Sekwencjonowanie genów, czyli po prostu odczytywanie ich litera po literze, to narzędzie pozwalające nie tylko na poznawanie budowy naszych genów i sposobu ich działania, ale również na szybką identyfikację organizmów. To właśnie ze względu na tą drugą funkcję NASA postanowiła wysłać w kosmos pierwszy w historii sekwenator DNA.

Czy oznacza to, że Amerykanie spodziewają się niedługo natrafić na ślady obcego życia i – licząc na to, że jego biologia będzie podobna do naszej – zamierza zsekwencjonować pozaziemskie DNA? Oficjalna przyczyna jest nieco bardziej przyziemna. Krąży nieco ponad 400 kilometrów nad Ziemią i nazywa się ISS.

Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jest stosunkowo niewielkim, zamkniętym środowiskiem o specyficznym mikroklimacie. Wraz z astronautami i zaopatrzeniem na stację docierają bakterie i grzyby, które w nietypowym środowisku mogą rozmnażać się w nieprzewidziany sposób powodując skażenie stacji.

Dotychczas wszystkie próbki podejrzanych nalotów badane były na Ziemi. Astronauci musieli więc długo czekać na informację, czy organizm, który znaleźli na stacji, jest bezpieczny dla zdrowia. Dlatego NASA postanowiła wysłać na orbitę niewielki sekwenator DNA. MinION to urządzenie wyjątkowo kompaktowe. O ile większość sekwenatorów to konstrukcje wielkości telewizora kineskopowego, to opracowane przez Oxford Nanopore urządzenie przypomina rozmiarami raczej pilota.

Pierwsze testy w charakterystycznym dla ISS środowisku mikrograwitacji wypadły pomyślnie. Urządzenie było w stanie pracować równie dobrze jak na powierzchni Ziemi. Oznacza to oczywiście, że nie tylko mieszkańcy ISS mają teraz do dyspozycji system szybkiego ostrzegania przed zagrożeniami zdrowotnymi, lecz również że podobne urządzenia powinny bez problemu poradzić sobie na statkach kosmicznych, czy na powierzchni innych niż Ziemia ciał niebieskich.

źródło: engadget.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!