WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Recenzja serialu The Mandalorian – sezon 2, odcinek 2

Recenzja serialu The Mandalorian – sezon 2, odcinek 2

Drugi odcinek nowego sezonu The Mandalorian odchodzi trochę od poznanej już konwencji kosmicznego westernu w stronę horroru i daje nam przerażającego potwora. Główny bohater nadal poszukuje innych Mandalorian, a przy okazji przeżywa kolejną przygodę. Na szczęście, 2 sezon The Mandalorian cały czas trzyma solidny poziom realizacyjny, choć fabuła może niektórych zawodzić. Uwaga, recenzja zawiera spoilery!

Drugi odcinek drugiego sezonu The Mandalorian jest… w porządku

Najnowszy odcinek może niektórych zawieść. Nie dzieje się zbyt wiele istotnych rzeczy. Mando wpadają w zasadzkę na pustyni, złoczyńcy chcą porwać Baby Yodę. Prawdopodobnie zostali wynajęci przez Moffa Gideona. Na szczęście ich trud jest daremny. Potem wędrują razem do statku i nasz główny bohater dowiaduje się o kolejnym miejscu, w którym może znaleźć innych Mandalorian. Jest jednak pewien problem. W zamian za tę informację musi przetransportować pewną pasażerkę i jej cenny ładunek, jej jaja w pojemniku, od których zależy przedłużenie jej całego gatunku. Jak można było się spodziewać, podróż, w której na dodatek nie można wykorzystać skoku w nadświetlną raczej nie mogła pójść dobrze. Najpierw Mando spotyka się z myśliwcami Nowej Republiki, a potem uciekając przed nimi rozbija się na lodowej planecie, na której czeka go starcie z potworami.

Sporo czasu ekranowego zostało poświęcone Baby Yodzie. Ten ulubieniec widzów dostarcza sporo emocji. Widzimy najpierw jak grożą mu nożem, co od razu sprawia, że takiemu osobnikowi życzymy śmierci. Maluch dużo chodzi, po swojemu zagaduje, stara się coś pokazać i pomóc. No i cóż, robi też swojemu tacie sporo problemów. Dochodzi bowiem do wniosku, że najlepszą przekąską będą… jajka ich pasażerki. Stara się jak tylko może by podkraść jedno czy dwa i oczywiście mu się to udaje. Są to sceny, w których nie raz można wybuchnąć śmiechem. Jednak bardzo podobało mi się, że Baby Yoda na koniec wyciąga z tego jakieś wnioski. Nie jest więc tylko małym miłośnikiem mordu i zniszczenia.

Czytaj też: Recenzja serialu The Mandalorian – 1. odcinek 2. sezonu
Czytaj też: Recenzja serialu Blood of Zeus – bardzo dobre (amerykańskie) anime, ale…
Czytaj też: Recenzja filmu Randki od święta, czyli Netfliks rozpoczyna sezon świątecznych filmów o miłości

The Mandalorian nie narzeka na brak świetnych efektów specjalnych

2 sezon The Mandalorian nie przynosi nam na razie zbyt rozbudowanej i imponującej fabuły. W poszczególnych odcinkach rzeczy dzieją się raczej na małą skalę. Nie brakuje akcji, ale nie gna ona na łeb na szyję. Wszystko ma tutaj swój czas. Cały czas jest efektownie. Drugi odcinek przynosi nam ucieczkę przed X-Wingami, a potem brawurową walkę z ogromnymi stworami przypominającymi pająki. Dzieje się więc dużo, a im przeciwników więcej, tym widzimy jak bardzo beznadziejna staje się sytuacja naszych bohaterów. Zagrożenie jest poważne. A dodatkowo stanowią pretekst do pokazania relacji pomiędzy naszym głównym bohaterem a Nową Republiką.

Ale zaraz. Skoro i fabuła jest fajna i technicznie jest super, to na co tu narzekać? Choć mi najnowszy odcinek bardzo się podobał, to jednak dostrzegam parę powodów. Te niespieszne tempo prowadzenia historii pokazuje, że raczej większość sezonu będzie miała taką fragmentaryczną budowę. Mando będzie podróżował szukając członków rasy Baby Yody, czasem dowie się czegoś istotnego, a przez większość odcinków będzie wykonywał misje poboczne. Taka konwencja nie każdemu może przypaść do gustu i trzeba się z tym liczyć. W skrócie jest akcja i świetne sceny, ale rozwój postaci i samej fabuły raczej znikomy. Na szczęście pomimo tego odcinek jest emocjonujący, potwory odpowiednio straszne, a Baby Yoda nadal maksymalnie uroczy.

Na szczęście relacja Mandalorianina i Baby Yody zatuszuje każde potknięcie

Mando i Baby Yoda to jeden z tych serialowych duetów, które można oglądać na ekranie w nieskończoność. Jest to o tyle zaskakujące, że z jednej strony mamy faceta w hełmie i zbroi, co oznacza nie tylko bark jakiejkolwiek mimiki, ale również ograniczoną mowę ciała. Z drugiej zaś stworka, którego mimika także nie jest zbyt ekspresyjna. Pomimo tego jakimś cudem udaje nam się odczytywać pewne emocje i obserwować, jak między nimi rodzi się coraz większa więź. Jak zwykle też malec sam robi ogromną robotę. W nowym odcinku pokazuje się jego dusza buntownika, która niestety może wszystkim zaszkodzić, podobnie jak jego zamiłowanie do zjadania cudzych jaj.

Jednak choć oglądanie ich sprawia ogromna przyjemność, to mam nadzieję, że kolejne odcinki będą angażować także fabułą i dialogami. Jak na razie twórcy wybierają takich bohaterów pobocznych, z którymi właściwie nie da się prowadzić zbyt rozbudowanych dyskusji. Dialogi sprowadzają się więc do pojedynczych zdań będących najczęściej ekspozycjami. Ten odcinek jest dobry, ale pozostawia ogromny niedosyt.