WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ

Cyberpunk 2077 wpadnie we własną pułapkę. Chyba że…

Cyberpunk 2077 wpadnie we własną pułapkę. Chyba że…

Kolejne opóźnienie premiery Cyberpunka 2077, a więc jednej z najbardziej wyczekiwanych przez cały świat gry w historii, to kolejna okazja na stosowne przemyślenia. Tym razem uderzyło mnie coś nieoczekiwanego – pułapka, w jaką może wpaść ta produkcja polskiego CD Projekt Red.

Dla przypomnienia, Cyberpunk 2077 jest grą, która ma szansę odmienić gatunek RPG. Swoim poziomem zaawansowania, elastycznością świata oraz skomplikowaniem, rozbudowaniem i wreszcie dopracowaniem szeregu mniej lub bardziej znanych mechanik, ma stanowić wręcz Świętego Graala branży gier. Takie są przynajmniej oczekiwania i spekulacje po zapowiedziach twórców, co najlepiej oddaje pewna plotka.

Według niej Adam Badowski, szef studia CD Projekt Red, podczas rozpoczynania prac nad Cyberpunkiem 2077 przedstawiał projekt swojemu zespołowi, a na jednej z pomocniczych kartek, która akurat dotyczyła mechanik, miał napisane… wszystko. Nie, że „wszystko, wszystko”, a po prostu wszystkie mechaniki, jakie mogą wpaść Wam do głowy. W skrócie więc, ta gra będzie istną piaskownicą i połączeniem ze sobą wszystkich najlepszych rozwiązań znanych z gier. Oby tylko połączeniem w dobrym stylu i ze smakiem.

Nie ma miejsca na asy w kieszeni

Wyobraźcie sobie, że jesteście twórcami i chcecie, żeby ewentualni odbiorcy zapoznali się z Waszym dziełem w pełnej okazałości. Nie chcecie jednocześnie sprawić, żeby twór ten był prosty. Żeby wszystko było podawane każdemu na tacy i zabijało jakikolwiek przejaw zaangażowania intelektualnego.

Bez zaangażowania nawet na tej płaszczyźnie nie ma bowiem prawdziwej zabawy oraz imersji, ale gra nie jest znów wierszem czy obrazem, żeby nie dostarczała też solidnej porcji rozrywki. Nie umniejszając oczywiście radości płynącej z rozkładania sztuki na czynniki pierwsze.

Uznajmy, że tworzyliście grę i wreszcie udało Wam się stworzyć trudny i angażujący tytuł. Fajnie? Fajnie, ale na wysoką sprzedaż nie macie co liczyć, bo tak się składa, że po tego typu gry sięgają tylko nieliczni, a więc zapaleni, a nie niedzielni albo po prostu początkujący gracze. Ci szukają rozrywki. Nie zadania domowego po pracy, czy szkole. 

Wiecie już do czego dążę? Zapewne nie do końca, bo przy tym wszystkim warto zaznaczyć, że po to w grach tego typu są zaawansowane systemy walki. Są one po to, żeby tę rozgrywkę urozmaicić, a samą rozrywkę dawkować nam nawet między trudnymi wątkami fabularnymi. Dlatego właśnie o to się nie martwię, jeśli o Cyberpunku 2077 mowa. Martwię się o to, że przez ambicje twórców wielu graczy nie odczuje, jak świetna i skomplikowana będzie ta produkcja.

Łatwo i za rączkę

Dziś zaczynając zabawę w znakomitej większości gier RPG nie mamy szans na poznawanie ich na własną rękę. Nieustannie twórcy ciągną nas za rączkę znacznikami, a w najlepszym przypadku tworzą lokacje tak, żebyśmy wpadali na to, na co nie my, a oni chcą. Nie ma w tym jednak nic dziwnego. Dzięki temu rozwiązaniu niedzielni gracze czują się, jak ryba w wodzie, a deweloperzy… no cóż, poniekąd na siłę zaspokajają swoje ego, pokazując nam wszystko to, co dla nas przygotowali. Tak, abyśmy nie ominęli nawet najmniejszego szczegółu i nie narzekali na to, że gra nie jest rozbudowana.

W dzisiejszym świecie, gdzie konkurencja nigdy nie śpi, nie ma miejsca na skromność i minimalizm. Musimy dostawać pracę twórców i jej efekty pod sam nos, żeby zminimalizować szansę na to, abyśmy czasem nie pomyśleli, że inne studio zrobiło coś lepiej. Świetnie widać to choćby po Wiedźminie 3, w którym znaczniki odwalają prawie całą pracę w imię eksploracji i poznawania świata. Prawie, bo niektóre zadania i opowieści są stosownie ukryte.

Wiedźminowi 3 było jednak daleko do najlepszego scenariusza, a więc takiego, w którym to sam świat ukazuje nam interesujące miejsca. Wiatrak w oddali? Może coś ciekawego na nas w nim czeka. Dziwnie zrujnowana chatka i ślady potwora skierowane w stronę lasu, czy nawet krew na szlaku – takie elementy aż proszą się o to, aby je zbadać. Żadnego znacznika do tego nie potrzebujemy i wiecie co? Tak może wyglądać zabawa w Cyberpunku 2077.

Nie raz słyszeliśmy, że twórcy chcą zrobić z tego świata realistyczny twór, gdzie misje będą same pchać się nam w oczy i uszy, a nie sprowadzą się do pytajnika na mapie. Zresztą, według wywiadów, tych ma tak naprawdę zabraknąć, aby nadać całości jeszcze więcej naturalności. To może być problemem.

Za dużo chcieć, za mało dać 

Gracze są wybredni. Wiemy to od wielu lat, co przejawia się albo drastycznie różniącymi się opiniami między dziesiątkami krytyków, a tysiącami graczy, chętnych wyrazić swoją opinię. Jest to dosyć zrozumiałe, co potwierdzają nierzadko opinie filmów.

Niektóre dzieła krytycy zachwalają wniebogłosy, a zwyczajni ludzie oceniają na najniższe noty. Różnica doświadczenia i spostrzegawczości? Zapewne tak, ale dziś nie o tym, czy krytycy powinni wyrażać swoje zdanie pod czujnym okiem, czy starać się oceniać dzieło przez pryzmat swoich, nierzadko niespecjalnie jednomyślnych odbiorców. 

Po premierze Cyberpunka 2077 może więc skończyć się na tym, że jedni tę grę pokochają, a drudzy solidnie się nią zawiodą. Powód? Dwa odmienne podejścia co do jej konsumowania. Ci, którzy zdecydują, że ta produkcja jest miałka – choć nie mówię, że tylko tacy – mogą po prostu nie ogarnąć wszystkiego, co dostaną i tak, wiem jak to brzmi.

Nie raz spotkaliśmy się z ostatnią linią obrony twórcy przed krytykami w stylu „bo nie rozumiecie!”, od której aż przechodzą mnie ciarki, ale gdybym usłyszał takie coś od CD Projekt Red, wcale by mnie to nie zdziwiło. Zwłaszcza gdybym sam zaznajomił się z tą grą na wylot i rozmawiał z kimś, kto nawet nie postarał się przyjąć jej w pełnej okazałości.

Przed tym Cyberpunka da się uchronić

Umówmy się jednak – pułapka zaawansowania i realizmu, w jaką celuje Cyberpunk 2077, to sprawa łatwa do rozwiązania. Wystarczy, że CD Projekt Red raz jeszcze wyjdzie naprzeciw naszych wymagań i przygotuje dwa tryby gry. Jeden dla tych, którzy albo nie mają czasu, albo zwyczajnie chęci na poznawanie gry na własną rękę i jeden dla tych, którzy w Cyberpunku 2077 chcą się zanurzyć bez reszty. Zmiany w tym trybie sprowadzą się po prostu do częstszego zjawiska prowadzenia graczy za rączkę tak, aby nic ich nie ominęło. 

A co Wy sądzicie na ten temat? Śmiało dawajcie znać w komentarzach poniżej.