Jak istotne są respiratory w leczeniu zakażonych koronawirusem?

Wraz z rozwojem pandemii SARS-CoV-2 pojawiało się coraz więcej obaw co do liczby dostępnych respiratorów. I choć urządzenia te wydają się pomocne w walce z koronawirusem, to lekarze zastępują je różnymi sposobami.

Pomimo, że intubowanie pacjentów jest poważnym zabiegiem, to w wielu przypadkach okazuje się to jedyną dającą szanse na przeżycie opcją. Nic więc dziwnego, iż wiele osób korzysta z ograniczonej ilości respiratorów. Z dotychczasowych badań wynika jednak, że ponad połowa takich pacjentów nie przeżywa. Być może więc respiratory nie są aż tak skuteczne. Poza tym lekarze znaleźli sposoby na wspomaganie chorych innymi metodami.

Dr Sohan Japa sądzi, że maski oddechowe stosowane przy bezdechu sennym zdają egzamin. Ich podłączanie jest znacznie łatwiejsze niż w przypadku respiratorów, a pacjenci pozostają przytomni. Jeśli nasycenie krwi tlenem utrzymuje się w przedziale 95%-100% to wszystko jest w porządku. Kiedy jednak ta wartość osiągnie 93% bądź mniej, jest to sygnał do działania. Najpierw do akcji wkraczają wspomniane maski – jeśli sytuacja nadal się pogarsza, to dopiero wtedy lekarze decydują o wykorzystaniu respiratorów.

Czytaj też: Lekarze nie rozumieją reakcji immunologicznej u zakażonych koronawirusem

Co więcej, naukowcy zaobserwowali, że pacjenci z niskim natlenieniem krwi (i jednoczesnym niewielkim lub zerowym uszkodzeniem narządów) mogą ponieść więcej strat aniżeli korzyści po podłączeniu do respiratorów. Okazuje się wręcz, że w niektórych przypadkach wykorzystanie tego typu urządzeń doprowadziło do uszkodzeń, które normalnie by nie wystąpiły.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News