Trwająca w Kalifornii od czterech lat susza staje się coraz poważniejszym problemem dla tego stanu. Zaledwie parę dni temu miejscowe władze ogłosiły zwiększenie restrykcji dotyczących zużycia wody w rejonie. Kolejne wieści są jeszcze bardziej niepokojące.

Wydobycie ropy wiąże się z degradacją środowiska naturalnego. Produkcja niecałych czterech litrów paliwa przyczynia się do zanieczyszczanie prawie czterdziestu litrów wody. Firmy takie jak Chevron nie tylko znalazły patent na legalne pozbywanie się ścieków, ale również zarabiają na tym pieniądze. Każdego dnia wodociągi transportują miliony litrów wody otrzymanej z ekstrakcji ropy do miejscowych farm.

Choć nie jest to nowa praktyka, w czasie suszy takie działania mogą doprowadzić do ekologicznej katastrofy. Słona woda, niewymieszana ze słodką, powoduje jałowienie już i tak mocno zasolonej gleby. Kolejnym problemem jest obecność metali ciężkich i innych szkodliwych substancji, które mogą przedostać się do produkowanego w gospodarstwach jedzenia.

Rozwiązaniem problemu może być tylko i wyłącznie padający deszcz. Opady spowodują oczyszczenie i nawodnienie gleby oraz pozwolą farmerom rezygnować z awaryjnych dostaw wody od kompani naftowych. Naukowcy przekonują, że hodowane w Kalifornii owoce i warzywa nie stanowią zagrożenia dla zdrowia ludzi, jednak są zgodni co do negatywnego wpływu zasolonej wody na stan pól.

Źródło: gizmodo.com

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej