tym filmie też chciałabym zapomnieć. Na szczęście jest tak bardzo nudny i nijaki, że zapewne szybko mi się to uda. Nie warto iść na niego do kina, bo to strata pieniędzy i czasu. Panu Marshallowi powinien ktoś powiedzieć, że robienie czegoś takiego to po prostu wstyd.

Czytaj też: Recenzja filmu Powrót

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!