Koncerty w dobie koronawirusa są możliwe. Jak radzą sobie z nimi organizatorzy?

pandemia

Wczoraj wieczorem brytyjski wokalista i kompozytor Sam Fender zagrał pierwszy publiczny koncert na terenie Anglii od początku pandemii. Członkowie rodziny oraz małożonkowie przebywali razem na specjalnych, oddzielnych platformach.

Łącznie w wydarzeniu wzięło udział 2500 fanów, którzy zajęli miejsca na pięciuset stanowiskach. W Newcastle ma się odbyć seria tego typu koncertów, a tego typu organizacja ma zarówno swoje plusy jak i minusy. Jak wiele miejsca potrzeba, żeby w ogóle zorganizować taką atrakcję i czy takie rozwiązanie jest możliwe do zrealizowania na dłuższą metę?

Autor tych rozważań wziął pod uwagę Chicago Theatre mieszczący 3600 osób. Powierzchnia tego budynku to ok. 10 tysięcy metrów kwadratowych, z czego teatr zajmuje mniej więcej jej połowę. Gdyby 3600 ludzi miało zająć 5 tysięcy metrów kwadratowych, każda z tych osób miałaby mniej niż 1,5 metra kwadratowego do dyspozycji. Jest to, cóż… dość mało. Gdyby jednak w Chicago Theatre zachować te same proporcje, co w Newcastle (500 stanowisk na 2500 ludzi), to w Stanach oznaczałoby to 720 platform.

Czytaj też: Wyniki Play w górę pomimo pandemii i zamkniętych salonów

w ten sposób każdy z uczestników zyskałby ok. 6,5 metra kwadratowego, co stanowi całkiem komfortową powierzchnię. Problem może stanowić jednak kwestia logistyki na takim obszarze, ponieważ goście mogą np. korzystać z toalet czy chwilowo opuszczać swoje platformy. Poza tym należy również pamiętać o bezpieczeństwie, m.in. w kontekście pożarów.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News