Reklama

Ścieki z elektrowni w Fukushimie stanowią niebezpieczeństwo. Co z nimi zrobić?

Trzęsienie ziemi oraz tsunami, które pojawiło się w jego następstwie, doprowadziło do poważnej katastrofy w 2011 roku. Ucierpiała m.in. japońska elektrownia atomowa w Fukushimie, powodując najpoważniejszą awarię jądrową od czasów Czarnobyla. Do oceanu trafiła też ogromna ilość skażonej wody.

Od tego czasu trwał długi proces oczyszczania, a poziom promieniowania w wodzie wokół elektrowni spadł do bezpiecznego poziomu. Wskazania ponad normę występują jedynie w obszarach znajdujących się najbliżej całej placówki. Problem w tym, że – jak wynika z badań przeprowadzonych przez Instytut Oceanograficzny Woods Hole – istnieje kolejne zagrożenie związane z awarią sprzed niemal 10 lat.

Radioaktywna woda używana do chłodzenia reaktorów wycieka i miesza się z wodami gruntowymi. Aby zapobiec ich przedostawaniu do oceanu, cała woda jest przerzucana do ponad 1000 zbiorników. Te się jednak zapełniają, a przedstawiciele japońskich władz sugerują, iż zawartość powinna zostać spuszczona do oceanu, aby zapewnić dodatkową przestrzeń. Przedsiębiorstwo TEPCO, które zajmuje się oczyszczaniem wody w zbiornikach przekonuje, że stosowane metody powodują usuwanie większość promieniotwórcyzch substancji.

Czytaj też: USA chciały zdetonować bombę atomową na Księżycu. Co się stało z tym planem?

Jedyną radioaktywną cząstką pozostającą w wodzie jest rzekomo tryt, stosunkowo nieszkodliwy izotop wodoru. Rozkłada się on w ciągu około 12 lat, jest trudno pochłaniany przez morskie organizmy i nieszczególnie szkodliwy dla żywych tkanek. Z nowych badań wynika jednak, że zanieczyszczeń w tamtejszej wodzie jest więcej. W ściekach pozostają inne izotopy, m.in. węgiel-14, kobalt-60 i stront-90. Wszystkie te cząsteczki ulegają znacznie dłuższemu rozkładowi niż tryt, a ryby i organizmy morskie stosunkowo łatwo je wchłaniają. Sytuację dodatkowo komplikuje brak alternatywnych rozwiązań, a to, które wydaje się najlepsze, zakłada powtórne oczyszczanie wody.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News