Teesa Sweeper 5000 to pierwszy bezprzewodowy odkurzacz 2w1, który miałem możliwość dla Was przetestowania. Była to raczej tańsza konstrukcja, która mimo to wypadła dobrze. Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić test czegoś z górnej półki – Philips SpeedPro Max. Jak wypadnie on podczas użytkowania i czy górna półka będzie widoczna?

Odkurzacz otrzymałem w długim opakowaniu. W środku znajduje się instrukcja, ładowarka, stacja dokująca, szczotki oraz rurę. Stacja dokująca służy do powieszenia na ścianie. Jest to o tyle słabe wyjście, że nie możecie dowolnie przestawiać odkurzacza, tylko musicie wybrać dla niego jedno miejsce, w jakim będzie on ładowany. SpeedPro Max nie postawicie, co najwyżej możecie w innym miejscu go położyć, co jest pewną niedogodnością. Natomiast sama ładowarka przyłączana jest na magnes i nie ma problemów z jej użytkowaniem. Instrukcja obrazowo tłumaczy użytkowanie, natomiast jest też dodana informacja o gwarancji czy błędach, która jest już w języku polskim. Odnośnie gwarancji – wynosi ona 24 miesiące.

Opis urządzenia

SpeedPro Max składa się z trzech części – silnika z pojemnikiem na kurz, rury oraz szczotki. Zacznijmy od tego pierwszego. Odkurzacz posiada rączką, na której w wygodnym miejscu znajduje się przycisk do przełączania trybu pracy. Są trzy opcje do wyboru – Eco, Normalny i Turbo. Produkt Philipsa posiada akumulator litowo-jonowy 25,2 V, który ma zapewniać czas pracy kolejno 65 minut, 30 minut i 22 minuty. Czas ładowania to 5 godzin a maksymalna głośność podczas pracy to 84 dBA. Nad przełącznikiem znajduje się wyświetlacz pokazujący procentowo pojemność akumulatora. Natomiast nie pokazuje on dokładnie pojemności, ale odbywa się to z krokiem co 10%. SpeedPro Max posiada cyfrowy silnik PowerBlade, który zapewnia przepływ powietrza ponad 1000 l/min. Także został on wyposażony w technologię PowerCyclone 8, która umożliwia wyeliminowanie worka z odkurzacza. Kolejna rzecz to 2-warstwowy antyalergiczny filtr z potrójną filtracją, który sprawia, że do silnika trafia wyłącznie czyste powietrze, co zapewnia utrzymanie wysokiego przepływu powietrza, a także wyłapuje ono do 99% drobnych cząsteczek kurzu i alergenów. Pojemnik na kurz jest w stanie pomieścić 0,6 l, co powinno starczyć na wiele sprzątań. Jest on także bardzo łatwy do zdemontowania i wyczyszczenia. Tę część można używać jako odkurzacza ręcznego bądź pominąć rurę i doczepić do niego od razu szczoteczkę.

Kolejna część to rura. Ma ona długość około 70 cm i nie można jej zmieniać. Rura posiada zintegrowaną szczelinówkę i szczotkę, którą można używać do czyszczenia szczelin czy wysoko położonych miejsc.

Ostatnia rzecz to szczotki. Zacznijmy od tej większej. Producent nazywa ją nasadką zasysającą 360°. Nazwa wynika z faktu, że zasysa ona wszystko dookoła niej. Nie jest tak, że wciągnie ona tylko brud leżący przed nią czy po najechaniu na niego, ale także obok niej czy przed nią. Ważną rzeczą jest podświetlenie LED, które pozwala zlokalizować każde zabrudzenie. W zestawie otrzymujemy także mini elektroszczotkę, która sprawdzi się podczas używania odkurzacza ręcznego czy przy czyszczeniu węższych miejsc.

Testy

Standardowo opis zacznę od użytkowania. Odkurzacz waży 2,73 kg, więc nie jest on jakiś ciężki, natomiast po dłuższej pracy z nim można to odczuć. Dzięki wygodnej rączce i umieszczonymi nad nią przełącznikiem pracy i wyświetlaczem bardzo łatwo można dopasować tryb pracy do aktualnych wymagań. Sama wysokość jest odpowiednia dla dorosłych osób, więc tutaj też jest dobrze. Podczas użytkowania zwróciłem uwagę na dużą ruchomość szczotki zasysającej – można ją ustawić pod każdym kątem, dzięki czemu można spokojnie dostać się pod łóżko, meble czy w różne zakamarki. W czyszczeniu ciemnych miejsc bardzo pomaga podświetlenie LED. Dzięki niemu można wyczyścić dokładnie miejsce pod np. meblami. Także sama wysokość szczotki pozwala na dostanie się w węższe miejsca. Przy użytkowaniu na panelach czy kafelkach nie było problemów – odkurzacz nie rysuje powierzchni i gładko po nich się przesuwa. Natomiast po dywanie trzeba było już użyć siły, aby przesunąć odkurzacz. Na szczęście włosie się nie wkręcało, tak jak to miało miejsce u konkurencji, a sam SpeedPro Max się nie zacinał, co ułatwiało robotę. W przypadku mniej gęstych dywanów czy wycieraczek nie było już żadnych problemów. Obsługa odkurzacza jest banalna. Bardzo szybko i prosto można wymienić końcówki, a także usunąć kurz z pojemnika. To samo dotyczy szczotki, której obracające się elementy można bezproblemowo wyjąć.

Dzięki trzem trybom pracy można dopasować odkurzacz do aktualnie czyszczonej powierzchni. Nie miałem problemów z czyszczeniem rogów. W ramach testu wysypałem w rogu cukier i sprawdziłem, jak odkurzacz sobie z tym poradzi. Na trybie Eco i Normalnym trochę cukru zostało, ale tryb Turbo poradził sobie z nim idealnie. Także nie ma problemów z błotem, resztkami jedzenia czy kurzem. Przy moim, bardzo gęstym dywanie brakuje mu trochę mocy, jednakże przy wycieraczce czy tapczanie nie było problemów. Świetną opcją jest także odkurzacz ręczny czy dodatkowe nakładki. Dzięki nim bezproblemowo wyczyścicie węższe miejsca, rogi pomieszczeń czy wąskie przerwy. Wymiana nakładek trwa dosłownie sekundy i dzięki nim zyskujecie nowe możliwości. Odkurzacz ręczny świetnie sprawdzał się w przypadku wysypanych przypraw, okruchach na stole, tapczanie czy w przypadku wnętrz półek – bardzo dokładnie zostały one wyczyszczone. W przypadku tapczanu czy ogólnie tapicerek to mini elektroszczoteczka jest niezastąpiona – świetnie radzi sobie z tego typu rzeczami.

Teraz trochę bardziej technicznych rzeczy. SpeedPro Max na trybie Turbo bardzo szybko się wyczerpuje. Podawane 22 minuty, to rzeczywiście maksymalnie 22 minuty. W trybie Normal osiągalne jest 30 minut, a w trybie Eco spokojnie możecie przez godzinę go używać. Bardzo często podczas sprzątania będziecie zmieniali tryby pracy – ja najczęściej używałem Normal i Turbo. Sprzątnięcie mieszkania o wielkości 66 m^2 na jednym ładowaniu jest spokojnie osiągalne – pozostanie Wam jeszcze około 30% akumulatora. Podczas ładowanie odkurzacz pobiera 17W mocy z gniazdka. Głośność,  z odległości 40 cm i przy tlo 34 dBA, przy trybie Eco, Normal i Turbo, wynosi kolejno 66 dBA, 72 dBA i 75 dBA. Nie jest tak głośno jak w przypadku konkurencji, ale jakoś wybitnie cicho też nie jest – pod tym względem oceniam odkurzacz przeciętnie.

Podsumowanie

Philips SpeedPro Max kosztuje około 1800 zł. Cena jest ogromna, natomiast warto w niego taką kwotę zainwestować. Odkurzacz jest wygodny w użytkowaniu, chociaż mógłby być nieco lżejszy. Bardzo łatwo można zmieniać końcówki, których jest mnóstwo do wyboru. Dzięki tamu żadna przeszkoda nie będzie Wam przeszkadzała w wyczyszczeniu. Produkt Philipsa posiada także prosty w użycie przełączanie trybów pracy, widoczny wyświetlacz czy proste czyszczenie pojemnika na kurz. Podczas użytkowania sprawdził się on znakomicie – wszystkie drobinki zostały wciągnięte i jeśli gdzieś tryb Eco czy Normal nie dawał rady, to Turbo momentalnie sobie z tym radził. Świetną opcją jest podświetlenie LED, które umożliwia dostrzeżenie każdej drobinki brudu. Odkurzacz jest przeciętny pod względem kultury pracy – nie jest wyjątkowo głośny ani też cichy. Sam czas pracy spokojnie pozwoli na wysprzątanie nawet większego mieszkania. Jedyną uwaga jaką mam, to sposób ładowani. Stacja dokująca mocowana na ścianę praktycznie zmusza Was do wyboru jednego miejsca. Znacznie lepszą opcją są stawiane stacje dokujące. SpeedPro Max pod względem sprzątania i dbania o czystość wypada znakomicie i z pewnością jest to jedna z tropowych konstrukcji bezprzewodowych odkurzaczy 2w1.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!