Elektryczne samochody Toyoty skupią się na niskiej cenie, a nie wysokim zasięgu

Nowoczesny elektryczny crossover, Toyota bZ4X

Najnowsza publikacja w Green Car Reports obejmuje liczne wypowiedzi wiceprezesa Toyota Motor North America do spraw planowania produktów i strategii, wedle których ta marka będzie teoretycznie inna w porównaniu do innych. Okazuje się bowiem, że elektryczne samochody Toyoty zamiast dążyć do możliwie najwyższego zasięgu, będą celować w możliwie najniższe ceny.

Co czeka elektryczne samochody Toyoty w przyszłości?

Chociaż Toyota ma w ofercie wiele hybryd o różnym stopniu zaawansowania, to na poletku modeli BEV nadal ma wiele do nadrobienia. Jej cel jest prosty – konkurować z innymi firmami, ale nie w ślepej pogoni za większym zasięgiem, a możliwie najniższą ceną, co wedle Toyoty jest kluczem do rozwoju rynku w pełni elektrycznych i bezemisyjnych samochodów. Dlatego firma chce oferować głównie modele z mniejszymi akumulatorami i nieimponującym specjalnie zasięgiem, aby stworzyć samochody „dla ludu”. Oczywiście nie bez powodu.

Czytaj też: Kupując elektryczny model Toyota bZ4X macie spać spokojnie przez 10 lat… podobno

Reklama

„Nic się nie dzieje, dopóki nie sprzedasz samochodu” – to nasze wewnętrzne powiedzenie. Aby mieć pozytywny wpływ na środowisko, musisz sprzedawać duże ilości samochodów… więc naprawdę ważne jest, aby cena była taka, abyśmy mogli stworzyć z tego rzeczywisty model biznesowy.

– powiedział Cooper Ericksen z amerykańskiego oddziału Toyoty dla Green Car Reports.
Nowoczesny elektryczny crossover, Toyota bZ4X

Toyota musi jednak uważać, żeby nie wpaść z jednej pułapki w drugą. Może i trafi w część klientów swoimi tańszymi modelami o niższej cenie, ale oznacza to, że pozostanie z niczym dla tych klientów, których stać i którzy chcą po prostu BEV z okazałym zasięgiem. Toyota obecnie nie wypada jednak źle pod kątem zasięgu, bo przykładowo jej model bZ4X oferuje „tylko” około 400 km zasięgu.

Czytaj też: Toyota pokazała dwa warianty Supry na 35-lecie. SZ-R i RZ Anniversary trafią tylko do szczęśliwców

Najważniejsze jest to, że z biegiem czasu postrzegamy zasięg EV podobny do mocy. Ludzie zamożni, których stać na naprawdę drogi pojazd, mogą sobie pozwolić na dużo koni mechanicznych.

Akumulatory są drogie, a im większa bateria, tym jest droższa. Więc sztuczka, myślę, że długoterminowa nie polega tylko na zasięgu, zasięgu, zasięgu. Sztuka polega na dopasowaniu asortymentu i ceny do tego, na co konsument może sobie pozwolić. A gdy ludzie przyzwyczają się do obsługi pojazdu elektrycznego, myślę, że niepokój o zasięg zniknie.