WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Technowinki

Test Logitech MX Master 2S – gdzie ten gaming?

Mam wrażenie, że w ciągu ostatnich lat przyzwyczailiśmy się głównie do myszek, tworzonych z myślą o grach i zapomnieliśmy o tych do pracy i mających zwiększyć naszą produktywność. Jest to jednak oczywiste, bo nie każdy nieustannie pracuje przy komputerze komputerze, czy laptopie. Jednak nie samymi grami człowiek żyje, więc tym razem mam dla Was coś specjalnego – z reguły profesjonalną mysz Logitech MX Master 2S. Nie jest to może coś nowego na rynku, ale fakt, że utrzymuje się na nim od ponad trzech lat, sprawia, że ewidentnie ma coś do zaoferowania.

Pierwsze wrażenia

Na początku zaznaczę tylko to, że jeśli szukacie bezprzewodowej myszki do gier, to lepiej rzućcie okiem na ofertę innych producentów albo np. model Pro wireless – również od Logitecha. MX Master 2S jest bowiem modelem skrojonym bezpośrednio pod środowiska pracy, a wymachiwanie nim w dynamicznych tytułach może zapewnić nam rychły ból nadgarstka. Wszystko przez to, że w tej ergonomicznej bryle o wymiarach 126,0 x 85,7 x 48,4 mm dla praworęcznych kryje się tak wiele, że waży całe 145 gramów. Uwierzcie mi na słowo – to cholernie dużo. Taką wagę da się jednak łatwo wytłumaczyć, bo z reguły takie myszki nie robią na podkładkach istnych maratonów, jak ich gamingowi koledzy.

Jak wspomniałem na początku, MX Master 2S jest modelem bezprzewodowym, a interfejs nie ogranicza nas tylko do dołączonego odbiornika USB, bo możemy postawić też na łączność Bluetooth (tutaj wariant Low Energy), o ile mamy sprzęt wyposażony w stosowny odbiornik. Nie liczcie też na tryb przewodowy, ponieważ dołączony w zestawie przewód służy jedynie do ładowania. A ładować zdecydowanie ma co, bo potężny wręcz 500 mAh akumulator Li-Po, który po maksymalnym naładowaniu ma wytrzymać do 560 godzin. Trzy minuty „pod kablem” mają z kolei starczyć na kolejne 8 godzin. Aktualny stan baterii możemy podejrzeć w aplikacji towarzyszącej lub na trzech prostych diodach na lewym panelu bocznym.

W kwestii wyglądu i wykonania nie mam nic do zarzucenia. Ta propozycja Logitech prezentuje się naprawdę elegancko, na co wpływa prosty, aczkolwiek ciekawy design oparty o matowe tworzywo sztuczne z charakterystyczną fakturą na bocznych panelach. Wszystkie elementy nie tylko sprawiają wrażenie, ale też są solidne i wytrzymałe, a na dodatek przyjemne w dotyku. Sama konstrukcja z wysuniętym lewym panelem bocznym zapewnia z kolei wysoką ergonomiczność, choć piszę to z przymrużeniem oka, ponieważ nie każdemu ten kształt może przypaść do gustu.

Zdecydowanie najbardziej w MX Master 2S cenię sobie to, czego akurat nie widać. Mam tutaj na myśli cztery zaokrąglone ślizgacze na spodzie, które odwalają kawał dobrej roboty, zapewniając odpowiedni ślizg przy ogromnej wręcz wadze. Nie mogę też pominąć mnogości przycisków, bo tych jest tutaj aż siedem. Mowa o czterech tradycyjnych (dwa główne LPM i PPM oraz dwa boczne), rolce, przycisku zaraz nad nią oraz dodatkowym przycisku ukrytym pod panelem na „podpórce” na kciuka. Wyróżnić muszę też niespotykaną mini-rolkę zaraz nad kciukiem.

Funkcje i dodatki, których można pozazdrościć

MX Master 2S wyróżnia się na tle konkurencji dwoma szczególnymi nowościami. Zdecydowanie najbardziej przydatną w typowo-biznesowych sytuacjach jest funkcja Logitech Flow, która po uprzednim (prostym) skonfigurowaniu, umożliwia nam bezproblemowe korzystanie z jednej myszy na maksymalnie trzech komputerach. Co jednak najciekawsze, ten model nie tylko „działa” na nich, ale też umożliwia proste przenoszenie plików, zdjęć, czy kopiowanie tekstu. Nie jest to jednak żadna magiczna różdżka, więc przed przeniesieniem sporych paczek danych, przygotujcie się na kilka minut oczekiwania. Przesyłanie jest bowiem realizowane za pośrednictwem sieci przewodowej lub bezprzewodowej.

Drugą nowinką jest tak zwany SmartShift, który opiera się na głównej rolce. Ta jest unikalna sama w sobie, bo przy delikatnych ruchach sprawia stosowny opór, ale wystarczy ruszyć nią nieco szybciej, aby „ząbki” przestały być wyczuwalne, a kółko zaczęło obracać się, jak szalone. Jeśli macie pojęcie o budowie samochodu, to wyobraźcie sobie, że ten jeden gwałtowny ruch jest tym, czym dla skrzyni biegów jest wciśnięcie sprzęgła. Tym jest dla rolki również znajdujący się nad nią przycisk, którym od razu możemy wybrać to, czy chcemy oporne scrollowanie, czy gładkie.

Natężenie wspomnianego efektu możemy dostosować w banalnej i ewidentnie wręcz tworzonej dla niezaznajomionych z myszkami aplikacji Logitech Options. W niej ustawimy też czułość myszy, zachowanie poszczególnych przycisków i w razie potrzeby ustawimy wspomniany Flow:

Przyjrzyjcie się zwłaszcza drugiej grafice… menu wygląda świetnie, co nie? Nas interesuje jednak to, co umożliwia, a jest to nic innego, jak zestaw gestów, które możemy dostosować do siebie. Te są proste – naciskamy przycisk pod kciukiem, a następnie przesuwamy mysz w określonym kierunku i voila, uzyskujemy szybszy dostęp do danych aplikacji.

A jak to z precyzją?

Jeśli śledzicie nasze testy myszek, to z pewnością wiecie, że nigdy nie pominę tej kwestii w nawet najbardziej obiecującym modelu. Powód jest prosty – to sensor jest sercem myszy i tak naprawdę od niego zależy ogólna ocena, jaką wystawiam danym propozycjom.

Logitech nie zdradza niestety wiele na temat zastosowanego sensora w MX Master 2S, pozwalając sobie jedynie na marketingowy bełkot, którego możemy interpretować na wiele sposobów. Wyczytamy jednak w informacjach, że podstawowa wartość DPI wynosi 1000 jednostek, ale my możemy pobawić się suwaczkiem w menu, ustawiając ten poziom od 200 do 4000 ze skokami co 50. Jeśli szukacie swojego złotego środka, to niestety muszę Was rozczarować – czeka Was przesunięcie suwaka w lewo, a następnie żmudne liczenie i klikanie w strzałkę na klawiaturze, aby być pewnym ustawionej wartości.

Na początek odświeżanie – typowe minimum, czyli 125 Hz, ale przynajmniej stałe. W pracy kompletnie to nie przeszkadza, a przynajmniej unikniemy dzięki temu nagłym przeskokom:

Radzenie sobie z odczytem podczas spokojnych ruchów przy 800 DPI jest prawie idealne, ale przy gwałtownych sensor ewidentnie sobie nie radzi (patrz pokrycie kropek z wykresem na skrajnym etapie):

Kwestia najbardziej znienawidzonych mankamentów, a mianowicie interpolacji oraz szumów wysokiej częstotliwości prezentuje się następująco (w skrócie – nie zalecam przekraczania 800 DPI dla najwyższej precyzji):

Oczywiście to jedynie odczyt z czułego programu, a w czasie pracy trudno dostrzec interpolacje (szum nie był obecny nawet na 4000 DPI). Sensor może i nie należy do czołówki, ale jego największą bolączką jest „tylko” interpolacja, którą np. w Wordzie, czy Excelu trudno wyczuć. Warto też wspomnieć, że zastosowany czujnik poradzi sobie na praktycznie każdej powierzchni.

Podsumowanie

Muszę przyznać, że do MX Master 2S próbowałem przywyknąć przez dwa dni „pracy” przed rozpoczęciem testu i choć nie nazwałbym tego specjalną katorgą, to łatwo też nie było. Sama myszka jest wygodna, ale problem leży w jej wadze, która jest po prostu zbyt odczuwalna… i choć to kwestia przyzwyczajenia, to nadal warto o tym wspomnieć.

W pracy MX Master 2S sprawdza się jednak świetnie i to głównie przez szereg przydatnych funkcji oraz dodatków, o których pisałem wyżej. Czy Logitech postarał się przy projektowaniu tego modelu? No cóż, niech potwierdzeniem tego będzie fakt, że mysz automatycznie wykrywa, że ją podnieśliśmy i podświetla aktualnie wybrany profil (z trzech, w ramach których parujemy się z danym odbiornikiem).

Obecnie za MX Master 2S przyjdzie nam zapłacić 280 złotych, więc to ciągle niemało, jak za mysz. Jednak nie jak za model, który nie tylko cechuje się tak dobrym wykonaniem, ale również trybem bezprzewodowym, cholernie wytrzymałą baterią oraz dodatkami, których z pewnością będzie mi brakować po powrocie na moją wysłużoną „gamingową mysz”. Innymi słowy, trudno tej propozycji Logitech nie polecić, choć na odznakę „Najwyższej jakości” i tak nie zasłużyła przez sensor ze średniej półki:

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.