WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Czy dbanie o temperaturę dysków SSD naprawdę je niszczy?

Doszły Was plotki, że chłodzenie dysków SSD tak naprawdę skraca ich żywotność? Jeśli tak, szykujcie się do lektury.

Dyski półprzewodnikowe, to już codzienność

Jako że dyski SSD zadomowiły się już na rynku całkiem godnie, oferując sporą pojemność w niskiej cenie (nie to, co przed kilkoma laty), a na dodatek zaczęły osiągać nowe poziomy wydajności za sprawą protokołu NVMe, a ostatnio nawet interfejsu PCIe 4.0, to warto zadbać o odpowiednią dawkę wiedzy na ich temat. Kwestia temperatury dysków SSD jest z kolei częścią tej dbałości.

Technologia półprzewodnikowa i struktura dysków SSD uwolniła nasze komputerowe magazyny danych od przepastnych talerzy magnetycznych i usadowionych na nich głowic. Kiedy coś od nich żądamy, impuls elektryczny wychodzący z kontrolera do określonej komórki pamięci ma to na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu nie musi bawić się w ustawianie głowicy nad talerzem, który zresztą musi się nieustannie obracać.

Wynik tej zmiany? Dosłownie przeskoczenie fizycznego ograniczenia, wpływającego na wydajność dysków. Mogliście jednak słyszeć, że tam gdzie ruch, tam też temperatura. Dlaczego więc dopiero teraz rola temperatury naszych dysków zyskała nowe światło w reflektorach, kiedy SSD nie ma żadnych ruchomych części? Odpowiedzią są elektrony, ale o tym dopiero za chwilę.

Budowa dysku SSD

Zwykle pod 3,5-calową obudową albo po prostu na laminacie SSD na M.2 znajdują się głównie kości pamięci, zarządzający nimi kontroler oraz pamięć podręczna DRAM. Ten drugi układ, to nasz bohater, jako że odpowiada za mechanizm zapisu i odczytu danych, ale wszystkie te trzy elementy bezpośrednio określają pojemność i prędkości wszystkich dysków SSD.

Podrzucając analogiczny przykład dysków talerzowych, w nich rolę kości pamięci odgrywają nieustannie obracające się talerze, z których informacje odczytuje i zapisuje fizycznie zmieniająca swoje położenie głowica, czyli swojego rodzaju odpowiednik kontrolera SSD. Pomimo tego, że ilość talerzy może rosnąć (co skutkuje jedynie większą pojemnością), to obsługujący je zestaw mechanicznych głowic będzie mógł skupić się z pełną wydajnością wyłącznie na jednym zadaniu.

Sprawa ma się całkowicie inaczej w przypadku dysków SSD. Obecny tam kontroler może zapisywać i odczytywać dane równocześnie z kilku kości pamięci, które właśnie określają dostępne miejsce. To swoją drogą sprawia, że im więcej kości producent wpakuje na laminat, tym większą wydajność w określonych zadaniach zaoferuje dysk. Oczywiście o ile zaimplementowany kontroler będzie w stanie obsłużyć wszystkie z nich. Dlatego jest tak kluczowy.

Działanie dysku SSD

Jako że już wiecie, że SSD i HDD, to dwa różne światy, to może chcecie wiedzieć, jak ten nasz istny wybawca od długich czasów ładowania gier po prostu działa? Odpowiedzią na to są wspomniane ładunki elektryczne, a dokładniej mówiąc, elektrony, które nieustannie przepływają przez układy na SSD. Ważne do odnotowania jest to, że te elektrony poruszają się łatwiej w wyższych temperaturach.

Prąd, to przecież prąd, a budujące dyski SSD krzemowe układy, to wcale nie niezniszczalne małe płytki. Tak naprawdę posiadają swoją wytrzymałość, którą obniża każda kolejna operacja zapisu. Można więc dojść do wniosku, że im łatwiej elektrony mogą przepływać przez te układy, tym dłużej będzie nam służył nowy dysk.

Tak przynajmniej uważa spora część ludzi, która w ostatnich czasach zaczęła powtarzać to, że chłodząc dyski SSD, tak naprawdę skracamy ich żywotność, utrudniając przepływ elektronów. Na szczęście sprawą zajęły się wielkie głowy z branży na czele z kanałem Techquickie. Odpowiadając tym samym w skrócie – nie, chłodzenie SSD nie wpływa negatywnie na jego żywotność.

Ba, jego niższa temperatura jest tak naprawdę korzystna, ze względu na to, że właśnie utrudnia przemieszczanie się elektronów po kościach pamięci, zmniejszając ryzyko na utratę danych. Finalnie jedyne, o co warto zadbać, to o utrzymanie temperatury dysku w widełkach zalecanych przez producenta, które zwykle sięgają od 0 do 70 stopni Celsjusza.

Doświadczenia testera

Z własnego doświadczenia i zwyczajnego rozsądku, wnoszę, że Wy, drodzy czytelnicy, problemu z niskimi temperaturami nie macie, a jedyne co może Was dręczyć, to właśnie te wysokie, które dyski mogą osiągać przy obciążeniu.

Dla pocieszenia – te na interfejs SATA przez swoją niską wydajność naprawdę trudno rozgrzać, ale kiedy w grę wchodzą dyski na PCIe 3.0, a zwłaszcza PCIe 4.0, wtedy chłodzenie może być miłym dodatkiem.

W przeprowadzonych przeze mnie testach rzadkością jest wprawdzie osiąganie przez dysk zbyt wysokich temperatur, ale zdarza się to. Wtedy jednak dysk nie wybucha, nie niszczy plików, a jedynie obniża swoją wydajność tak, jakby schłodzić się pod obciążeniem.

Innymi słowy, zachodzi wtedy zjawisko thermal-throttlingu, ale na szczęście chłodzenia dysków są zintegrowane na wielu modelach, same w sobie są tanie, a w wielu przypadkach nie będziecie ich nawet potrzebować przez dołączaną do wielu płyt głównych osłonę na chipset i dyski M.2, które znacząco poprawiają chłodzenie przy nawet słabo wentylowanych obudowach.