Bradley Cooper, zawodowy aktor debiutujący jako reżyser i po części piosenkarz. Lady Gaga, zawodowa piosenkarka, debiutująca w głównej roli aktorskiej w wysokobudżetowym filmie. „Narodziny Gwiazdy” – tytuł, który dzierżyły już wcześniej trzy filmy o zbliżonym trzonie fabularnym. Co mogło pójść nie tak? Wszystko! Wiara w projekt i włożenie serca w film potrafią jednak zdziałać cuda. Postawienie wszystkiego na jedną kartę zaowocowało aż pięcioma nominacjami do Złotych Globów! Zapraszam do recenzji jednego z najgłośniejszych tegorocznych melodramatów.

Historia narodzin i… upadku gwiazd

Ona, początkująca piosenkarka z kompleksem na punkcie swojego wyglądu, ale cudownym głosem. On, gwiazdor muzyki country u schyłku kariery, alkoholik. Los splata losy Ally (Lady Gaga) i Jacksona (Bradley Cooper) w barze, podczas jej występu na lokalnej scenie. Spotkanie przeradza się w płomienny romans, który razem z ich życiem prywatnym jest jedną z dwóch osi filmu. Drugą z nich jest kariera muzyczna. Zgodnie z tytułem filmu jesteśmy świadkami narodzin, a później świecenia pełnym blaskiem gwiazdy Ally. Jednocześnie obserwujemy powolne wypalanie się gwiazdy Jacksona. Obydwie osie płynnie się przeplatają i wzajemnie uzupełniają, tworząc zaskakująco spójną całość.

Fabuła, choć przewidywalna i opierająca się na sprawdzonych schematach, jest dobrze poprowadzona i wciąga. Finał, choć zapewne nie dla wszystkich będzie zaskakujący, to na pewno wzbudza emocje, a i łezka w oku może się pojawić. Jak na debiut reżyserski Bradleya Coopera jest bardzo dobrze. Widać pomysł na narrację i pasję w tworzenie tego filmu. Dbałość o detale i emocje. Dobra robota!

Aktorstwo i… wokal

Poza zdecydowanie udanym debiutem reżyserskim Bradley zdołał jednocześnie stworzyć jedną z najlepszych kreacji aktorskich w swojej karierze. W roli muzyka z problemami alkoholowymi (i nie tylko) jest wiarygodny. Również emocje, towarzyszące jego płomiennej znajomości z Ally nie pozostawiają wątpliwości w jego uczucia. Ani przez chwilę nie wątpimy w jego motywację. Jednocześnie ma za sobą debiut wokalny, który również wypadł bardzo dobrze. Dość powiedzieć, że utwór „Shallow”, nagrany wspólnie z Lady Gagą, ma już na koncie 138 mln wyświetleń w serwisie YouTube i nominację do Złotego Globu. Jak na debiutanta – rewelacja! Uważam, że to może być najważniejszy film w jego karierze. Lady Gaga, mimo iż w teorii to ona jest główną postacią, pozostaje nieco w jego cieniu. Jednak i dla niej to ważny film. Zwróćmy uwagę, że obraz wychodzi w dziesiątą rocznicę od premiery jej debiutanckiego albumu.

Przez te lata jest postrzegana jako świetna piosenkarka, która jednak ciągle chowa swoją urodę za odważnymi stylizacjami i grubą warstwą makijażu. Podobnie jak filmowa Ally w scenie w barze. Później pada nawet zdanie „Ludzie zawsze mi mówią, że ładnie śpiewam, ale nikt nie powie że ładnie wyglądam”. Myślę, że to przez lata w niej siedziało, a ten film jest okazją do pokazania się światu ze stonowanym makijażem i naturalnym wyglądem. Rozprawieniem się z tym kompleksem i zaszufladkowaniem. Co do gry aktorskiej to dała radę – uwierzyłem w jej postać odgrywaną w filmie. Wokalnie, jak zwykle – rewelacja. Prawdziwą perełką trzymającą ten film jest chemia jaką ta dwójka wytworzyła między sobą na ekranie. Emocje, emocje, emocje. Raz dobre, raz złe, ale zawsze wiarygodne i angażujące widza. Również postacie z drugiego planu stanęły na wysokości zadania. Nie ma tu zauważalnie słabiej napisanej i odegranej postaci.

Jakieś wady?

Oczywiście. Moje mieszane uczucia budzi montaż i zdjęcia. Są po prostu bardzo nierówne. Genialnie sfilmowane sceny, w których czujemy się jakbyśmy byli na miejscu wydarzeń, są przeplatane scenami z rwanym montażem i nienajlepszą pracą kamery. No, ale może takie było zamierzenie reżysera. Nie wiem. Wiem natomiast, że rzuca się to w oczy. A szkoda.

Denerwującą mnie jako Polaka, jest również polityka dystrybutorów filmu. Trafił do Nas dopiero 30 listopada, czyli prawie dwa miesiące po premierze w USA, która miała miejsce 5 października. Wstyd! Zwłaszcza, że pierwszy pokaz odbył się już 31 sierpnia, na festiwalu w Wenecji.

Nagrody i nominacje dla Narodziny Gwiazdy

Gdy piszę te słowa, jest początek grudnia 2018, a film zdążył już zgarnąć nagrodę specjalną na międzynarodowym festiwalu w Wenecji oraz trzy nagrody National Board of Review. W tym dla najlepszej aktorki i reżysera. Jest nominowany w pięciu kategoriach do Złotych Globów oraz w jedenastu (!) do Satelitów. Był również nominowany do Złotej Żaby w niedawno zakończonym festiwalu Camerimage. Nominacje do Oskarów to w mojej ocenie tylko formalność. Czy upragnione statuetki trafią do twórców filmu, przekonamy się już w nowym roku.

Podsumowanie

Myślę, że zdecydowanie warto obejrzeć ten film. Niezależnie, czy jesteś romantyczką czy facetem w typie „macho”. Każdy powinien znaleźć w tym filmie coś dla siebie. Uniwersalna, dobrze poprowadzona i zagrana historia. W mojej prywatnej skali oceniam ten film na 8/10. Jeśli macie taką możliwość, to wybierajcie kina zapewniające jak najlepsze nagłośnienie. Najlepiej wspierające system Dolby Atmos. Oczywiście nie jest to musical, ale ścieżka dźwiękowa odgrywa tu niebagatelną rolę. Po seansie polecam zresztą zapoznać się z soundtrackiem z filmu. Zapewniam, że ma do zaoferowania o wiele więcej, niż tylko flagowe „Shallow”.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej