Haker twierdzi, że wykradł prywatne dane kilkuset milionów użytkowników Twittera

Kontrowersje wokół Twittera nie cichną odkąd, Elon Musk przejął serwis. Tym razem jednak nie chodzi o pomysły ekscentrycznego miliardera, a o rzekomy wyciek danych użytkowników platformy.

Od tygodni wydaje się, że jesteśmy świadkami upadku Twittera

Wygląda na to, że z Twitterem jednak może być gorzej. Tym razem użytkownicy mogą czuć się zagrożeni, jednak nie przez pomysły Muska, bo pewien haker twierdzi, że wszedł w posiadanie poufnych informacji o 400 mln użytkowników. Do ich przechwycenia doszło w 2012 roku, więc nie jest to wina zmiany właściciela serwisu. Z tego, co wiadomo, dane przechwycono, wykorzystując nadużycie (naprawionej już) luki w interfejsie API.

Haker ukrywający się pod pseudonimem „Ryushi” zaoferował już Muskowi możliwość wykupienia danych za 200 tys. dolarów, twierdząc, że jest to o wiele lepsza opcja, niż konieczność zapłacenia kary za naruszenie RODO.

Najlepszą opcją, aby uniknąć płacenia 276 milionów USD grzywny za naruszenie RODO, tak jak zrobił to Facebook (z powodu wycieku danych 533 milionów użytkowników), jest zakup wyłącznie tych danych… po tym usunę ten wątek i będę nie sprzedawać ponownie tych danych

– napisał na forum hakerskim Breached.

Na potwierdzenie, że faktycznie posiada poufne informacje, udostępnił próbkę, w której znalazły się takie poufne dane, jak adresy e-mail, nazwy użytkowników czy nawet numery telefonów. Mowa nie tylko o zwykłych użytkownikach, ale też o celebrytach. Haker zapowiedział jednak, że jeśli Musk nie zechce ich wykupić, to może je sprzedać komukolwiek za 60 tys. dolarów.