WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Snowpiercer – sezon 1, odcinek 6

Twórcy serialu Snopiercer bardzo chcieli uczynić tę produkcję ciekawą, głównie za pomocą marnie poprowadzonego wątku detektywistycznego w pierwszych odcinkach. Okazuje się jednak, że Snowpiercer najlepiej działa wtedy, kiedy zamiast na rozbudowanej fabule skupiamy się na samym pociągu.

Czytaj też: Recenzja serialu Snowpiercer – sezon 1, odcinek 5

Ciężko nie zauważyć, że Snopiercer zmierza do wielkiego buntu mieszkańców Ogona i 3. klasy. W najnowszym odcinku obserwujemy kolejne poczynania tych gorszych pasażerów, dla których farsa zwana procesem była tylko dolaniem oliwy do ognia. Pojawiają się ulotki nawołujące do strajku, na czele którego najprawdopodobniej stanie Layton. Nasz główny bohater bardzo źle znosi wyciągnięcie z szuflady, wymiotuje, jest niestabilny emocjonalnie i agresywny. W jednym z poprzednich odcinków widzieliśmy dziewczynę wybudzona po dwóch latach, która miała takie same objawy. Wówczas jej stan zdrowia tłumaczono zbyt długim uśpieniem, ale Layton przebywał w takim stanie maksymalnie tydzień (?), ale rozumiem, trzeba dramatyzować. Mężczyzna ukrywa się w kwaterze swojej byłej żony, a potem Josie zabiera go do lekarki, która stara się mu pomóc. Oczywiście nieufny pan detektyw kwestionuje pobudki kobiety, aż w końcu ucieka by dokonać zemsty na Melanie, która w jego mniemaniu winna jest całemu złu jakie go spotkało. Słusznie lub nie, jednak jego zachowanie jest bardzo bezmyślne. Można byłoby je tłumaczyć jego obecnym stanem, gdyby w poprzednich odcinkach zachowywał się lepiej.

Tymczasem po niedawnej strzelaninie w korytarzach serwisowych awarii ulega system hamowania w jednym z wagonów. Sytuacja, w której znalazł się cały Snowpiercer pokazuje nam, jak niewiele trzeba, by wszyscy pasażerowie zginęli, a ludzkość wymarła na zawsze. Do boju rusza ekipa techniczna z Melanie i jej kochankiem maszynistą na czele. Najpierw jednak kobieta musi pokonać pewną przeszkodę, którą jest wściekły Layton uzbrojony w skalpel. Dowiadujemy się wówczas, że szuflady nie są więzienie, a raczej nie tylko taka jest ich funkcja. Mają posłużyć za przetrwalniki, w razie gdyby pociąg uległ zniszczeniu. W komorach uśpieni zostali starannie wyselekcjonowani ludzie, którzy później mają zaludnić Ziemię. Trochę to naciągane, zwłaszcza patrząc na wszystkie skutki uboczne i fakt, że ktoś jednak ich musi wybudzić. No i czy same szuflady są odporne na mróz? To nie jest technologia rodem z science fiction tylko coś przypominającego śpiączkę farmakologiczną, więc marne szanse, by uśpieni dali sobie rade bez żadnej opieki. Laytonowi to jednak wystarcza i wraca do Josie.

Melanie zaś stara się naprawić popsute hamulce, bo jeśli tego nie zrobi pociąg wykolei się na moście, na który zaraz wjadą. Dostajemy typowe w takich scenach odliczanie i jak zwykle wszystko zostaje naprawione w ostatnich sekundach. Jednak pomiędzy scenami naprawy dostajemy przebitki na mieszkańców Snopiercera, którzy zdają sobie sprawę, że to mogą być ich ostatnie minuty życia. Każdy radzi sobie z tym inaczej, a wszystkich na duchu stara się podnieść przemawiająca do nich Ruth. Najbardziej poruszające są przebitki na Ogon, którego mieszkańcy wyświetlają sobie obraz gór. Wiemy, że w ostatnich wagonach nie ma okien, więc większość z nich nie widziała nieba od lat. I tak jak wspomniałam wcześniej, właśnie w takich wątkach serial działa najlepiej. Nie na siłę budowana fabuła, a codzienne życie pasażerów i ta świadomość, że w każdej chwili mogą zginąć. Podbudowuje to również końcowe świętowanie, bo to nie tylko udana naprawa, ale również ocalenie ludzkości. Dopiero w takich momentach widzimy w nich prawdziwych ludzi, a nie  kiepsko napisane, schematyczne postacie. Wydaje mi się, że w pogoni za ciekawą fabułą twórcom umknął prawdziwy potencjał Snowpiercera. Halo, kilka tysięcy ludzi podróżuje w puszce, która w każdej chwili może stać się ich trumną. Wkoło tylko mróz i śnieg. Brakuje mi uczucia klaustrofobii, poczucia zamknięcia i tej beznadziei, która w dobrych postapokaliptycznych produkcjach jest obecna. Pierwsza klasa wykazuje się pewną dekadencja, choć w ich przypadku, to raczej zblazowanie i kompletna ignorancja, niż poczucie cywilizacyjnego upadku.

Snowpiercer nadal jest bardzo słabym serialem, którego potencjał został zagrzebany pod bardzo grubą warstwą śniegu. 6.odcinek, choć najlepszy jaki do tej pory dostaliśmy, pokazuje tylko wszystko poprzednie niedociągnięcia i kierunek, w jakim całość powinna zmierzać. Do tej pory kompletnie nie czuliśmy, że niewielka usterka może zagrozić całej ludzkości. Najnowszy epizod stara się nam to uzmysłowić, ale jest już za późno. Takie rzeczy wprowadza się na początku, a nie w środku sezonu. Szkoda, bo dopiero widać, jak ciekawa mogłaby być to produkcja i liczę, że do końca tej odsłony jeszcze ten temat zostanie pociągnięty. Liczę się jednak z tym, że prawdopodobnie dostaniemy bezsensowny bunt i płacz pierwszej klasy. Zapewne również wyjdzie na jaw, że Melanie jest Wilfordem i wszystkim będzie smutno.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News