Reklama

Test Roccat Torch. Jeśli szukacie nietypowego mikrofonu, to dobrze trafiliście

Test Roccat Torch, mikrofon, Roccat Torch, recenzja Roccat Torch,

Na rynku znajdziemy całą masę mikrofonów przeznaczonych dla graczy i Roccat Torch jest jednym z tych, które znacznie wyróżniają się na ich tle. Dlaczego? Dowiecie się z tego, zagłębiając się w poniższy test Roccat Torch. 

Najważniejsze cechy Roccat Torch

  • Ogólne
    • Waga całości: 500 gramów
    • Waga mikrofonu: 290 gramów
    • Wymiary w najokazalszej konfiguracji: 13,8 x 9,5 x 2,08 cm (wysokość, szerokość, głębokość)
    • Trzy przewody w zestawie
    • Interfejs USB-C do USB-A
    • 4-polowe wejście słuchawkowe jack 3,5 mm do odsłuchu
    • Rozbudowane kontrolki
    • Podświetlenie Roccat AIMO
    • Gwarancja: 2 lata
  • Mikrofonu
    • Mikrofon pojemnościowy z dwoma kapsułami ∅14 × 6.5 mm
    • Charakterystyka: kardioidalna lub stereo
    • Pasmo przenoszenia: 20-20000 Hz
    • Czułość: 70 dB
    • Poziom ciśnienia akustycznego: 110 dB
    • Próbkowanie: 24-bit/48 kHz

Pudełko i dołączone wyposażenie

To pewne, że nikt kupujący Roccat Torch nie będzie nastawiał się na typowy mikrofon utrzymany w tradycyjnym charakterze projektu. Jednak już jeden rzut oka na pudełko wystarczy do rozpoznania jego gamingowego podejścia projektowego. Jeśli jednak wygląd nie jest dla Was niczym ważnym, to i tak sam karton może Was skusić wielkimi obietnicami co do jakości “studyjnej”, zintegrowanego popfiltra w mikrofonie, rozbudowanym panelu sterowania, trybie szeptania i czujnika ruchu.

Czytaj też: Test Cooler Master CK351. Szukacie ciekawej klawiatury optycznej?

Wewnątrz kartonu znajdziemy dwie typowe “ekologiczne” wypraski przypominające opakowanie po jajkach… tyle że dla mikrofonu. Oprócz niego w zestawie znajdziemy instrukcję obsługi, łącznie trzy przewody w nylonowych oplotach, z czego jeden służy do podpięcia Torch do komputera (mierzy 200 cm), a pozostałe dwa do połączenia mikrofonu z podstawą. Dlaczego dwa? Bo jeden jest przeznaczony do konfiguracji standardowej (mierzy 15 cm), a drugi do połączenia mikrofonu z oddzielnym ramieniem za pomocą tradycyjnego uchwytu, co właśnie wymaga zastosowania dłuższego, bo 200-cm przewodu do utrzymania połączenia mikrofon-podstawa. 

Wykonanie, materiały i design Roccat Torch

Roccat Torch to pierwszy mikrofon w takim stylu, którego miałem przyjemność testować i choć nie mam zamiaru oceniać go subiektywnie, to muszę przyznać, że taką formą producent zdecydowanie wyróżnił ten sprzęt na tle ofert konkurencji. Zamiast prostej podstawy, pełniącej wyłącznie funkcję… podstawy, Roccat z niej kompleksowe centrum dowodzenia mikrofonem, którego nie odłożycie do szafki, jeśli nawet korzystacie z innego uchwytu.

Zwężająca się ku przodowi podstawa (pod kątem wysokości) posiada rdzeń wzorowany na szlifowane aluminium. Z jednej strony zapewnia mikrofonowi przyzwoite, choć zdecydowanie nieidealne oparcie, a z drugiej gwarantuje zarówno regulację czułości mikrofonu poprzez nietypowy “slider” rodem z konsoli DJ’a, jak i systemowego poziomu głośności. Dodatkowo to pokrętło możemy “wcisnąć”, aby całkowicie dezaktywować odsłuch. Takiej dodatkowej funkcji nie doczekał się pierwszy (z lewej) przełącznik w formie pokrętła, który umożliwia całkowite wyłączenie mikrofonu oraz ustawienie trybu zbierania przez niego dźwięku. Mowa o trybie stereo, kardioidalnym (najlepszym do streamowania) i szeptu. Niestety jakość działania pokrętła poziomu dźwięku i feeling korzystania ze slidera (zerowy opór) jest bardzo “chińska”, a szkoda, bo uderza to w cechę wyróżniającą Roccat Torch na rynku.

Z samego przodu podstawy (na środku krawędzi) znalazł się również prosty “wyświetlacz”, informujący nas o stanie mikrofonu (nagrywanie/wyciszenie). Nie myślcie jednak, że to koniec tajemnic skrywanych przez podstawę, bo choć na jej spodzie znalazły się tylko gumowe podkładki antypoślizgowe, to z tyłu znajdziemy aż trzy porty (4-polowy jack 3,5 mm i dwa USB-C), przełącznik regulujący czułość czujnika (o nim za chwilę) i prosty przycisk do aktywacji/dezaktywacji podświetlenia.

Mikrofon łączy się z podstawą w dosyć ciekawy sposób, bo na kulistym wysięgniku poprzez zwyczajną gwintowaną śrubę. Z jednej strony pozwala to łatwo wykręcić mikrofon z podstawy, a z drugiej regulować go “do przodu” i “do tyłu”. Minus? Takie rozwiązanie nie wygląda najlepiej, jeśli zdecydujecie się na oddzielenie mikrofonu od podstawy na rzecz wysięgnika, bo wtedy główna część podstawy stanie się nieco… pusta.

Najważniejsze cechy tego mikrofonu sprowadzają się z kolei do dwuczęściowej metalowej siatki wypełnionej pianką wokół dwóch pojemnościowych kapsuł, które łączy ramka z matowego tworzywa sztucznego. Na górze ukrywa się w niej czujnik ruchu, a na tyle ukryty w głębi port USB-C pod nazwą producenta. Co można jeszcze o nim powiedzieć? Tak naprawdę niewiele poza podkreśleniem jego nietypowego kształtu, przypominającego “spłaszczony prostopadłościan” z zaokrąglonymi bokami. 

Nietypowe funkcje Roccat Torch i aplikacja Neon

Wspomniany dwukrotnie wcześniej czujnik jest potencjalnie jednym z tych elementów testowanego mikrofonu, którym powinna zainteresować się konkurencja. Dlaczego? Bo to po prostu strzał w dziesiątkę, aby w miejsce tradycyjnego przycisku zastosować bezdotykowy czujnik. Jeśli kiedykolwiek słuchaliście nagrania, w którym wyciszaliście swój mikrofon fizycznym przyciskiem, to z pewnością wiecie, co mam na myśli. Takie coś generuje nieprzyjemne trzaski i stuki, które naprawdę ciężko wyeliminować w postprodukcji. Czujnik całkowicie rozwiązuje ten problem, a możliwość regulacji jego czułości pozwala zapomnieć o ryzyku jego przypadkowych aktywacji. Problem? Jego działanie (aktywacja/dezaktywacja) następuje po sekundowym opóźnieniu, podczas gdy fizyczny przycisk realizuje tę funkcję natychmiastowo.

Czytaj też: Test Thor 660. Poręczna, świetnie wyglądająca a do tego bezprzewodowa

Nienawidzę trendu upychania podświetlenia wszędzie tam, gdzie jest na to miejsce. Mam przez to awersję do peryferiów, z których bije “moc RGB” i choć pozornie Torch powinien mnie przez to zniechęcić na samym starcie testu, to w rzeczywistości sprawa ma się inaczej, bo Roccat wykorzystał podświetlenie tak, aby spełniało użyteczną funkcję. Jak tego dokonał? Bardzo umiejętnie, bo wyciszenie mikrofonu zmienia kolor na czerwony, jego aktywacja powoduje aktywacje podświetlenia RGB, a poziom czułości ustawionym na sliderze podstawy jest reprezentowany poprzez podświetlenie boków mikrofonu.

Ostatnim wyróżnikiem wyjątkowości Roccat Torch jest zaszyty w niego tryb o podwyższonej czułości, czyli tak zwany tryb szeptu o tajemniczym działaniu. Ten oficjalnie (czyt. według producenta) ma umożliwiać prowadzenie rozmów przy pozostaniu bycia słyszalnym, co wymaga jednak odpowiedniego sprawdzenia, dlatego przejdźmy do tego, co najważniejsze.

Jakość nagrań Roccat Torch

Główną rolę w zapewnianiu domniemanej “studyjnej jakości” w Roccat Torch odgrywają dwie pojemnościowe kapsuły o wymiarach ∅14 × 6.5 mm. Nagrania możemy zapisywać w próbkowaniem rzędu 48 kHz i 24-bitów, wykorzystując pasmo przenoszenia 20-20000 Hz i jeden z trzech trybów działania samych kapsuł. O ile do samego odsłuchu nie można mieć żadnych wątpliwości, tak w kwestii jakości… a zresztą – posłuchajcie sami i poznajcie wnioski:

Test Roccat Torch – podsumowanie

W momencie pisania tego tekstu Roccat Torch jest dostępny w cenie 367 złotych na promocji, ale znacznie częściej można znaleźć ofertę kupna w wysokości 400 zł. Jest to już poziom może nie mikrofonów premium, a tych z górnej półki, do których oprócz testowanego modelu zalicza się również np. HyperX QuadCast. Największa wada? Nieco niezbyt jakościowe pokrętło i slider, ale pod wadę możemy też podciągnać zbyt wolne działanie czujnika, przez co możemy tylko cieszyć się z obecności fizycznego przycisku, ciągle pełniącego jego funkcję.

Czytaj też: Test Steelseries Aerox 5. Sprawdzamy lekką myszkę z dodatkowymi przyciskami dla graczy

Jednak sam w sobie Roccat Torch ma ogromną zaletę w postaci unikalnych rozwiązań i dodatków, które można cenić i… które można potrzebować. Dlatego też pomijając jakość dźwięku, Torch jest godny polecenia, a uwzględniając ją… również taki jest, więc z oczywistych względów zasługuje na naszą odznakę: