Bardzo długo czekałem na to, by superbohaterskie komiksy dwóch największych światowych gigantów wróciły do Polski. Pamiętam jeszcze czasy Tm-semic, pamiętam też krótki moment, kiedy co tydzień wychodził w świetnej cenie „Dobry Komiks”. Zawierał najpopularniejsze serie z DC i Marvela, w tym pierwsze odcinki Ultimate X-men, które w tamtym czasie bardzo przypadły mi do gustu. Była jeszcze Mandragora, która próbowała ożywić rynek komiksowy, ale po jakimś czasie również poległa.  Wreszcie po kilkunastu latach do gry wrócił Egmont. Zachęcone własnymi sukcesami powiększanej cały czas oferty z komiksami DC oraz popularnością Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela od Hachette, wydawnictwo podjęło kolejną próbę przywrócenia na polskim rynku regularnie wydawanych komiksów z Domu Pomysłów. Jeśli dwa pierwsze wydane tomy – Avengers: Świat Avengers oraz All-new X-men: Wczorajsi X-men mają być jakimś prognostykiem, to zarówno dla Egmontu jak i miłośników komiksów nastają dobre czasy.

Podobnie jak przy okazji DC, wybrano dobry moment początkowy, od którego zaczynają się historie przedstawione w obu komiksach. W roku 2012 powstała inicjatywa Marvel NOW!, a wraz z nią rozpoczęto od nowa wydawanie najważniejszych serii komiksowych. Kluczowe postacie i zespoły zakończyły ciągnące się latami wątki i otrzymały świeży start w postaci nowych historii. W założeniu miało to stworzyć jak najlepszy punkt wdrożenia dla nowych czytelników, którzy znają postacie, ale nie znają całego tła towarzyszącego im w ciągu ostatnich lat.

W przypadku tomu z Avengers założenie zostało spełnione całkiem dobrze. Drużyna na początku historii składa się z podstawowej ekipy znanej z obu filmów fabularnych – Kapitana Ameryki, Ironmana, Thora, Hulka oraz Czarnej Wdowy i Hawkeye`a. Na Marsie pojawiają się obce istoty w postaci Ex-nihilo i jego siostry, Abyss, które zmieniają diametralnie wygląd czerwonej planety i planują to samo uczynić na Ziemi, przy okazji w bezwzględny sposób zabijając tysiące ludzi. Zagrożenie jest na tyle duże, że Kapitan Ameryka oraz Ironman postanawiają wdrożyć w życie plan, który kiełkował w nich od dłuższego czasu. Dochodzi do znacznego poszerzenia składu Avengers o jak największą ilość najpotężniejszych ziemskich bohaterów, tak by mogli oni odpowiedzieć na piętrzące się niebezpieczeństwa, które dawno już przestały pochodzić wyłącznie z naszej planety. Okazuje się też, że zagrożenie czające się na Marsie to dopiero początek problemów, a prawdziwe niebezpieczeństwo, wykraczające skalą ponad wszystko, co do tej pory spotkało Avengers, czai się tuż za rogiem.

okladka-750

Za fabułą Avengers: Świat Avengers stoi Jonathan Hickmann. Ten uznany scenarzysta wraz z zawartymi w tomie zeszytami oraz drugą serią: New Avengers, która ukaże się w Polsce pod koniec sierpnia, rozpoczął zaplanowaną na kilka lat epopeję z udziałem najważniejszych bohaterów Marvela, której finał pod tytułem „Secret Wars” trwa właśnie w Stanach. Zarówno Secret Wars, jak i oba tytuły prowadzone przez Hickmana zbierały i zbierają świetne recenzje, a cała linia fabularna, przynajmniej na chwilę, wywróciła świat komiksów do góry nogami.

W związku z tym, wydany pierwszy tom przygód Avengers jest dopiero zapowiedzią rzeczy przyszłych i wielkich, które nastaną za czas jakiś. Ale wcale nie znaczy to, że komiks sam w sobie jest zły, wręcz przeciwnie. Hickman bardzo dobrze wie, jak rozplanować komiksowy scenariusz. Wszystko zaczyna się od kilku scen, które pozostają wielką tajemnicą, a stopniowo, po jakimś czasie, zostają odsłonięte kolejne karty historii, które rozjaśniają nam całą sytuację. Zagrożenie z Marsa, kompletowanie drużyny, wreszcie poznawanie nowych superbohaterów – Smashera, Hyperiona i Kapitan Wszechświat, wszystko sprawia, że komiks bardzo szybko wciąga i oferuje interesująca historię. Poważne wątki przeplatają się z nieodzownymi scenami akcji, a całość przetkana jest krótkimi, ale doskonałymi humorystycznymi scenami. Momenty werbunku Spider-mana, Wolverine`a i Falcona, dodatkowo okraszone świetnie dobranymi rysunkami, spowodowały, że zaśmiałem się w głos i jeszcze bardziej doceniłem komiks, który trzymałem w rękach. Nie mogę doczekać się na więcej i liczę na podobny styl w New Avengers.

Na całość tomu składa się 6 zeszytów, z czego pierwsze 3 rysował Jerome Opena, a drugie 3 Adam Kubert. Rysunki pana Opena są świetne, autor doskonale radzi sobie ze scenami akcji jak i scenkami rodzajowymi. Nieco gorzej, przynajmniej na początku, wypadają pozostałe trzy odcinki z rysunkami Kuberta, który potrafi być niedbały, ale z drugiej strony znakomicie radzi sobie z rysowaniem obrazów obcych technologii czy kosmicznej architektury. W odbiorze pomagają świetnie dobrane i nałożone kolory – intensywne, klimatyczne, mroczne – poza zeszytem 4, który wyraźnie odstaje od reszty i wygląda momentami dość dziwacznie.

Nieco gorzej odebrałem All-new X-men, co nie znaczy, że jest to komiks slaby. Na pewno punkt wyjścia dla całej historii nie tak dobrze wywiązuje się z ram narzuconych przez Marvel NOW! Drużynę zastajemy w momencie, w którym cały czas są pod mocnym wpływem wydarzeń z wcześniejszej historii zatytułowanej Avengers vs. X-men, jeszcze niewydanej w Polsce. Cyclops, zawsze kojarzony z rycerskością, staje się rebeliantem i terrorystą współpracującym z Magneto. Do tego, jak się dowiadujemy, zamordował Charlesa Xaviera! Beast nie może się z tym pogodzić i chcąc przemówić do sumienia Scotta, odbywa podróż w czasie, by ściągnąć do teraźniejszości młodą, świeżo sformowaną, pierwszą historycznie ekipę X-men. Nastoletni, przepełniony ideałami Cyclops, ma przemówić swojej starszej wersji do rozsądku i przypomnieć mu, na czym miała polegać jego misja.

Początek, choć karkołomny, stwarza pole do wielu ciekawych wydarzeń. Konfrontacja młodych X-men z niezbyt ciekawą przyszłością i swoimi starszymi wersjami, świat bez Profesora Xaviera, podzieleni X-men. Szkoda jedynie, że echa wcześniejszych wydarzeń pobrzmiewają w tym wszystkim bardzo mocno i mimo okładkowych wyjaśnień, ciężko zrozumieć, co stoi za zmianą Cyclopsa i jak do obecnie opisywanych wydarzeń właściwe doszło.

Mimo to komiks czyta się naprawdę dobrze. Brian Michael Bendis to stary wyjadacz komiksowy i wie jak budować historię oraz dialogi. Miałem jednak wrażenie, że wszystkie 5 zeszytów to dopiero wprowadzenie od tego, co nadejdzie. Po przeczytaniu całości narobiłem sobie jedynie smaku na dalszy ciąg, natomiast nie doszło tu do zamknięcia nawet jednego wątku. Inaczej jest w Avengers – tam mamy tło z rodzącej się dopiero historii, ale na pierwszym planie jest kilka mniejszych wątków, które systematycznie znajdują swoje rozwinięcie i koniec. Na pewno jednak nie żałuję czasu poświęconego X-menom i ciekawy jestem następnych konfrontacji młodych i starych członków drużyny.

skan3-640

Rysunkowo nie ma do czego się przyczepić. Historia opowiedziana jest na wysokim, stałym poziomie, a Stuart Immonen zdecydowanie specjalizuje się w rysowaniu postaci w klimatycznych pozach i kadry z takimi rysunkami prezentowały się najlepiej.

Jestem bardzo zadowolony z lektury obu komiksów i zachęcam do ich przeczytania wszystkich fanów superbohaterów i komiksów. Dzięki nim można bez większego bólu wejść w graficzny świat Marvela i rozpocząć dłuższą przygodę. Zwłaszcza, że wydanie Egmontu jest świetne – na wysokim jakości papierze, w wygodnym formacie oraz z polskim tłumaczeniem, które nie wywołuje bólu zębów. Nie ma się nad czym zastanawiać, zwłaszcza że cena jak na polskie warunki w końcu jest atrakcyjna, bo przy odrobinie chęci (czytaj: po chwili szperania w internetowych księgarniach) okładkową cenę obu komiksów da się zbić do około 26 zł za sztukę. A biorąc po uwagę, ze każdy tom to ponad 130 stron, naprawdę nie ma na co narzekać.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!