WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Moto

Elektryczny supersamochód Nathalie z imponującym zasięgiem okupionym emisją CO2

Elektryczny supersamochód Nathalie od Rolanda Gumperta w formie jednorazowego konceptu nie jest taki „eko”, na jakiego wygląda. Wszystko przez chęć osiągnięcia imponującego zasięgu przy jednorazowym odwiedzeniu stacji…

Zacznijmy może od tego, że wyglądający praktycznie jak brat Nissana GT-R, model Nathalie jest 2-drzwiowym sportowym coupe z elektrycznym silnikiem przypisanym do każdego koła o łącznej mocy 800 koni mechanicznych. Właśnie to zapewnia mu miano supersamochodu, co jest potwierdzane przez samą prędkość maksymalną rzędu 306 km/h. Jednak są to jedynie perypetie Nathalie, ponieważ to, co najważniejsze, sprowadza się do zasilania.

Gumpert postawił bowiem na ogniwa paliwowe wypełnione metanolem, który jest sprzedawany za 1/3 ceny benzyny, jest łatwiejszy do opanowania i ponadto może zostać zatankowany do pełna (w przypadku samochodu Nathalie) w zaledwie trzy minuty. Następnie obecne na pokładzie układy rozpoczynają jego spalanie w prostej reakcji chemicznej, która z kolei ma zapewniać stałą moc ładowania 5 kW na akumulator.

To z kolei ma się przekładać na zasięg ponad 850 kilometrów przy utrzymywaniu prędkości 80 km/h. Największe problemy? Tych jest sporo, bo choć takie rozwiązanie przyśpiesza ładowanie samochodu i pozwala na dłuższe podróże, to wiąże się z ryzykiem braku odpowiedniej stacji na drodze, jest raczej nieefektywne w zapewnianiu stałej mocy (5 kW dostarczanych na bieżąco do 600 kW silników raczej nie przejdzie), a na dodatek wspomniana reakcja chemiczna i tak wytwarza CO2, z którego emisją elektryczne samochody powinny przecież walczyć.

Finalnie więc Nathalie jest jedynie pokazem. Pokazem opierania się na metanolu (wodór jest pod tym kątem znacznie lepszy), który nie ma specjalnie podejścia do zagrożenia wodzącym elektrycznym samochodom.

Czytaj też: Następny Lamborghini Aventador z wolnossącą hybrydową V12 i superkondensatorami

Źródło: New Atlas