„SpaceShipTwo, witamy w kosmosie”, brzmiał triumfalny tweet od Virgin Galactic opublikowany po udanym locie testowym. Statek osiągnął bowiem wysokość 82,7 kilometrów.

Jest tylko jeden mały problem: pojazd znalazł się 17 kilometrów niżej niż wysokość, którą wielu ludzi uznaje za początek kosmosu.  Linia graniczna znajduje się na wysokości 100 kilometrów. Ta granica, nazywana linią Karmana, jest często traktowana jako nienaruszalna, ale lot Virgin Galactic wywołał dyskusję co do słuszności tego założenia.

Jonathan McDowell, astrofizyk z Harvard University stwierdził, że granica na poziomie 100 kilometrów ma rację bytu tylko i wyłącznie ze względu na „fajność” tej liczby. McDowell przyjrzał się więc historycznym użyciom tej granicy – najwcześniejsze określało jej wysokość na poziomie 84 kilometrów. Naukowiec najpierw wziął pod uwagę bazę danych zawierającą 90 milionów ścieżek orbitalnych zebranych prze 60 lat lotów. Badacz szukał najniższych przelotów. W przypadku okrągłych orbit (czyli takich, która znajduje się w stałej odległości od środka ciężkości) linia ta wynosi ok. 120 km. Z kolei w przypadku eliptycznych satelity krążą na ok. 80 km. Właśnie dzięki temu drugiemu przykładowi można podważyć sensowność granicy wynoszącej 100 kilometrów.

Stosując inne podejście McDowell obliczył wysokość, na której dynamika orbity staje się ważniejsza niż siły aerodynamiczne. Jest tp zależne od całego zakresu czynników, takich jak gęstość i cykl słoneczny. W ten sposób astrofizyk również uzyskał podobny wynik (pomiędzy 70 a 90 kilometrów).

[Źródło: livescience.com; grafika: Virgin Galactic]

Czytaj też: Jednoosobowy statek może rozwiązać problem spacerów kosmicznych

 

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!