Reklama

Rolnictwo komórkowe, czyli skąd pozyskać mleko bez udziału krowy?

Coraz więcej firm inwestuje w technologie, których celem jest pozyskiwanie nabiału bez wykorzystywania krów i innych zwierząt. Może to budzić zaniepokojenie wśród przedstawicieli przemysłu mleczarskiego.

Według Food and Agriculture Organization rolnictwo zwierzęce dostarcza około jednej trzeciej globalnego białka spożywczego. Jednocześnie wokół jego działalności pojawia się coraz więcej kontrowersji, między innymi w zakresie wpływu na środowisko i dobrostan zwierząt. To właśnie ich hodowla wiąże się ze sporymi ilościami emitowanych gazów cieplarnianych. Ich udział może wynosić nawet 16,5 procent światowych emisji.

Czytaj też: Australia cierpi przez zmiany klimatu. Tamtejsze rolnictwo jest poważnie zagrożone

Przedstawiciele University of the Fraser Valley w Kolumbii Brytyjskiej postanowili przekonać się, jaki mógłby być wpływ tzw. rolnictwa komórkowego na przemysł mleczarski. Założeniem tej metody jest wykorzystywanie kultur komórkowych do wytwarzania produktów zwierzęcych bez udziału samych zwierząt (zarówno w kontekście hodowli, jak i polowań czy połowów). W ten sposób można byłoby zaspokoić zapotrzebowanie na białko zwierzęce, zmniejszyć negatywny wpływ hodowli na środowisko i uniknąć moralnych problemów z zabijaniem zwierząt.

Rolnictwo komórkowe ma być odpowiedzią na rosnące emisje i cierpienie zwierząt

Podstawową różnicą względem roślinnych alternatyw dla produktów mięsnych i mlecznych, jest to, że w tym przypadku nie wykorzystuje się składników roślinnych, które mają “naśladować” mięso bądź mleko. Na przykład w Stanach Zjednoczonych niezwykle popularne są kadzie genetycznie zmodyfikowanych mikroorganizmów, które dostarczają podpuszczkę dla około 70 procent sera produkowanego w tym kraju. Innym przykładem jest natomiast wykorzystywanie komórek pobranych od zwierząt do hodowli mięsa, ryb, a nawet skór. Tego typu tkanki rozwijają się w bogatej w składniki odżywcze mieszance.

Czytaj też: Globalne ocieplenie czy ochłodzenie? Wymieranie ordowickie zagwozdką dla badaczy

Oczywiście należy też mieć na uwadze drugą stronę medalu, w postaci dobrostanu samych zwierząt i ich hodowców. Nawet miliard ludzi na całym świecie może być zależnych od samodzielnych upraw i hodowli, dlatego z pewnością nie można bagatelizować tego aspektu. Kanada, skąd wywodzą się autorzy opisywanych badań, powołała niedawno grupę ds. sprawiedliwego przejścia, której zadaniem będzie poszukiwanie sposobów na ograniczenie problemów związanych ze stopniowym odchodzeniem od węgla. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie takiej grupy w przypadku rolników? Mogłoby to nastąpić szybciej niż się spodziewamy – szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż przewidywane przychody amerykańskiego sektora związanego z wołowiną i mleczarstwem spadną o niemal 90 procent do 2035 roku.