WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

W końcu znalazłem w miarę sensowną mobilkę…

Dziś będzie o grach na telefony. Coś co kiedyś bardzo mi się podobało – dziś zupełnie nie jara.

Kto nie lubił zagrać w Snake’a na Nokii? Chyba nie ma takiej osoby, która nie uwielbiałaby bawić się w prostą mechanicznie grę. Była chwila, w której potrzebowaliśmy na kogoś zaczekać? Snake mógł zabić czas. Telefony się jednak rozwinęły i zaczęły oferować coraz więcej. A z grami na Javę narodziła się moja miłość do gierek na bardzo małych ekranach.

Do dziś imponuje mi to jak niektórzy deweloperzy gier potrafili tworzyć gry „na Javę”. Produkcje mające czasem ledwie po 500 kilobajtów oferowały tak wiele, że to się w głowie nie mieści. Chyba najbardziej zszokował mnie mobilny Gothic 3: The Beginning. Nie dość, że tytuł był długi to jeszcze oferował masę questów, dialogi oraz satysfakcjonujący jak na standardy mobilne model walki. W pamięci zapadły mi też świetne odsłony Prince of Persia czy absurdalnie ładne tytuły od Fishlabs z Galaxy on Fire na czele. Naprawdę te małe urządzonka mogły oferować taką oprawę?! To było niesamowite.

Czytaj też: Jak przyspieszyć działanie PS4?

Telefony komórkowe jednak zostały wyparte przez smartfony, a te… początkowo dość spokojnie, ale innowacyjnie podeszły do podbijania rynku gier mobilnych. Nie zapomnę jak w głowie mi się nie mieściło jakim cudem ta kulka na iPhonie może się poruszać wraz z tym jak przechylam telefon.

Albo jak świetnie mogły wyglądać wyścigi na tego typu urządzeniach. Z czasem na sprzęt Apple oraz innych producentów pierwszych smartfonów przyszli tacy giganci jak np. Electronic Arts czy Gameloft. Ich pierwsze gry były wspaniałe – otrzymywaliśmy uproszczone wersje dużych gier w takiej oprawie jakiej jeszcze nie widzieliśmy na małym ekranie „telefonu”. Za wszystkie te tytuły oczywiście płaciliśmy.

Kolejnym dużym krokiem dla smartfonów było pojawienie się Unreal Engine w wersji mobilnej. No to już był szczyt! Infinity Blade zdawało się zwiastować koniec konsol, w co niektórzy zaczynali powoli wierzyć. Byli tacy co uważali, że PlayStation 4 i Xbox One będą porażkami i zakończą istnienie tego typu urządzeń. W końcu jeśli smartfony oferują TAKĄ oprawę to po co grać na jakimś PS3 czy X360. Cóż… gier z obsługą 4K i 60fps teraz próżno szukać na smartfonach.

Czytaj też: Gry, o których istnieniu zapomnieliście

A potem się wszystko zmieniło. Bo okazało się, że jako ludzie uwielbiamy darmowe rzeczy. Tak bardzo uwielbiamy, że gry darmowe na smartfony biły rekordy popularności, a to, że przy okazji jakiś procent graczy wydawał w nich tyle, że starczało na utrzymanie produkcji i całego zespołu na lata to… nie mogło się skończyć inaczej niż wysypem gier free to play. I nagle kolejne odsłony moich ulubionych mobilnych serii takich jak np. Gangstar od Gameloftu (takie mobilne GTA) stało się kopią GTA Online. Tytuły, które miały nawet fajnie skonstruowane kampanie – zostały rozszarpane i od teraz za nowe życia musieliśmy oglądać reklamy. Wtedy zacząłem się ewakuować.

Coś tam pogrywałem, ale coraz mniej tytułów mi się podobało. Zdarzyło mi się na jakiś czas wrócić do intensywniejszego pisania o mobilkach, gdy w jednej z redakcji otrzymałem zadanie prowadzenia działu z tego typu grami. Co najczęściej wpadało do recenzji? Same darmowe produkcje, które charakteryzowały się nawet dobrą zabawę przez pierwsze godziny, by potem zmuszać nas do płacenia. Ugh. Ja naprawdę wolałbym raz zapłacić więcej i mieć spokój, ale dziś nawet rzucając twórcom 100 złotych w grze mobilnej nie otrzymamy super-mega-hiper konta pozwalającego grać bez reklam i innych tego typu „przyjemności”.

W końcu – przestałem grać mobilnie. No się już po prostu nie dało. Zalew syfu był tak duży, że nawet moja dziewczyna, który lubi sobie czasem zagrać w mobilne gry logiczne miała dość, bo po pobraniu bardzo dobrze ocenianej gry okazało się, że po przegranej czeka ją minutowa reklama. Skąd te dobre oceny? Nie wiem, ale się domyślam.

I tak pobierałem co jakiś czas jakieś gry i wywalałem z dysku telefonu po minucie gry. Nadzieję dało w pewnym momencie Apple Arcade, ale to jak ta usługa jest powoli rozwijana i nie oferuje większych gier jest trochę dla mnie smutne. Liczyłem na mobilnego GamePassa dostałem… coś co rozwija się „szybko” jak Google Stadia.

Znowu przez miesiące nic nie grałem na telefonie (niezły ze mnie „gracz” co nie gra w nic na smartfonie), ale w końcu trafiłem na produkcję Score! Hero. Artykuły na temat gier w AppStore to genialny pomysł, który pozwala nam poznać twórców, produkcję i czasem ciekawostki z okresu developmentu. I tym sposobem pobrałem tytuł, w którym naszym zadaniem jest rysowanie palcem drogi do bramki. Proste, można szybko zagrać i… w końcu nie czuję, że twórcy chcą ze mnie zedrzeć wszystkie pieniądze. Reklamy są opcjonalne i dość krótkie, a „życia”, bez których nie możemy przystąpić do zabawy odnawiają się na tyle szybko, że nie irytuje to. Jeśli gramy z doskoku – będzie to produkcja idealna. No i jeszcze zbliża się jakieś wydarzenie, więc widać, że twórcy aktywnie rozwijają tytuł. W końcu, po latach, mam swoją dobrą mobilkę.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News