Chociaż operacja Overlord kojarzy się nam głównie z walką na plaży w Normandii, to nie możemy zapominać, że podczas niej miała miejsce jedna z najsłynniejszych misji w historii komandosów. Tamtejsze klify Pointe du Hoc były ostatnią przeszkodą do zniszczenia niemieckich baterii artyleryjskich przez aliantów, co wprowadziło inwazję D-Day na dobre tory. 

Czytaj też: Ostatni test nuklearny Korei Północnej był potężniejszy, niż myśleliśmy

W miesiącach poprzedzających inwazję w Normandii cele na wybrzeżu zostały zbombardowane i ostrzelane przez alianckie siły powietrzne. Jednak niezrównane lotnictwo było najskuteczniejsze walkach powietrznych, a nie lądowych, co sprawiło, że podczas startu operacji Overlord 6 czerwca 1944 roku alianci musieli przedrzeć się przez klify, aby zniszczyć np. baterię sześciu francuskich haubic GPF 155 K418 (f). Te podobno znajdowały się w utwardzonych stanowiskach z widokiem na część plaży Omaha i z łatwością mogły zniszczyć zarówno statki transportowe, jak i pancerne krążowniki.

Betonowe fortyfikacje utrudniały ich niszczenie za pomocą sił powietrznych lub armat morskich. Podjęto więc decyzję o wysłaniu części sił lądowych, a dokładnie 225 żołnierzy Armii Stanów Zjednoczonych, aby podbili klify przed nimi i zniszczyli zagrażającą aliantom broń własnoręcznie. W ruch poszły liny, drabiny oraz lata ćwiczeń i choć w niektórych przypadkach sprzęt był nieodpowiedni, to elitarni Rangersowie zdobyli szczyt klifów i w przeciągu 48 godzin umożliwiły rozpoczęcie głównego ataku.

Z tej właśnie okazji przed trzema dniami stu amerykańskich Rangersów wzięło udział w podobnej operacji. Zostali wyposażeni w mundury z czasów II wojny światowej oraz nowoczesny kamuflaż, a ich wysiłki obserwowali obecni obok weterani. Nic oczywiście im nie zagrażało, a w porównaniu z operacją sprzed ponad 70 była to bułka z masłem.

Czytaj też: 

Źródło: Popular Mechanics

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej