Karcianka Artifact… zaraz, jaka karcianka? Też zapomnieliście o jej istnieniu?

Valve zrób grę! Robicie już tylko Steama! Valve wróć do robienia gier! No, to wrócili. A dziś mało kto już pamięta o ich grze. Artifact, które zadebiutowało 28 listopada 2018 roku miało być konkurencją dla potężnego Hearthstone. Gra miała mieć swoje lore, a autorzy pracowali nad nią tyle czasu, że wydawało się, że wszystko mają już dokładnie przemyślane. Cóż, wydawało się.

Czytaj też: Dlaczego Mortal Kombat 11 na telefony korzysta z nowszego silnika niż gra na konsole i PC?

Już na początku dziwiono się, że tytuł ten będzie płatny. Dwadzieścia dolarów za dostęp do takiej gry? Gracze już wtedy pukali się w głowę, wróżąc porażkę. No, ale dalej mogło się wydawać, że Valve wie, co robi. Jak się okazuje… chyba nie wiedziało. Tytuł bardzo szybko zaczął umierać, a gracze narzekali na balans i to, że za taką produkcję trzeba w ogóle płacić. Jeszcze żeby to był koniec wydatków. Karty w grze również trochę kosztowały, więc ostatecznie mogliśmy na start wydać pieniędzy, jak za tytuł AAA.

Potem nadszedł styczeń. Liczba graczy spadła o… uwaga… 97,5%. Oznaczało to, że w tytuł, który miał wyznaczać standardy na rynku karcianek grało już tylko (w porywach) 1500 osób. Valve nie zamierzało się poddawać i wypuściło jeszcze dwie aktualizacje. 18 stycznia naprawiono drobne błędy i skrócono animację, aby rozgrywka była szybsza. 28 stycznia za to dodano kilka opcji w trybie turniejowym i zmniejszono opłaty za karty.

To miał jednak nie być koniec zmian. Konto Artifact na Twitterze 10 grudnia mówiło jeszcze o dalszym rozwoju gry. 21 grudnia zamilkło już na zawsze… Co teraz? Co dalej z grą? Najgorsze jest to, że właśnie… nie wiadomo. Nie ma nowych aktualizacji, a Valve mimo tego, że pozostali fani bombardują ich pytaniami o grę – milczy. Z drugiej strony ciężko się dziwić. Valve może nawet nie widzieć głosu swojej „społeczności”, która od stycznia zmniejszyła się do rozmiarów 500 osób. Auć.

Zachowanie Valve może wskazywać na dwie rzeczy. Po pierwsze, firma totalnie olała grę i czeka na to, aż przestanie ona zupełnie zarabiać. Wtedy serwery zostaną zamknięte, a za kilka lat Valve będzie udawało, że taki tytuł nigdy nie istniał. Druga opcja, w którą wierzę najbardziej, to to, że producent ostro wziął się za przebudowę gry i zamienia ją w darmowy tytuł. Brak komunikacji z fanami może wskazywać na to, że po prostu firma nie ma im aktualnie nic do zaoferowania, bo po co rozwijać coś, co wkrótce by umarło. A informacje o kolejnych „poprawkach błędów” wyglądałyby chyba dla pozostałych fanów jeszcze gorzej, niż milczenie.

Czytaj też: Supergiant Games zadowolone z istnienia Epic Games Store – jakie plusy widzą twórcy Hadesa?

Źródło: kotaku.com 

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej