WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Publicystyka

Dlaczego gram w Heroes of the Storm, choć daleko mu do króla gier MOBA?

Jest taka jedna MOBA, do której powracam regularnie, choć niekoniecznie są to powroty na specjalnie długo. HotS, czyli Heroes of the Storm Blizzarda, to taka moja bezpieczna growa przystań, która zawsze przyjmie mnie z otwartymi ramionami. Jednak czy jest to zawsze na wskroś przyjemne powitanie?

Słusznie możecie zadać pytanie „po co wspominać o 5-letniej grze i to w dodatku MOBA”, kiedy można sięgnąć po całe mnóstwo nowszych tytułów? Odpowiedź jest jednak prosta – Heroes of the Storm jest darmową sieciówką zorientowaną na realizację, która wpisuje się w pewną dziwaczną niszę. Mi pozostaje więc tlić w głębi duszy nadzieję, że część z Was właśnie takiego czegoś poszukuje, a jeśli nie, to że przynajmniej zaciekawi Was moja opinia na temat tej produkcji. 

Heroes of the Storm zalicza drewnianą rocznicę

W obecnym roku HotS doczekał się swojego pięciolecia na rynku, kiedy to w czerwcu 2015 roku oficjalnie zadebiutował, kończąc kilkumiesięczny okres testowy. Do tego czasu wiele się działo. Oj wiele, ale z tych najnowszych, choć i tak niespecjalnie licznych wiadomości najważniejsza sięga końca 2018 roku i dotyczy tego, że grą zajmuje się już mniejszy zespół deweloperów, co bezpośrednio przekłada się na częstotliwość aktualizacji i wprowadzanych nowości. HotS jest jednak nadal rozwijany, a zamknięcie jego serwerów zapewne nigdy nie nastanie. 

Szczerze mówiąc, to uszczuplenie i rzadsze aktualizacje niespecjalnie mi przeszkadzają, a nawet są na rękę, bo przy powrotach jakoś wszystko łatwiej ogarnąć, jako że zmiany są zwykle nieliczne. Ot, najczęstszą nowością jest kolejny bohater, podczas gdy modyfikacje związane z rozrywką, to już rzadkość. To jednak największy problem tej gry, która – odkąd tak naprawdę pamiętam – nie radzi sobie z systemem dobierania graczy w szybkich rozrywkach. 

Obecnie wpływają na to zapewne dwa główne czynniki: brak solidnej grupy graczy oraz spartaczony podział bohaterów, który w nowym wydaniu mam wrażenie, że zamieszał za bardzo. Przez to weteranów Heroes of the Storm nie dziwią już nawet totalnie nierówne składy drużyn pod kątem samych bohaterów, czy różnice setek poziomów między niektórymi graczami. Balans w matchmakingu, to zdecydowanie największa bolączka tej produkcji, ale twórcy już nas do tego przyzwyczaili. Na szczęście trudno o bohaterów znacznie mocniejszych od innych.

Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że dla doświadczonych zabawa w HotSa rozpoczyna się już na ekranie ładowania, gdzie sam pogląd postaci nasuwa odpowiedź na to, kto wygra. Oczywiście na przykładowo 10 rozegranych gier trafi się kilka, w których drużyny wydają się zbalansowane, ale częściej witają nas dwa zestawy po pięć postaci, wywołujące tylko delikatny uśmiech politowania na twarzy. Rozwiązanie? Tryb rankingowy, ale sam stronię od niego, nie chcąc niszczyć zabawy innym, biorącym grę bardziej na poważnie. 

To, co w Heroes of the Storm jest najlepsze

Już w dniu debiutu HotS był spóźniony na boom, jaki rozgorzał z grami MOBA przez popularność League of Legends, czy DOTA 2. Mam jednak podejrzenia, że Blizzard miał to głęboko i był pewny, że renoma studia i połączenie ze sobą największych uniwersów w historii gier, czyli Warcrafta, Starcrafta i Diablo, a później również Overwatcha przyniesie pożądany skutek. Jak dla mnie studio nie myliło się, bo taka synergia ze sobą najbardziej znanych postaci z tych różnych światów jest czymś unikalnym, co fanów gier Blizzarda z pewnością przyciąga bez reszty.

Heroes of the Storm dla mnie, jako dawnego, ale wieloletniego gracza LoLa, jest zdecydowanie wyjątkowy, a ta wyjątkowość objawia się w samych mechanikach gry. Jest to MOBA stworzona bardziej pod casualowego gracza, który łatwo odnajdzie się na wielu mapach za sterami przeróżnych bohaterów i wpływa na to kilka rzeczy.

Po pierwsze, trudno w tej MOBie o ostry przejaw podejścia easy-to-learn hard-to-master, bo tak naprawdę osiągnięcie perfekcji w graniu daną postacią, to już poziom zarezerwowany dla topowych graczy, a nie wszystkich, którzy chcą po prostu pograć. Nawet tych, którzy postarali się w kwestii opanowywania bohaterów, trudno tak naprawdę dostrzec (z kilkoma wyjątkami), bo HotS skupia się bardziej na drużynie, niż pojedynczych perełkach, które mogą w pojedynkę uciągnąć rozrywkę. Widać to zwłaszcza przez współdzielenie doświadczenia ze swoimi sprzymierzeńcami i brak gotówki oraz sklepu w grze. Tę rolę przejęły talenty zdobywane na poszczególnych poziomach.

Tego typu poleganie na drużynie oczywiście budzi obawy związane z tym, czy aby na pewno można czerpać z gry przyjemność, kiedy ktoś kompletnie nie ogarnia albo zwyczajnie trolluje, ale co ciekawe, Heroes of the Storm jest praktycznie pozbawiony tego typu graczy. Społeczność w tej produkcji jest zwyczajnie miła i traktuje grę na luzie, co widać nawet w chwilach sromotnych porażek. Pod tym kątem w porównaniu do wspomnianego przeze mnie LoLa, to jak zestawienie nieba i piekła. 

Czy warto dać szansę Heroes of the Storm?

Z HotSem sprawa jest dla mnie prosta – jeśli zakochaliście się kiedyś w uniwersach Blizzarda, samo granie kultowymi postaciami będzie wystarczająco zachęcające, a jeśli na dodatek poszukujecie czegoś do niedzielnego grania zwłaszcza ze znajomymi, to będzie to strzał w dziesiątkę. 

Do tej gry jednak łatwo się zrazić i byłem tego świadkiem w kilku przypadkach, w których nawet amatorzy gier MOBA dawali sobie spokój, bo inne tytuły z tego gatunku przyzwyczaiły ich do czegoś nowego. To dobrze, bo jasno potwierdza to unikalność produkcji, ale z drugiej na przykładzie moich znajomych, którzy do produkcji bezskutecznie próbowali się przekonać, mogę wysnuć wniosek, że Heroes of the Storm nie ma „tego czegoś”, co zachęca do dłuższej zabawy. No cóż… może nawet moja opowieść na jej temat jest skażona zbyt dużą dawką sentymentu?