„The Last of Us to jedna z najlepszych gier poprzedniej generacji konsol.” Co do prawdziwości takiego stwierdzenia nie można mieć wątpliwości. Czy to jednak wystarczający powód do tego, aby nieco ponad rok po premierze wydawać reedycję Remastered na PS4? Warto się nad tym zastanowić.

Najpierw kilka słów dla tych, którzy nie mieli dotychczas kompletnie nic wspólnego z tą produkcją. Domyślam się, że takich osób nie jest zbyt, wiele, ale jeżeli np. dopiero zakupiliście PS4, a grami się średnio interesujecie, to pragnę Wam wyjaśnić z czym to się je. Zostajemy rzuceni w sam środek epidemii, która dotknęła ludzkość. Ludzie zarażeni wirusem stają się agresywni i „nadpobudliwi”. W przypadku długiej ekspozycji ludzie zamieniają się w klikaczy – grzybogłowe istoty człekopodobne. Stają się bardziej niebezpieczni i inaczej się zachowują.

the-last-of-us-remastered-screen-01-ps4-us-28jul14   

Głównymi bohaterami gry są Joel i Ellie. W wyniku pewnych wydarzeń mężczyzna dostaje pod swoją opiekę młodą dziewczynę, którą musi dotransportować w określone miejsce. Już na samym początku wydarzenia nie przebiegają po myśli tej dwójki, dzięki czemu mamy szansę przeżyć przygodę pełną niebezpieczeństw. Relacje między nimi nie zawsze są kolorowe, a ostry język bohaterów idealnie wpisuje się w zastane realia. Tytuł bardzo mocno stawia na survival i crafting. W różnych miejscach zbieramy zarówno półprodukty, dzięki którym tworzymy bronie, jak i apteczki, ale nawet znajdźki dzięki którym rozwiniemy naszą postać.

Tym, co powinno uderzyć nas po odpaleniu The Last of Us Remastered jest oprawa audiowizualna. Faktycznie, jakość tekstur i płynność animacji (w niektórych miejscach) zachwyca. W większości miejsc-widokówek, w których twórcy chcieli żebyśmy przystanęli i popodziwiali okolicę i nacieszyli oczy pięknymi efektami graficznymi, widoki niesamowicie wyglądały już na PS3. Zapewne z tego powodu efekt odświeżonej grafiki nie robi aż tak wielkiego wrażenia. Jasne, że w niektórych cut-scenkach śmigających na silniku gry możemy dopatrzyć się faktury skóry Joela albo mokrych śladów które zostają na twarzach bohaterów po spłynięciu po nich wody, ale nie jest to skok porównywalny do np. odświeżonych wersji gier z pierwszego Playstation.

the-last-of-us-remastered-screen-04-ps4-us-28jul14

Zremasterowany tytuł na next geny powinien trzymać ok. 60 klatek na sekundę. Tutaj nie można mieć żadnych wątpliwości. Trudno powiedzieć, czy to PS4 nie daje rady, czy twórcy nie chcieli spędzać więcej czasu nad optymalizacją kodu, ale miejsc, gdzie gra zbliża się do takiej liczby klatek nie jest za wiele, a spowolnienia animacji są mocno widoczne. W opcjach możemy ustawić stałą liczbę klatek na poziomie 30. Możemy, tylko po co? Ja nie chce 30 klatek na odnowionej wersji gry sprzed roku.

Część osób strona techniczna produkcji skusi do ponownego zagrania w tą produkcję, dla większości nie będzie to wystarczający powód. Warto zastanowić się w takim razie co może pchnąć graczy do ponownej walki o przetrwanie. Nie grafika, nie animacje, a fabuła i klimat były najmocniejszymi punktami pierwowzoru. Tutaj na szczęście wszystko pozostało nietknięte. Jako dodatkową zachętę twórcy dorzucili do tego Left Behind, fabularne DLC, które ukazało się jakiś czas po premierze The Last of Us na PS3. Jako urozmaicenie można potraktować tryb Multiplayer, gdzie w dwóch dostępnych opcjach rozgrywki walczymy o przetrwanie. W produkcji o tak mocnej linii fabularnej, rozgrywki wieloosobowej mogło by po prostu nie być – szczególnie, że tryb ten trapią problemy techniczne.

the-last-of-us-remastered-screen-02-ps4-us-28jul14

Jeżeli nie spędziliście z tym tytułem zbyt dużo czasu na poprzedniej generacji, to zdecydowanie warto przysiąść do produkcji jeszcze raz. Gra przy kolejnych podejściach zyskuje nowe życie. Zauważamy nowe jej aspekty i detale, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. Kolejne podejścia do tego tytułu to odkrywanie gry na nowo. Zmiana stopnia trudności wymusza na graczu inne, bardziej oszczędne podejście do walki. Co prawda często okazuje się, że nasze poprzednie podejście w danej sytuacji kompletnie nie miało sensu, a nowy sposób wymuszony sytuacją jest prostszy i szybszy. Jeżeli spędziliście dużo czasu z oryginałem na poprzedniej generacji możecie poczuć, że ktoś chce wyciągnąć od Was kasę za to samo w nieco innym ubraniu. Jeżeli jesteście w tej mniejszości, która nie miała wcześniej kontaktu z The Last of Us, to zagranie w ten tytuł możecie potraktować jako obowiązek. Odkryjecie jedną z najlepszych, najbardziej klimatycznych gier ostatnich lat.

the-last-of-us-remastered-screen-06-ps4-us-28jul14

Werdykt końcowy jest wyjątkowo trudny, bo zależy od przysłowiowego „puntu siedzenia”. Nie ulega wątpliwości fakt, że jest to tytuł, który dostarcza dojrzałą fabułę ubraną w jeszcze piękniejszą oprawę niż w pierwowzorze. Sporo osób może szukać w tym tytule czegoś czego tam nie ma. Ja, pomimo ogrania podstawowej wersji kilkukrotnie, z wielką chęcią przysiadłem do niej raz jeszcze, żeby przeżyć tą historię w oprawie stojącej na wyższym poziomie. Chętnie ograłem wersję Remastered, chociaż wiem, że jej dobra sprzedaż nie poprawi znacząco sytuacji słabej biblioteki gier na PS4. Deweloperzy trzy razy pomyślą, czy nie bardziej opłaca się im wydać ich starą grę z lekko podciągniętymi teksturami zamiast tworzyć nowe dzieło od zera. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A zremasterowane The Last of Us lubi się zdecydowanie łatwiej.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!