A Plague Tale: Innocence od Asobo Studio perfekcyjnie porusza się w konwencji czasów głębokiego średniowiecza opanowanego przez potworną epidemię. 

Gra świetnie operuje bogatym wachlarzem mechanik – od ściśle skradankowych, po te obejmujące elementy walki i crafting elementów ekwipunku. A przy tym jednocześnie przecudownie manipuluje klimatem beznadziei, osamotnienia i surowości średniowiecza. Są zarażone stada szczurów, bezwzględna inkwizycja i bezbronna para rodzeństwa, rzucona w sam środek krwawych wydarzeń.

Przedzierając się przez mrok

Nawet najmniejszy spoiler z samego prologu mógłby zachwiać perfekcyjnie zestrojoną fabularną machiną, dlatego powstrzymam się od opisywania historii i wchodzenia w szczegóły. A Plague Tale: Innocence to opowieść o dwójce rodzeństwa próbującej przetrwać w opanowanym przez czarną śmierć średniowieczu. Od samego prologu gra wyraźnie daje do zrozumienia, że to fabuła i filmowo poprowadzona rozgrywka są najważniejszymi filarami tytułu. Od początku – zmyślnie przechodzi od klimatu średniowiecznej sielanki, do atmosfery totalnej beznadziei. Przy czym cały czas umiejętnie dozuje poszczególne dawki niepokoju, przez co nie mamy wrażenia, że gramy w tani survival horror. Tu wszystko współgra idealnie i kolejne godziny rozgrywki spędza się z zapartym tchem.

A Plague Tale: Innocence – skradanie się dawno nie było tak klimatyczne

Rozgrywka w A Plague Tale: Innocence, to w sporej części sekwencje skradankowe. Przemieszczamy się w nich od punktu A, do punktu B, próbując zostać niezauważonym przez wrogów, gęsto przeczesujących daną lokację. Chowamy się za przeszkodami lub w wysokich zaroślach, a uwagę adwersarzy odwracamy rzucając kamieniami w hałaśliwe przedmioty. Przez sporą część rozgrywki to unikanie bezpośredniej konfrontacji jest kluczem do wyjścia z opresji. Większość starć – czy to z ciężkozbrojnym inkwizycji, czy z chłopem uzbrojonym w sierp – dla drobnej Amici kończy się bardzo źle. Jeśli już stajemy do walki, to tylko w wyjątkowych, wcześniej fabularnie zaplanowanych sytuacjach. Takie starcia polegają np. na powolnym odstrzeliwaniu procą elementów pancerza wroga, by w końcu wyeliminować go strzałem w głowę.

Intrygująca mechanika światła

Ciekawa jest mechanika światła jako środka odstraszającego zarażone chorobą, krwiożercze szczury. Podczas poruszania się po silnie zaciemnionych lokacjach niezbędne jest stałe pozostawanie w zasięgu źródła światła. Nieważne czy to trzymanej w ręku pochodni, bardzo szybko palącej się gałązki, czy ogniska. Często przychodzi nam poruszać się w istnym morzu wściekłych gryzoni. Niczym piranie gotowych w mgnieniu oka ogryźć całe ciało do gołej kości. I to są jedne z lepszych i bardziej klimatycznych momentów A Plague Tale: Innocence. Ponure przechadzki po ciemnych katakumbach, w morzu wściekłych szczurów otaczających mały, oświetlony przez dogorywającą pochodnię, skrawek ciemności.

Historia A Plague Tale: Innocence jest w iście książkowym wydaniu

Świetna fabuła zatopiona jest w bardzo dobrej oprawie audiowizualnej. Ścieżka dźwiękowa zawsze genialnie współgra z wydarzeniami dziejącymi się na ekranie. W zależności od sytuacji, potęguje poczucie beznadziei lub wprowadza klimat beztroskiej sielanki. Graficznie nie mamy do czynienia z petardą – gdy przyjrzymy się bliżej, na jaw wychodzą niezbyt szczegółowe tekstury i uproszczenia. Bezsprzecznie jednak całokształt rozgrywki wygląda bardzo dobrze. Niezależnie od lokacji, w której się znajdujemy, immersja pozostaje tak samo silna. Nie pozwala ona choć na chwilę oderwać się od genialnego klimatu i zapierającej dech historii.

Prawdziwa gratka dla miłośników mrocznych klimatów

Gęsty jak smoła klimat jest najmocniejszą stroną A Plague Tale: Innocence. Ponura przechadzka po pełnych gryzoni katakumbach, wizyta w zdziesiątkowanym przez dżumę mieście, czy spacer między oblegającymi dworek żołnierzami Inkwizycji… Cała rozgrywka składa się na perfekcyjnie wyważony obraz XIV w. średniowiecznej Francji opanowanej przez dżumę. Z ludźmi szukających winnych, nie rozumiejących do końca co i dlaczego im się przydarzyło, żyjących w atmosferze wzajemnej nieufności i niepokoju. Jądro ciemnej apokalipsy, a w samym środku Amicia i Hugo, walczący o przetrwanie i o odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Nie mam pytań… gram.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej