Sagrada Familia jest uznawana przez wielu za największe osiągnięcie katalońskiego architekta Gaudiego, mimo że jej budowa nadal nie jest ukończona. Tak tak, dobrze słyszycie, od 136 lat kościół znajduje się w stanie budowy! Nie tak dawno znów było głośno o Sagradzie za sprawą budowy bez pozwolenia i konieczności zapłaty odszkodowania. W Polsce natomiast Sagrada stała się popularniejsza za sprawą… planszówki. Przed Państwem Sagrada od FoxGames!

Zawartość pudełka

W sporym pudle Sagrady znajdziemy całą masę kostek, troszkę kart, 4 „witraże” pełniące rolę planszetek oraz woreczek. Wiem, że niektórzy mieli problemy z jakością kosteczek, które wydawca bez problemów wymieniał na niewadliwe. W swoim egzemplarzu nie dostrzegłem jednak żadnych wad.

Sagrada pudło

Wykonanie? Karty mogłyby być grubsze, ale poza tym nie widzę absolutnie niczego, do czego mógłbym się przyczepić… no może poza bardzo małymi znacznikami punktowania. Za to mogę pochwalić Sagradę za wypraskę i znaczniki Uznania (fot. pod spodem). Zawsze miałem słabość do takich elementów.

Sagrada znaczniki

Zasady

Naszym celem jest zdobycie jak największej liczby punktów za uzupełnienie witraży w kościele Sagrada Familia. Na początku gry każdy z graczy wybiera witraż oraz wzór, który będzie mu dyktował zasady umieszczania kostek. Losujemy również karty indywidualnych punktowań, celów ogólnych i narzędzi, które pomagają nam w późniejszej modyfikacji witraży.

Sagrada zawartość

Rozgrywka toczy się przez 10 rund. W każdej rundzie losujemy z woreczka kostki (liczba zależna od liczby graczy) w różnych kolorach. Następnie gracz wybiera jedną z nich i umieszcza ją na swoim witrażu zgodnie z zasadami budowania (o których będzie więcej w innym akapicie). W swojej rundzie każdy z graczy musi umieścić 2 kości na witrażu, o ile ma taką możliwość. I to z grubsza tyle.

Wrażenia

Pierwsze kilka ruchów w Sagradzie tyłka mi nie urwało. Ot weź kosteczkę, postaw na witrażu. Trzeba było pamiętać tylko o tym, że witraż nas ogranicza, a kostka musi się stykać w jakikolwiek sposób z poprzednią. Nie mogą ze sobą sąsiadować (tj. w pionie lub poziomie) kostki o takiej samej wartości lub kolorze. Easy.

Sagrada planszetki

Po kilku ruchach okazuje się, że to jednak nie jest takie proste i Sagrada zaczyna rozwijać skrzydła. To, co wydawało się banałem, nagle staje się cholernie trudną łamigłówką. A tu jeszcze warto by było poukładać kostki tak, żeby dobrze zapunktować z kart. Po pewnym czasie okazuje się, że skopaliśmy coś na początku gry przez naszą nieuwagę albo nie mamy już w ogóle pola do manewru i możemy jedynie modlić się o szczęśliwe rzuty kośćmi. Po „rozkręceniu się” Sagrada naprawdę może się podobać. Myślenia mamy tu co nie miara. Ma to oczywiście swoje minusy, ponieważ z każdą turą downtime pomiędzy turami graczy będzie się zwiększał i to widać.

Podoba mi się, że mamy możliwość naprawienia naszych błędów dzięki kartom narzędzi. Gorzej, że za ich użycie trzeba zapłacić znacznikami Uznania, a tych mamy ograniczoną ilość. Dodatkowo są warte 1 punkty na koniec gry. A w Sagradzie każdy, nawet najmniejszy punkt jest na wagę złota.

Sagrada karty

Jakieś minusy poza downtimem? Dwa, dość mocno subiektywne. Po pierwsze – losowość. Z woreczka dobieramy kostki, rzucamy i… zaczynają się problemy. Może się okazać, że właściwie wszystkie wyciągnięte kolory nie będą dla nas przydatne. Liczby również nie pomagają. Nie raz może się zdarzyć, zwłaszcza pod koniec gry, że nie z naszej winy nie możemy nigdzie umieścić kości. Dla fanów pełnej kontroli nad swoim ruchem to może być nie do zaakceptowania. Drugim jest zupełny brak bezpośredniej interakcji między graczami. Właściwie możemy sobie przeszkadzać wyłącznie poprzez zwinięcie fajnej gości sprzed nosa rywali.

Czas trwania gry, skalowanie, regrywalność

Pudełko Sagrady mówi o 30-45 minutach gry. Bardzo dużo zależy jednak od współgraczy, zdarzyło mi się raz (w 4 osoby) grać prawie 1,5h. Musimy pamiętać, że każda kolejna osoba to większy downtime, a w rezultacie dłuższa rozgrywka. Z tego też powodu najlepiej grało mi się w składach 2-3, mimo że możemy grać w składach 1-4.

Sagrada karty

Tak, w Sagradę możemy również grać solo. Próbowałem tego trybu dwukrotnie. Być może jestem głupi, ale wydaje mi się, że gra solo naprawdę jest trudna. Naszym zadaniem jest bowiem pobicie wyniku sumy kości oznaczających kolejne rundy (tj. niewybranych przez nikogo). Raz poległem, za drugim razem wygrałem…1 oczkiem.

Sagrada kostki

Regrywalność? Mogę mieć tu ten sam zarzut co do opisywanego niedawno Sentient – po pierwszej rozgrywce mechanicznie nie będziemy mieli tu żadnej nowości. Natomiast mamy tu całą masę zmiennych. Kości, różne karty celów, narzędzia, wzory witraży – dzięki temu regrywalność jest właściwie nieograniczona

Podsumowanie

Jestem z Sagrady naprawdę bardzo zadowolony. Wprawdzie nie jest to gra w moim „krwiożerczym” stylu, jednak zawsze chętnie w nią zagram, jeśli będę miał ochotę pomęczyć swoje zwoje mózgowe. Duży plusem jest także przyjemna dla oka stylistyka. Jeśli masz ochotę na dobrą łamigłówkę, to spokojnie możesz sięgnąć po Sagradę. Bo warto!

Sagrada witraż

Dziękujemy wydawnictwu FoxGames za przesłanie gry do recenzji!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!