Niewielu z was wie, że prócz publikowania tutaj, prowadzę również własnego bloga. Podróżniczego. Skupiam się w nim na atrakcyjnych miejscach w Polsce i takich przyciągających uwagę. Zwiedzając ostatnio jeden z renesansowych pałaców na Lubelszczyźnie, zwróciłem uwagę, czemu dziś turyści zachwycają się wnętrzami czy zwykłymi przedmiotami życia codziennego.

One zwyczajnie mają duszę

Serio! Pójdźcie do dowolnego muzeum czy nawet fabryki z epoki przemysłu. Maszyny, których na co dzień zwykły obywatel nie oglądał były niczym małe dzieła sztuki. W dowolnym pałacu znajdziecie łyżeczki, kubki czy stoły pięknie rzeźbione pełne detali. Taki design nie dotyczył wyłącznie ludzi wysoko urodzonych. Przejdźcie się rynkami swoich miast i odszukajcie kamienice sprzed 100 lat, które dosłownie powalają malunkami czy dekoracjami. Tego nie da się powiedzieć o dzisiejszej technice.

Nuda i brzydota

Problem najbardziej widoczny jest w obecnie najpopularniejszej gałęzi rynku tech. Mowa oczywiście o telefonach komórkowych, które nie wyróżniają się między sobą kompletnie niczym. Sprzętowo kolejne modele są niczym kopiuj-wklej. Różnią się detalami i chociaż my, siedzący w temacie potrafimy je odróżnić, tak typowy pan Andrzej idący do operatora nie ma pojęcia co siedzi w środku. Nie to jest jednak najgorsze, a fakt, iż wszystko jest do siebie łudząco podobne. W tym roku prawie każdy telefon wygląda tak samo – notch, bródka na dole, dwa aparaty z tyłu (koniecznie pionowe), szkło z obydwu stron i aluminiowa ramka. Są jeszcze ostatnie bastiony, które się przed tym bronią (np. Samsung), ale już taki np. LG w nadchodzącym modelu V40 ewidentnie tę obronę sobie odpuścił.

Designerski szajs niestety rozlewa się na pozostałe kategorie sprzętowe. Dziś znalezienie lodówki w kolorze innym niż stal lub biel stanowi wyzwanie. Telewizor rozróżnisz tylko dlatego, że gdzieś tam na dole ramki widnieje logo producenta. O sprzęcie AGD nawet nie będę wspominał.

To straszne. A najbardziej stracimy my.

Jestem przekonany, że większość z was nawet nie zwróciła na to uwagi. Jesteśmy przyzwyczajeni do masówki – dlatego tak wielkie zainteresowanie świętują np. Ikea, Coca Cola czy choćby sklep z pierdołami typu Tiger. Ludzie chcą mieć to, co mają wszyscy – a skoro tak jest, to producent nie musi się starać. Wystarczy, że raz na kilka lat wprowadzi nowy kolor „twilight” swojej tylnej obudowy (Vide Huawei P20 Pro) by każdy rzucał pieniędzmi w ekran i krzyczał: Innowacja!

Smutno mi się robi, gdy na polskim, branżowym portalu czytam, że Huawei Mate będzie miał aparaty ułożone w kwadrat i będzie to duża odmiana. Naprawdę satysfakcjonują nas tak banalne rzeczy? Jeszcze 10 lat temu śmialiśmy się, że producenci przykładają stary produkt w nowe opakowanie i próbują nam to sprzedać. Dzisiaj społeczeństwo nie tylko się nie oburza, ale traktuje to wręcz jako generacyjną zmianę.

Ja mam tego dość.

Od lat w swoim domu staram się otaczać produktami się wyróżniającymi. I tak jak nie kupuje mebli w sieciowych sklepach, ubrania kupuje od mniejszych, mniej oczywistych producentów, tak i elektronikę dobieram bardzo skrupulatnie. Nie dlatego, że nie lubię mieć tego, co wszyscy, ale właśnie dlatego, że to są przedmioty z których korzystam na co dzień. Rzeczy, z których korzystanie chcę czerpać przyjemność i mają mi dawać satysfakcję. Także samo ich oglądanie. A do takich przemyślanych zakupów zachęcam i was. Nie bądźcie jak każdy.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!