WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Cyberpunk 2077 przejdzie się sam? Redzi mnie tym kupią

Cyberpunk 2077 przejdzie się sam? Redzi mnie tym kupią

Do premiery Cyberpunka 2077 pozostało jeszcze względnie niewiele, bo prawie cztery miesiące i gdyby hype było mało, deweloperzy w wywiadach podkręcają go jeszcze bardziej. Tym razem o tym, że Cyberpunk 2077 przejdzie się sam.

Ukończyć Cyberpunka 2077 bez jego przechodzenia?

Serwis Spidersweb miał okazję porozmawiać z Pawłem Sasko z CD Projekt Red, który pełni nad Cyberpunkiem znamienitą rolę, bo głównego projektanta misji (Lead Quest Designer). Ten nie miał zamiaru ukrywać wielu szczegółów dotyczących questów głównych i pobocznych, przywołując przykład ponoć zbyt długiego wątku głównego z Wiedźmina 3.

Na jego podstawie Redzi ponoć nauczyli się wiele, a teraz dzięki temu doświadczeniu są w stanie stworzyć coś, z czym do tej pory w grach RPG nie mieliśmy do czynienia (jeśli jest inaczej, oświećcie mnie). Wszystko sprowadza się do samej konstrukcji misji, która jest rozwinięciem podejścia „kłosu” zastosowanego w Dzikim Gonie. Jak czytamy:

Wiedźmin posiadał główny pień historii i odchodzące od niego wątki poboczne i to była nasza główna struktura, którą my nazywaliśmy kłosem. W Cyberpunku natomiast jeszcze dodatkowo unieliniowiliśmy całość i dodaliśmy dodatkowe wątki będące questami, które mogą się triggerować w najróżniejszych okolicznościach.

Te questy nigdy nie są liniowe. To jest taki system wewnętrzny, który my nazywamy systemem tokenowym i to on decyduje, w którym momencie gry przydzielić ci te questy. Ta gra ma najbardziej skomplikowaną strukturę, jaką kiedykolwiek zrobiliśmy.

Jeśli trudno Wam sobie to wyobrazić, Sasko nie omieszkał pozostawić tego bez komentarza, wyjaśniając, że to sama gra decyduje na podstawie naszego progresu to, jakie zadania otrzymamy. Chwilę później rzucił taką bombą:

W strukturze Cyberpunka mamy ten kłos, który stanowi centrum, główny wątek historii i dookoła niego są te wątki poboczne […]. Wątki poboczne powodują coś, czego nie zrobiliśmy wcześniej, a mianowicie modyfikują główny wątek — i to w taki sposób, że możesz w ogóle nie ukończyć głównego wątku, ale możesz skończyć grę i otrzymać zupełnie inne epilogi niż inny gracz.

Więcej Wiedźmina, niż myślicie

Jak możemy to interpretować? Sam rozumiem to tak, że Cyberpunk 2077 po prostu przejdzie się sam. Jednak nie w stylu ukrytego w grze licznika czasu, którego zakończenie odliczania sprawi, że gra dobiegnie końca, co będzie równoznaczne z tym, że więcej czasu spędziliśmy na graniu w Gwinta cyberpunkowych sprawach, dając ciała w tym, co najważniejsze. Widzę to tak, że nie tylko świat dookoła nas, ale też fabuła w Cyberpunku 2077 będzie żyła. 

Skąd ten wniosek? Z wcześniejszych informacji od CD Projekt Red. Już przy samych zapowiedziach była mowa o tym, że Cyberpunk 2077, to nie gra o ratowaniu świata. To gra o głównym bohaterze, którego próbujemy wciągnąć na szczyt tego nowoczesnego łańcucha pokarmowego… a przynajmniej nie dać go zabić. 

To akurat również coś, co ma wiele wspólnego z Wiedźminem, gdzie Geralt był czasem katalizatorem do rozwoju sytuacji na świecie. Z jednej strony był najważniejszą postacią, ale taką, która miała do powiedzenia w ważnych sprawach tyle, co Kikimora w świetle dnia. Po prostu śledziliśmy jego fascynującą, nietypową, ale w gruncie rzeczy niezbyt heroiczną na skalę Temerii, czy Nilfgaardu historię, na którą ten mógł od czasu do czasu wpływać i którą poznawaliśmy właśnie z jego perspektywy. 

W Cyberpunku 2077 CD Projekt Red ponownie zastosuje to podejście, potęgując je jednak znacznie większą dozą nieliniowością i czymś szczególnym – powiązaniem głównego wątku fabularnego z misjami pobocznymi. To zresztą ciekawe, bo według Sasko, deweloperzy skrócili wątek główny, przeznaczając „zaoszczędzony” czas na misje poboczne. Słusznie, patrząc po tak bardzo nagradzanym wątku Krwawego Barona i tego, że podobnego podejścia jeszcze nie doświadczyliśmy. 

Jak więc to będzie?

Idąc tym tropem (tutaj moje czyste spekulacje i co tu dużo mówić, myślenie życzeniowe), Redzi w Cyberpunku 2077 mogą sprawić, że my, jako V będziemy jedynie trybikiem w wielkiej maszynie. Trybikiem, który raz co raz będzie mógł wpłynąć na losy otaczającego go świata i megakorporacji w myśl ukończenia wątku fabularnego. 

Dokona jednak tego wyłącznie w ramach misji głównych, ale – tutaj robi się ciekawie – będzie mógł również pozostawić te kwestie innym, a dokładniej rzecz ujmując, postaciom niezależnym poprzez usuwanie przeszkód sprzed ich nóg. Tak przynajmniej zrozumiałem to ja, kiedy po raz pierwszy przeczytałem wzmiankę o tym, że „możesz w ogóle nie ukończyć głównego wątku, ale możesz skończyć grę”. 

Po chwili zastanowienia dopuściłem też inną alternatywę w stylu „pieprzę ten irytujący hologram Johnnego. Moje życie, moje cele”. Tego typu podejście wybrane przez gracza również będzie interesujące, bo sprowadzi się do całkowitego pominięcia głównego wątku i jednoczesnej realizacji innych celów pokroju stanięcia na czele jakiegoś gangu. 

Czy mogę się mylić? Oczywiście, ale tak to już jest, kiedy informacje na tak gorący temat nie wyczerpią go do końca, pozostawiając luki do uzupełnienia. Tak czy inaczej, świetnym uczuciem będzie sprawdzić to, co dokładnie miał na myśli Paweł Sasko, mówiąc, że Cyberpunka 2077 będzie można przejść bez ukończenia głównego wątku. Dowiemy się tego już 19 listopada… chyba że coś znów pójdzie nie tak.