Na serwis Marka Zuckerberga wciąż spadają gromy po aferze związanej z Cambridge Analytica. Tymczasem w powietrzu unosi się zapach kolejnego skandalu.

Każdy, kto ma w sobie trochę zdroworozsądkowego myślenia, mógł się spodziewać, że serwis zbierający dane dotyczące naszego prywatnego życia nie musi ich wykorzystywać w całkowicie czysty sposób. Regularnie na światło dzienne wychodzą jednak afery związane z kolejnymi wyciekami. Niektóre wynikają ze słabości zabezpieczeń strony, inne wiążą się z celowym działaniem osób odpowiedzialnych za zarządzanie Facebookiem. Jak echo powraca sprawa wycieku danych ok. 87 milionów użytkowników, które trafiły między innymi do powiązanych z Kremlem środowisk.

Minęło zaledwie kilka dni od nałożenia kary w związku ze wspomnianym Cambridge Analytica, podczas gdy w sieci znowu zawrzało. Chodzi o rozszerzenie do przeglądarki Chrome, które pozwalało marketerom zdobywać poufne informacje dotyczące członków zamkniętych grup. W tym przypadku sprawa jest szczególnie delikatna, bo użytkownicy wymieniali się informacjami dotyczącymi nowotworów, na które chorują.

Problem odkryła jedna z moderatorek, Andrea Downing, która zauważyła, że wtyczka Grouply.io kolekcjonowała dane ponad dziewięciu tysięcy użytkowników. Należały do nich m.in. lokalizacje, miejsca pracy, adresy e-mail i inne informacje dotyczące życia prywatnego. Przedstawiciel Facebooka przyznał, że problem faktycznie istniał, jednak udało się go rozwiązać, ponieważ rozszerzenie zostało wyłączone.

[Źródło i grafika: engadget.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!