WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test myszki Logitech MX Anywhere 2s

Chociaż Logitech przyzwyczaił nas do swoich gamingowych sprzętów, to tyle samo, a może nawet więcej uwagi poświęca peryferią z myślą o pracy. Przekonaliśmy się o tym wiele razy i mamy na to kolejną okazję. Zapraszam tym samym do testu myszki MX Anywhere 2s. 

Mała, ale zdolna

Logitech postawił w przypadku modelu MX Anywhere 2s na kompaktowość, co potwierdzają same jego rozmiary rzędu 100 x 61 x 34 milimetrów, a nawet sama waga na poziomie 106 gramów. W jej przypadku nie możecie liczyć na tryb przewodowy, bo Logitech przewidział tylko bezprzewodowość za pośrednictwem radiowego odbiornika USB 2,4 GHz oraz technologii Bluetooth Low Energy.

MX Anywhere 2s z łatwością obejmą nawet niewielkie dłonie, podczas gdy te większe zaczną ją wręcz przytłaczać, ale można to rozwiązać odpowiednim chwytem. To jednak jednoznacznie odbija się na ergonomii, którą ten model oferuje – niektórzy zwyczajnie mogą mieć z nią problem.
Nikt jednak zapewne nie doczepi się do jej wykonania.

Jedyne, co mogę zarzucić temu modelowi pod kątem stricte fizycznym sprowadza się do nieładnego połączenia dwóch elementów tuż pod nazwą producenta na grzbiecie. Nadlew tworzywa sztucznego zwyczajnie rzuca się w oczy na tle obłych kształtów całości.

Plastik jest prawie wszechobecny. Prawie, bo rolka została wykonana z metalu/aluminium i pokryta gumą, jak zresztą panele boczne. W ich przypadku geometryczne kształty i odcienie dodatkowo ozdabiają MX Anywhere 2s, która sama w sobie sprawia wrażenie profesjonalnego sprzętu.

Pod kątem wyposażenia dostajemy tradycyjny zestaw dwóch głównych i solidnie pracujących przycisków wraz z rolką, znajdującym się nad nią przyciskiem funkcyjnym w towarzystwie diody oraz dwóch przycisków bocznych. Na spodzie z kolei znajdziemy cztery niewielkie ślizgacze, przełącznik on/off, przycisk w towarzystwie trzech diod oraz oczywiście sam sensor. 

Na przodzie z kolei znajdziemy złącze microUSB do ładowania i to poniekąd małe niedociągnięcie ze strony Logitecha. Może i dostajemy w zestawie z myszką stosowny przewód, ale w serce bodzie nieco fakt, że w grę wchodzi stare microUSB, a nie USB-C. W MX Anywhere 2s brakuje mi też miejsca na ukrycie odbiornika USB, dzięki czemu zawsze wiedzielibyśmy, gdzie go zostawiliśmy. 

MX Anywhere 2s potrafi wiele

Jak możecie się domyślić, cena rzędu 300 złotych nie wzięła się znikąd i wygląda na to, że płacimy ją głównie za możliwości tego modelu Logitecha. Po pierwsze, magia tkwi w samej rolce. Ta może działać “na boki”, dzięki czemu jesteśmy w stanie przypisać do tych konkretnych ruchów stosowne działania, a na dodatek, kiedy rolkę wciśniemy, przełączy ją to między dwoma trybami działania. Jeden jest płynny, dzięki czemu jedno “scrollowanie” zabierze nas w głąb obszernego dokumentu, a drugi posiada charakterystyczne przeskoki – można go nazwać mianem “precyzyjnego”. 

Namiastka przydatnej funkcjonalności drzemie też w przycisku funkcyjnym, a raczej przycisku gestów, jak to nazywa go Logitech. W skrócie? To taki trigger z myślą o ułatwieniu pracy, który dodatkowo działa w tandemie z ruchem myszki. Wciśnięcie go i przeciągnięcie myszki w górę otworzy więć menu start, a szamotanie nią na lewo i prawo pozwala przeskakiwać między pulpitami. Wiele z funkcji można też dostosować w prostym oprogramowaniu Logitech Options. 

Kolejne ciekawostki MX Anywhere 2s sprowadzają się do trzech diod i przycisku na spodzie, czyli funkcji Easy-Switch. Ta pozwala na płynne przeskakiwanie sygnałem myszki między połączonymi wcześniej komputerami, czego rozwinięciem jest oprogramowanie Logitech Flow:

Dzięki niemu możemy przenosić pomiędzy sprzętami pliki, zdjęcia, czy po prostu kopiować tekst. Nie jest to jednak żadna magiczna różdżka, więc przed przeniesieniem sporych paczek danych, przygotujcie się na kilka minut oczekiwania. Przesyłanie jest bowiem realizowane za pośrednictwem połączenia przewodowego lub bezprzewodowego pomiędzy komputerami.

Precyzja MX Anywhere 2s

Na samym początku warto zaznaczyć, że MX Anywhere 2s nie cierpiała na żadne problemy z łącznością zarówno z użyciem Bluetooth, jak i dołączonego odbiornika. Jest to jednak coś, czego mogliśmy się spodziewać i chciałbym powiedzieć to samo o wysokiej precyzji sensora Darkfield o nominalnej czułości 1000 DPI, ale obsługującym zakres od 200 do 4000 DPI z przeskokiem co 50 jednostek. Niestety przykład wcześniejszych “profesjonalnych” myszy Logitecha już mnie czegoś nauczył. 

Muszę jednak przyznać, że MX Anywhere 2s zaskoczyła mnie pozytywnie, jeśli mowa o zabawie w programach stricte “do pracy”, a nawet tych graficznych. Oferowana przez nią precyzja do 2000 zdecydowanie jest wysoka, co potwierdzają testy, które nie wykazały problemów z jitteringiem, czy interpolacją. Sprawa ma się już gorzej w przypadku dynamicznemu grania – tam po prostu brakuje temu modelowi nieco precyzji. Wyróżnia ją również możliwość pracy na dowolnej powierzchni. 

MX Anywhere 7s, czyli zabawa nawet na 70 dni

Na sam koniec warto wspomnieć o tym, że Logitech postawił w tym modelu na 500 mAh akumulator, który po pełnym naładowaniu wystarczy ponoć na ponad dwa miesiące działania. Czy to prawda? Niestety tego nie ustaliłem, ale kupuje mnie wizja 3-minutowego ładowania w celu zdobycia wystarczającej energii na cały dzień pracy. Innymi słowy, o to, że MX Anywhere 7s padnie Wam podczas pracy, nie musicie się bać. 

Dochodzimy więc do tego, kiedy powinienem powiedzieć Wam, czy warto wydać trzy stówy na tę myszkę, czy nie. W przypadku takich modeli stronię jednak od tak jednoznacznej oceny, dlatego zawsze zwykłem sprowadzać werdykt do zdania: jeśli się Wam podoba i po opisie widzicie, że będzie dla Was dobrym wyborem, mogę śmiało ją polecić. Nie zawiedziecie się.