Reklama

San Francisco szybko zdjęło obostrzenia związane z „hiszpanką”. Konsekwencje były poważne

hiszpanka, grypa

21 listopada 1918 roku mieszkańcy San Francisco zebrali się na ulicach, świętując nie tylko koniec I wojny światowej, ale także zniesienie ograniczeń związanych z ówczesną pandemią.

Alex Navarro z Uniwersytetu Michigan szczegółowo opisał historię pandemii grypy w latach 1918-19 w 43 miastach Stanów Zjednoczonych. Stwierdził, że urzędnicy często działali wtedy szybko, ale ograniczenia łagodzono w różnym stopniu.

Czytaj też: Obiecująca szczepionka na koronawirusa wchodzi w kolejną fazę testów

Pierwszy przypadek zachorowania na „hiszpankę” wykryto w San Francisco we wrześniu 1918. Do połowy października liczba zachorowań wzrosła ze 169 do 2000 w ciągu jednego tygodnia. Jeszcze w tym samym miesiącu burmistrz James Rolph wprowadził praktyki związnae z dystansowaniem społecznym, a następnie omówił praktyki związane z zamknięciem miasta. Plan wszedł w życie 18 października, a wkrótce potem wprowadzono także obowiązek zakrywania twarzy.

Z czasem więzienia były przepełnione ludźmi, którzy nie przestrzegali zasad. Wiele osób zostało też ukaranych mandatami. Do końca października odnotowano 20 000 przypadków i ponad 1000 zgonów. Jednak w miarę upływu czasu nastąpił spadek zakażeń, a pod koniec listopada sytuacja wydawała się ustabilizowana.

Chcesz być na bieżąco z WhatNext? Śledź nas w Google News

Okazało się, że świętowanie rozpoczęto zbyt wcześnie. Po Nowym Roku wykryto bowiem 600 nowych przypadków. Jednego dnia. Decyzja o zbyt szybkim złagodzeniu restrykcji na terenie San Francisco po kilku tygodniach miała ogromne konsekwencje. Przy 45 tysiącach przypadków i ponad 3 tysiącach zgonów, owe miasto było uważane za jedno z najbardziej doświadczonych na skutek pandemii.