Po wielkich zapowiedziach sprzed wielu tygodni EVGA wreszcie wrzuciła na rynek swoje arcydzieło w postaci najmocniejszej obecnie karty graficznej na rynku w możliwie najlepszym wydaniu. Poznajcie równie drogą, co wydajną – EVGA GeForce RTX 2080 Ti KINGPIN.

Za jej stworzenie odpowiada overclocker KINGPIN, który już wcześniej zasilał szeregi EVGA, wypuszczając swoje autorskie wersje kart graficznych. Pod kątem chłodzenia sprawa została rozwiązana wręcz po mistrzowsku, bo podczas gdy zamknięty obieg wodny z idealnym (bo fabrycznym) dopasowaniem zajmuje się chłodzeniem samego rdzenia graficznego i układów pamięci VRAM, dedykowany miedziany radiator z 100 mm wentylatorem zajmuje się odprowadzaniem ciepła z sekcji zasilania. Z kolei ciecz chłodzona jest przez 240 mm chłodnicę z dwoma wentylatorami nastawionymi na jak największy przepływ powietrza.

W kwestii PCB postawiono również na autorską konstrukcję stworzoną przez specjalistę Illya Tin Tsmenko, który postawił na 12-warstwową konstrukcję z połączeniami minimalizującymi jakąkolwiek interferencje. Po stronie wspomnianej sekcji zasilania jest z kolei układ 16+3 faz z możliwie najlepszych materiałów oferowanych przez rynek, co jest słuszne ze względu na obecność nie dwóch, a trzech 8-pinowych złączy zasilania. Całość dopełniają trzy ustawienia BIOS, wyświetlacz OLED na górze pokazujący domyślnie diagnostyczne szczegóły.

Po stronie zegarów mamy z kolei śmieszną wartość, bo wynoszącą zaledwie 1770 MHz w trybie boost (przy nietkniętych 14 Gb/s pamięci), ale umówmy się – ktoś, kto kupuje taką kartę nawet nie chce, żeby producent odwalił za niego robotę przy podkręcaniu. Zwłaszcza że za taką przyjemność będzie zmuszony wyłożyć aż 1900$ z kieszeni.

Czytaj też: Ostatnie ogłoszenie wyników sprzedażowych kart Nvidia Turing jest wręcz śmieszne

Źródło: EVGA

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!