WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja serialu Snowpiercer – sezon 1, odcinek 7

Snowpiercer na poważnie przechodzi do rewolucji, choć po drodze dzieje się jeszcze kilka, teoretycznie ważnych, rzeczy. Szkoda tylko, że choć powinny, to kompletnie te wydarzenia nas nie ruszają. Recenzja spoilerowa.

Każdy z odcinków Snowpiercera rozpoczyna się krótkim wstępem wypowiadanym przez jednego z pasażerów. Tym razem padło na LJ, tę rudą morderczynię dziewczynę z Pierwszej Klasy. Dziewczyna wykłada pokrótce swój punkt widzenia na naturę ludzką, egoizm i poczucie indywidualnej wartości kończąc to jakże odkrywczym stwierdzeniem, że Wszechświat jest obojętny wobec tego, co dany człowiek robi i ma własny plan. Oczywiście na pokładzie pociągu.

Czytaj też: Recenzja serialu Snowpiercer – sezon 1, odcinek 6

Chris Hemsworth, Disney, Doom Patrol, Enola Holmes, HBO GO, Kelly Asbury, Lucyfer, marvel, Millie Bobby Brow, netflix, premiery filmów, premiery seriali, Snowpiercer, zdjęcia z filmów, zdjęcia z seriali

Najnowszy odcinek przechodzi do ostatniego stadium przed rewolucją dając wszystkim powodu do buntu. Twórcy zmuszając bohaterów do podejmowania wręcz głupich decyzji chcą w jakiś sposób pokazać nam, że to wszystko jest logiczne. Same konsekwencje może i są, ale już zachowanie postaci wcale. W centrum wydarzeń znajduje się Melanie, przez większość czasu obserwujemy ją konfrontującą się z różnymi osobami. Kobieta nadal szuka Andre i znaleźć do nie może, zmusza Zarah (byłą żonę Andre), która jest w ciąży do zdrady, by ochronić nienarodzone dziecko. Kobieta zdradza Josie i dochodzi do jej pojmania. Przy dobrze budowanej historii w tym momencie byśmy przejęli się losem bohaterki. Jej przesłuchanie jednak wygląda jak farsa napisana przez dziesięciolatka. Zresztą, z odcinka na odcinek Snowpiercer dobitnie pokazuje nam, że postacie w nim przedstawione są płaskie i kompletnie nie myślą. Dlatego Josie na wstępie informuje, że wie kim jest Wilford a potem stara się wywalczyć życie, bo przecież Melanie chce ją zabić. Tak, to zdecydowanie pisało jakieś dziecko, któremu mama obiecała, że jak się przyzna to nie nakrzyczy na nie. Generalnie Josie umiera, a wcześniej jest jeszcze torturowana mrozem i bije się z Melanie. Czy przejmujemy się losem którejś z tych kobiet? Wcale! Tak oglądam, sobie Snowpiercera i jedyne nad czym się zastanawiam, to ile zostało do końca.

Najgorszym problemem twórców tego serialu jest ewidentna ślepota i zacofanie. Fabuła prowadzona jest podobnie jak w telewizyjnych produkcjach sprzed dwóch dekad. Do tego scenarzyści nie są w stanie zobaczyć tkwiącego w niektórych wątkach potencjału maksymalnie je marginalizując a wysuwając na pierwszy plan rzeczy absurdalne, bezsensowne i najzwyczajniej w świecie nudne. To daje nam do bólu przewidywalną historię, której po prostu nie chce się oglądać. Gdzieś tam na marginesie pojawia się nam wewnętrzna polityka, zmienianie stron, chęci zmian wśród bogatych pasażerów.  Tylko powody są mgliste, bo trzeba nam wszystko podać jak na tacy. Dlatego Ruth obraża się za wybuch złości Melanie, który też jest bezsensowny nawiasem mówiąc. Czasami mam wrażenie, że poszczególni bohaterowie, którzy obcują ze sobą od początku podróży kompletnie się nie znają. I nie pisze tutaj o gruncie prywatnym, ale tym zawodowym. Stąd Melanie od razu zakłada, że Ruth w dzień wolny przychodzi zawracać jej głowę jakąś głupotą. Dlaczego? Nie wiem, może z tej Ruth taki śmieszek po prostu.

Snowpiercer nie bawi się w subtelności i odkrywanie przez widza jakichś niuansów. Kończąc ten epizod doskonale wiemy czego się spodziewać dalej. Andre oszalały z rozpaczy i wściekły po śmierci Josie ruszy dokonać krwawej zemsty prowadząc do walki Ogon i chcących rewolucji pasażerów innych klas. Prawdopodobnie też Pierwszej, bo im nie podoba się władza. Wiecie, sama idea tej pierwszej klasy, która tylko je, zabawia się i narzeka jest dla mnie wręcz kuriozalna. Rozumiem, gdyby Wilford potrzebował pieniędzy na budowę pociągu, ale z tego co przedstawia nam serial sprzedano bilety już po ukończeniu jego budowy. Po co komuś pasożyty w takim społeczeństwie? Co oni mogą zaoferować tej cywilizacji? Nic nie warte pieniądze i narzekania na standard. Brakuje tutaj jakichś złożonych postaci, kogoś kogo chociaż będziemy nienawidzić, byleby żywić do któregoś z nich silniejsze uczucia. Sama Melanie byłaby bohaterką ciekawą, którą Jennifer Connelly potrafiłaby odpowiednio wykorzystać. Niestety widzimy tylko cień tego, kim mogłaby się stać, gdyby za scenariusz wziął się ktoś bardziej kompetentny. Stąd wybuchy wściekłości, szarpaniny, wrzaski i wymiotowanie niby z powodu popełnionych czynów. Gdzie tu sens? Lubię dostawać bohaterów nielogicznych i nieprzewidywanych, ale Snowpiercer daje nam tylko takich, którzy nie wiedzą co mają robić i miotają się ze skrajności w skrajność jednocześnie pozostając widzom kompletnie obojętnymi.

Snowpiercer uparcie zmierza do krwawej rewolucji, którą poprowadzi Andre. Mężczyzna stanie się teraz mrocznym mścicielem, jak na byłego glinę co stracił ukochaną przystało. Co ciekawe jednak będzie miał pomocniczkę. Kogo? Ano psychopatkę z Pierwszej Klasy. Czy interesuje mnie jak się to dalej potoczy? Może troszkę, ale nie spodziewam się jakichś większych emocji poza znudzeniem, bo twórcy już dawno pokazali, że chyba im się niezbyt chciało ten serial robić.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News