Tradycyjne papierosy palę od ponad 10 lat, a jedynym skokiem w bok na jaki sobie w tym czasie pozwoliłem były dwa dni używania e-papierosa, który niestety zupełnie do mnie nie trafił. Od momenty premiery pierwszej generacji IQOS przyglądałem się bacznie temu urządzeniu, jednak traktowałem to bardziej jako ciekawostkę, aniżeli jako sensowną alternatywę dla zwykłych papierosów. Po dwóch tygodniach korzystania z IQOSa 3 muszę jednak zrewidować swoje poglądy.

O samej koncepcji IQOSa Paweł Kozierkiewicz w swoim teście chyba wyczerpał temat, więc skupię się na różnicach oraz na samym teście jaki na sobie przeprowadziłem. W stosunku do poprzedniej generacji tego urządzenia zupełnie zmieniono jego konstrukcję, przez co ma być nie tylko prostsze w obsłudze, ale i mniej podatne na uszkodzenia. To dzięki nowemu systemowi ProtectPlus™, zapewniający wytrzymałość i trwałość urządzenia. Zamiast przycisku zwalniającego klapkę mamy wykończoną błyszczącym materiałem boczną ściankę, której lekkie popchnięcie w wyprofilowanym miejscu powoduje odsłonięcie znajdującego się w środku podgrzewacza. Trzyma się on tam pewnie dzięki chwytającym go magnesom, ale też wyjęcie go jest bardzo proste i nie wymaga użycia siły, na co skarżyli się niektórzy posiadacze IQOS 2.4.

Poza tym na obudowie znajduje się tylko jeden przycisk, którego wciśnięcie pokazuje stan naładowania baterii oraz zlącze USB-C do ładowania. Z tej zmiany ucieszą się na pewno posiadacze nowych smartfonów z Androidem i konsol Nintendo Switch, bo jedną ładowarką uzupełnią moc we wszystkich swoich gadżetach. 10-watowa kostka znajdująca się w pudełku to miły dodatek, zwłaszcza patrząc przez pryzmat tego, że Apple do swoich najnowszych iPhone’ów obsługujących szybkie ładowanie wciąż dodaje 5-watowe ładowarki.

Po wyjęciu podgrzewacza i wsunięciu do niego wkładu Heets przyciskamy na sekundę jedyny przycisk jaki się na nim znajduje, aby rozpocząć proces podgrzewania. Urządzenie informuje nas o tym delikatną wibracją, a kolejny raz wibruje, kiedy podgrzewacz jest już gotowy do działania. Kiedy zaś dochodzimy już do końca „papierosa” kolejna wibracja mówi nam o tym, że zostało nam 30 sekund albo dwa zaciągnięcia, aż IQOS zgaśnie. Po skończonym paleniu wyciągamy wkład, a sam podgrzewacz chowamy, aby się naładował.

Jeśli interesuje Was możliwość palenia „peta za petem” to niestety muszę Was rozczarować – podgrzewacz potrzebuje czterech minut w ładowarce, aby znów działać. Rozwiązaniem tego jest podobno IQOS 3 Multi, ale nie miałem okazji przetestowania go. Nigdy też nie dopuściłem do pełnego rozładowania IQOSa, ale muszę wspomnieć, że po 30 wypalonych Heetsach urządzenie zapalało mi 2 z 4 diod, więc możemy spokojnie założyć, że dwa-trzy dni palenia można mieć na jednym ładowaniu.

 

Warto też wspomnieć o jakości wykonania całego urządzenia i jego wyglądzie. To nie e-papieros większy od największych smartfonów, pełen błyskotek, światełek, wyświetlaczy i dziwnych obrazków. IQOS 3 wykonany został fenomenalnie, wygląda elegancko, a na dodatek został pokryty specjalną matową farbą, przez co przesadnie się nie palcuje i pewnie trzyma się to wszystko w dłoni. To wszystko to jednak tylko aspekty techniczne, a każda, paląca zwykłe fajki osoba, której pokazywałem IQOSa pytała mnie o jedno – zastępuje Ci to pety? Nie chce Ci się po tym palić?

 

Stąd też zdecydowałem się przez dwa tygodnie testować IQOSa, aby zobaczyć jak sobie będę z tym radził. Nie jestem szaleńcem i nie wyrzucałem wszystkich papierosów z domu, bo gdzieś tam z tyłu głowy miałem, że to na bank nie wypali, oddam komuś tę zabawkę, a wrócę do zwykłego palenia. Bo musicie wiedzieć, że poza faktem, że prawdopodobnie jestem uzależniony od nikotyny, to ja po prostu lubię palić. Lubię go odpalać benzynowym Zippo, lubię stać ze znajomymi i gadać przy papierosie, co chwila go strzepując, a na koniec petować w popielniczce.

Wiedziałem, że IQOS nie da mi wielu z tych rzeczy, no ale miał być strzał nikotyny i zaciąganie się, tak? No więc pierwszy dzień był najtrudniejszy, bo o ile niebieskie Heetsy w pełni dostarczały mi niezbędną ilość nikotyny i zaciągania się, tak brakowało mi tego wszystkiego dookoła. Drugi dzień był już łatwiejszy, bo moja podświadomość zaczynała rejestrować, że to jest ok i że w sumie to warto dać temu szansę. Dodatkowo zacząłem czytać w sieci o różnych badaniach, mówiących, że IQOS wpuszcza we mnie 80-90% mniej substancji smolistych, a znajomy podesłał mi link do artykułu o specjalnej palarni IQOS na Lotnisku Chopina, w której nie śmierdzi starą szmatą i można wygodnie usiąść.

Wciąż jednak paliłem tradycyjne papierosy, jednak liczba wypalanych dziennie fajek zmniejszała się, a coraz więcej Heetsów znikało z paczki. Chwilą próby była impreza u znajomych, gdzie jednak wychodziło się na fajka i dużo rozmawiało i tam IQOS się nie sprawdzał. Poza tym zacząłem doceniać jego zalety: nie śmierdzą palce, można zapalić w łazience w mieszkaniu jak na dworze mróz, a w samochodzie nie brudzi się popiołem.

 

Jak zakończył się mój test? Z jednej paczki tradycyjnych papierosów dziennie zszedłem do jednej na cztery-pięć dni. Resztę uzupełniam sobie IQOSem i wydaje mi się, że to wielki sukces nie tylko mój, ale i samego urządzenia i stojącej za nim idei. Bo ja tak naprawdę nigdy nie chciałem rzucać, ani ograniczać palenia, ale wyszło na to, że częściej sięgam po „elektryka”, aniżeli po zwykłego fajka. Gdyby ktoś do mnie przyszedł z propozycją rzucenia fajek na rzecz IQOSa to pewnie bym go wyśmiał, a tu stało się to samo i wcale tego nie żałuję. Już nawet dwóch przyjaciół namówiłem do zapisania się na darmowe, 7-dniowe testy.

Marcin Dąbkowski

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej