Nie ukrywam, że zawsze staram się doszukiwać nawet najmniejszych wad testowanych produktów, ale jak na złość Motorola utrudnia mi to od jej pierwszego smartfonu, jakiego miałem przyjemność recenzować. Czy podobnie będzie z modelem Moto G6 Plus?

Za design cenić trzeba!

Mówcie sobie, co chcecie, ale naprawdę trudno nie zgodzić się z tym, że to wygląd gra największą rolę w smartfonie. Przynajmniej z początku, bo z czasem ten zwyczajnie się nam nudzi, a my zaczynamy zwracać uwagę na nieco bardziej praktyczne aspekty nowego nabytku. W dzisiejszych czasach musimy natrudzić się jednak co niemiara, aby zaskoczyć swoich znajomych nowym smartfonem, co odczułem na własnej skórze w czasie kilku testów. Większość z komentarzy sprowadzała się do czegoś w rodzaju “o, kolejna podróbka iPhone”, dlatego też moją sympatię zyskała Motorola, która od dawna trzyma się swojego utartego stylu. A tak się składa, że właśnie ta upartość  w podążaniu za swoimi ideałami zapewniła firmie Apple sukces na światową skalę. Co tu dużo mówić, w dzisiejszych czasach znakomita większość smartfonów wygląda bardzo podobnie albo wręcz identycznie, więc wybierając Motorolę jesteśmy swojego rodzaju nowoczesnymi hipsterami. Hipsterami, którzy jednak cenią sobie dobrze zaprojektowane produkty bez zbędnego przerostu formy nad treścią. A jak zapewne się domyślacie, takim produktem jest właśnie Moto G6 Plus.

W zestawie z tym modelem otrzymujemy tradycyjne wręcz wyposażenie (ładowarkę, przewód USB typu C, kluczyk do tacki na karty SIM i microSD i trzy niewielkie książeczki informacyjne) uzupełnione silikonowym etui, które jest wręcz wymogiem przy śliskiej tafli szkła na pleckach oraz okropnie wystającej sekcji z dwoma aparatami i podwójną lampą błyskową. Cała ta sekcja jest zdecydowanie najbardziej charakterystycznym elementem smartfonów Motorola. G6 Plus wyróżnia się również brakiem jakiegokolwiek notcha, co może wręcz zaważyć o jego ewentualnym wyborze. Niestety ramki boczne i obie belki (górna i dolna) są naprawdę spore i choć niespecjalnie mi to przeszkadza, to muszę wskazać, że konkurencja lepiej sobie z nimi poradziła.

Gdzieś już to widziałem…

Jako że miałem już okazję testować model Moto G6, to odsyłam Was do niego, bo znajdziecie w nim znacznie więcej informacji na temat budowy i poszczególnych funkcji. Różnice pomiędzy tymi dwoma modelami są naprawdę niewielkie, choć pomimo ceny (~350 zł) specyfikacja w tym droższym (Plus) prezentuje się znacznie lepiej. Ten jest również zauważalnie większy (153,8 x 72,3 x 8,3 mm vs 160 x 75,5 x 8 mm), choć zachował identyczną wagę (167 gramów), zapewniając sobie o 0,2-cala większy wyświetlacz z 409 pikselami na cal. Rozmieszczenie poszczególnych elementów również się nie zmieniło, choć w głębi serca liczyłem, że wersja Plus postawi na dwa głośniki w trybie stereo, choć ten pojedynczy mono sprawdza się wyśmienicie z natywnym wsparciem dla Dolby Audio. Ubolewam również nad brakiem diody powiadomień, którą ponownie zastępuje wyświetlacz Moto, czyli energooszczędna nakładka, wyświetlająca minimalistyczne informacje po wykryciu ruchu, niczym Always On Display od Samsunga.

Pozostałe różnice są jedynie delikatnymi niuansami, których nie zauważy typowy użytkownik smartfonu. Zwłaszcza w kwestii aparatu (zdjęcia nocne nadal są bolączką), choć Plus umożliwia nagrywanie w zauważalnie lepszej rozdzielczości 4K, podczas gdy ten tańszy radzi sobie wyłącznie z Full HD w 60 klatkach. Szkoda, że ze zwiększeniem rozdzielczości nie poszła stabilizacja programowa, która jest dostępna na maksymalnie 1080p. Z kolei dodatkowe 200 mAh w baterii (3200 vs 3000 mAh) jest w ogóle nieodczuwalne, co jest raczej zrozumiałe, bo potężniejsza specyfikacja przekłada się na zużycie energii. Nie zmienia to jednak faktu, że G6 Plus wytrzymuje prawie 10 godzin tradycyjnego użytkowania telefonu w trybie mieszanym, więc nie musicie bać się o to, czy wystarczy Wam baterii na cały dzień zabawy. Nawet jeśli zaszalejecie, grając kilka godzin pod rząd w wymagające tytuły, to dołączona w zestawie 15W ładowarka i wsparcie dla ładowania Turbo Power zapewni Wam przynajmniej 80% mocy po 60 minutach.

 

O co tyle krzyku?

Rzućmy więc okiem na najważniejszą zmianę w Moto G6 Plus względem Moto G6, czyli to, co siedzi pod maską. Ulepszeniu uległy wszystkie komponenty, bo miejsce układu SoC Qualcomm Snapdragon 450 zajął Qualcomm Snapdragon 630 z wydajniejszym o 400 MHz procesorem centralnym i lepszym układem graficznym (Adreno 508 vs 506). Ulepszeniu poddano również pokład pamięci operacyjnej, zwiększając ją z 3 GB do 4 GB, podczas gdy masowa zyskała dodatkowe 32 GB (w sumie 64 GB). Tyle przynajmniej w teorii, bo w praktyce lepsza specyfikacja jest zauważalna wyłącznie przy naprawdę solidnym obciążaniu smartfona i graniu w zaawansowane produkcje. Zwłaszcza w mobilnego PUBGa, który na możliwie najwyższych ustawieniach był płynniejszy na Moto G6 Plus.

Małą ciekawostką jest również fakt, że złącze USB-C nie oferuje pełnej prędkości przesyłu, co jest spowodowane działaniem na kontrolerze USB 2.0. Może to nie jakiś wielki minus, ale szkoda, że nie specjalnie chwali się tym sam producent. Z kolei tak prezentuje się podstawowa nakładka systemu z kilkoma zakładkami ustawień:

Podsumowanie

Pomimo niezdrowego wręcz przepełnienia rynku smartfonami Moto G6 Plus nadal prezentuje się jako jeden z najciekawszych wyborów do 1200 złotych, który ma do zaoferowania coś, o co nie zawsze dba konkurencja. Mam tutaj na myśli solidne wykonanie (tafla szkła robi swoje), charakterystyczny i unikalny design, wysoką wydajność, brak notcha (choć ubolewam nad rozmiarami ramek), dobrej jakości elementy składowe i niespotykane powszechnie dodatki.

Przypominam jednocześnie o zapoznaniu się z wcześniejszym testem Moto G6, gdzie wchodziłem głębiej w szczegóły dotyczące oprogramowania i poszczególnych funkcji, a mi nie pozostaje nic innego, jak wlepienie tej propozycji Motoroli stosownych odznak:

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!