Reklama
aplikuj.pl

Test Motorola Moto G9 Power, czyli wielki ekran i bateria

Test Motorola Moto G9 Power, Motorola Moto G9 Power, Moto G9 Power, test Moto G9 Power,

Powiedzieć, że 6000 mAh bateria w telefonie za 800 złotych zapala czerwoną lampkę z tyłu głowy, to jakby nie powiedzieć nic. Co jednak wykaże test Motorola Moto G9 Power?

Pierwsze chwile z Moto G9 Power

Jako następca Moto G8 Power, czyli również modelu zorientowanego na możliwie najdłuższy czas na baterii, Moto G9 Power z pewnością powstał po zebraniu przez firmę doświadczeń od użytkowników. Patrząc po specyfikacji, wiemy, w którą stronę poszedł ogólny zamysł serii Power i sam projekt tego modelu.

Tak więc, Moto G9 Power jest gorsze od G8 Power pod głównie dwoma względami. Napędza go bowiem delikatnie okrojony, choć podobnie wyprodukowany układ SoC Snapdragon 662 (G8 Power ma Snapdragona 665), a na dodatek możecie liczyć na większy ekran, ale o mniejszej rozdzielczości. To tyle, jeśli idzie o braki względem poprzednika, ale te da się wytłumaczyć, o czym będzie w dalszej części testu. Najpierw połóżmy swoje rączki na samym smartfonie. 

Moto G9 Power trafia do nas w tradycyjnym dla producenta prostopadłym kartonie, który oprócz dokumentacji, kluczyka i ładowarki 20 W na USB-C, zapewnia nam gumowe etui, co zawsze jest świetnym dodatkiem. W przypadku kolorów możecie liczyć na Electric Violet i  Metalic Sage, z czego niniejszy test dotyczy tego drugiego wariantu, czyli koloru metalicznej szałwi, który przynajmniej moim okiem jest ciemnym szarym z domieszką zielonego. Mógłbym powiedzieć, że wyróżnia się na rynku, ale tylko swoją nijakością, z którą walczy wyczuwalna i załamująca w pewnym stopniu światło faktura na pleckach z tworzywa sztucznego. 

Ta jest poniekąd użyteczna, bo bez używania etui (a to używać warto, bo to idealnie wyrównuje powierzchnię z wystającą sekcją aparatów na tyle) chroni obudowę przed zabrudzeniami i zwiększa pewność chwytu, co jest dosyć miłe, jak na smartfon o wielkości 172.14 x 76.79 x 9.66 mm i wadze 221 gramów. Właśnie tak – pomimo swojej skromności Moto G9 Power, to spory kawał sprzętu, na pokładzie którego znalazło się wszystko, czego tak naprawdę oczekujecie. Pomijając niestety zupełny brak wodoodporności, za którą odpowiada tylko powłoka hydrofobowa. 

Pod kątem rozkładu wszystkich elementów, plecki Moto G9 Power przyciągają wzrok swoją kwadratową, dosyć małą względem całego samochodu, sekcją z trzema obiektywami i lampą błyskową. Tuż pod nim znalazł się z kolei czytnik linii papilarnych wpuszczony w obudowę z charakterystycznym logiem producenta. Na przednim panelu oczywiście pozostało miejsce na głośnik w centrum na samej górze oraz wpuszczony w wyświetlacz aparat przedni w formie „dziury”. 

Czytaj też: Test Huawei Mate 40 Pro. Jeśli to ostatni taki smartfon – będziemy płakać
Czytaj też: Szybka recenzja Samsung Galaxy S21 5G. Świetny smartfon, ale czy dobrze wyceniony?
Czytaj też: Test Realme 7i – najlepszy smartfon do 700 zł?

Na górnej krawędzi oddzielonej od plecków i wyświetlacza ramki znajdziemy mikrofon i złącze słuchawkowe jack 3,5 mm, a na dolnej jeden głośnik za maskownicą, port USB-C na samym środku oraz mikrofon do rozmów. Na prawej krawędzi wygospodarowano zgodnie z oczekiwaniami dwuklikowy przycisk do regulacji poziom głośności i wyróżniający się chropowatą powierzchnią przycisk on/off. Na lewej z kolei Motorola uznała, że dodatek dedykowanego dla Asystenta Google przycisku jest tym, czego potrzebujemy, a tuż nad nim znajdziemy hybrydową tackę na karty nanoSIM i microSD w konfiguracji 1×1 lub 2×0. 

Możliwości Moto G9 Power

Kwestię 6000 mAh baterii pozostawiam na później, bo to najważniejszy element składowy tego smartfonu. Widać to po całej otoczce, która wskazuje jasno na to, że Motorola położyła priorytet właśnie na możliwie najdłuższym działaniu na jednym ładowaniu. Chociaż aż 6,8-calowy ekran IPS TFT o częstotliwości odświeżania rzędu 60 Hz może temu przeczyć, specjalnie Motorola obniżyła rozdzielczość do zaledwie 720 x 1600 px (proporcje 20.5:9), zapewniając finalnie 258 pikseli na cal i około 84,5% pokrycie panelu przedniego przez ekran. 

Większa przestrzeń robocza przełożyła się więc na przeciętny ekran, który z kolorami radzi sobie dobrze, ale z ogólną jakością już znacznie słabiej. Dodatkowo jasność panelu nie jest zbyt imponująca, co widać zwłaszcza w ostrym słońcu, którego w ostatnich tygodniach niestety brakuje. 

Odblokowanie Moto G9 Power możecie z kolei zrealizować na dwa najbardziej wygodne sposoby, czyli odblokowywanie palcem i swoją twarzą. O ile do drugiego mam sporo zastrzeżeń przez problemy z działaniem i szybkością działania, to odpowiednio wypozycjonowany czytnik linii papilarnych działa fenomenalnie, szybko rozpoznając nasz palec nawet kiedy zrosi go kropla potu. Dodatkowo jest to świetny dodatek do trybu wyciszania po obróceniu telefon wyświetlaczem „w dół”, ponieważ samo położenie palca na czytniku wystarczy, żeby odblokować system. 

Po stronie specyfikacji możecie liczyć na wspomniany układ SOC Qualcomm Snapdragon 662 wyprodukowany w 11 nm procesie i oferującym zarówno rdzenie Kryo 260 z zegarem do 2 GHz, jak i układ graficzny Adreno 610. Ten zestaw dopełniają 4 GB pamięci operacyjnej i 128 GB pamięci masowej (rozszerzalnej kartami do 512 GB), z czego na nasz użytek pozostaje około 106 GB. Nie zabrakło wsparcia standardu Wi-Fi 802.11ax, Bluetooth 5.1, czy wreszcie NFC na pokładzie razem z akcelerometrem, magnetometrem i żyroskopem. W teorii sprawdza się średnio, bo tak:

A w praktyce muszę powiedzieć, że również na topową szybkość liczyć nie możecie. Moto G9 Power chociaż w pełni stabilny, jasno daje do zrozumienia, że demonem prędkości nie jest, co widać po często występującym opóźnieniu w uruchamianiu i przełączaniu się między aplikacjami, czy okazjonalnych zacięć na nieco dłużej. Ogólnie jednak jeśli wiecie, na co się piszecie, to w ogóle się nie rozczarujecie. Zwłaszcza wiedząc, co Moto G9 Power w rzeczywistości ma do zaoferowania. 

Jak to z kolei na Motorolę i średniaki przystało, ten smartfon wiele do zaoferowania nie ma… ale w tym pozytywnym znaczeniu. Bazuje na praktycznie czystym Androidzie 10 (są plany aktualizacji do Androida 11) z nakładką My UX, którą uzupełniają tylko aplikację Google i specjalna apka producenta, w której aktywujemy kultowe gesty Moto.

W tej wersji zauważyłem, że nowym dodatkiem jest gest „przesuń, aby podzielić” oraz możliwość wyłączenia zestawu narzędzie do edycji ledwo co zrobionych zrzutów ekranu. Nie zabrakło też zabawy z kolorem wyświetlacza, czy brzmieniem głośnika mono, który z kolei sprawdza się dobrze (brzmi nieco jak przytłumiony) i choć jest głośny, to zbyt wysoki poziom głośności znacząco obniża jego jakość. 

Możliwości fotograficzne Moto G9 Power

W nasze ręce producent powierzył 64-Mpx obiektyw o przysłonie f/1.8 z technologią Quad Pixel (stąd 16 Mpx zdjęcia, ale i tryb Ultra-Res) i autofocusem, któremu towarzyszą dwa inne obiektywy 2 Mpx do wykrywania głębi i zdjęć makro. Nie liczcie na jakąkolwiek stabilizację podczas nagrywania i szczególnie wysokie możliwości, bo w grę wchodzi maksymalnie rozdzielczość Full HD i to w 30 FPS. 

Po stronie oprogramowania Motorola zapewniła nam tryb profesjonalny, tradycyjny zestaw trybów na czele ze spowolnionym tempem, czy zdjęciami nocnymi. Jak to z kolei sprawdza się w praktyce? Sprawdźcie poniżej:

Wideo pokazuje z kolei problemy z autofocusem i brakiem jakiejkolwiek stabilizacji:

Ładowanie Moto G9 Power to istna rzadkość

Zgodnie z oczekiwaniami, bateria tej Motoroli wypada na tle całości najlepiej. Kiedy już podładujemy smartfon za pomocą ładowarki TurboPower z mocą 20W, możemy przygotować się na przynajmniej dwa dni wolności od przewodu USB, a nawet trzy, jeśli aż tak ze smartfonem w dłoni nie szalejemy.

Zabraknie mocy? Spokojnie, dołączona do smartfona ładowarka nie tylko solidnie rozgrzeje Moto G9 Power, ale też naładuje baterię do 50% w niespełna godzinę i do 100% w około 135 minut. Długo, ale kto powiedział, że 6000 mAh ogniwo naładuje się szybko?

Podsumowanie testu Moto G9 Power

W większości przypadków, kiedy kończe test jakiejś Motoroli i przechodzę do podsumowania, mam przed sobą dylemat porównania modelu z innymi smartfonami w podobnej cenie. Nigdy tego jednak nie robię, bo naprawdę daleko mi do specjalisty znającego w szczegółach każdy model. To jednak plus, bo mogę ocenić Moto G9 Power z punktu widzenia wymagającego, ale ciągle dosyć przeciętnego użytkownika smartfonu, który wykorzystuje go bardziej do pracy i komunikacji, niż rozrywki. 

To sprawia, że najbardziej w smartfonach zależy mi na wyświetlaczu i baterii, a Moto G9 Power zachwyca tylko tym drugim, zapewniając po prostu przeciętny wyświetlacz. Jednak i tak mówimy tutaj o smartfonie do kupienia za 799 zł, czyli niskiej półce średniej, w której oczekujemy albo dobrego wyważenia wszystkich możliwości smartfonu albo jakiegoś wyróżnika. 

W Moto G9 Power tym wyróżnikiem jest duży ekran i pojemna bateria razem z prostym, zaawansowanym, ale przyjaznym oprogramowaniem, więc jeśli tego właśnie szukacie, to przymkniecie oko na pozostałe słabe strony modelu. Nimi jest przeciętna wydajność, jakość ekranu, zastosowane materiały i (moim zdaniem) bezużyteczny przycisk dla asystenta Google.