Ostatnią książką dla dzieci jaką sama dla siebie przeczytałam była, chyba, Alicja w Krainie Czarów. W końcu w pewnym momencie już nie wypada, ciężko się wczuć i w ogóle te książki są jakieś takie infantylne. Jednak po lekturze Małego Licha i tajemnicy Niebożątka sądzę, że warto czasem odkopać w sobie dziecko i na chwilę nie być dorosłym.

Dziwne dziwy.

Na pewnej ulicy, w pewnym mieście stoi dziwny dom. W domu tym zamieszkują dziwni ludzie i równie dziwne istoty – anioły, potwory z mackami, utopce, różowe króliki i widma. O! I pół widma również, choć tego nie wiemy tak od razu. Tytułowe Małe Licho jest dziergającym bamboszki, lubiącym porządek aniołkiem, Niebożątko zaś – chłopcem, Bożętym. Ta nierozłączna dwójka przeżywa najróżniejsze przygody i tworzy przedziwne rzeczy. Aż do czasu, gdy wujek Konrad postanawia wysłać Bożka do SZKOŁY.

Szkoła zmienia wszystko. W szkole jest inaczej, czegoś się nie wie, koledzy się śmieją, w domu też jest inaczej, bo Bożek ciągle chodzi zły. A Małe Licho smutne. Apogeum złości następuje w Halloween i wówczas właśnie poznajemy tajemnicę Niebożątka. Tajemnice po części zaskakującą, trochę straszną, ale też wyjątkową. Mogłoby się to co prawda wydać w warunkach bardziej komfortowych, ale cóż. Wydało się w Zaświatach, gdzie toczyła się walka o życie.

Nie tylko dla dzieci.

Miałam okazję przeczytać fragmenty Małego Licha i tajemnicy Niebożątka pięcioletniemu dziecku, które było wręcz zachwycone. W sumie nic w tym dziwnego, książka jest naprawdę wciągająca, napisana prostym, acz jednocześnie bogatym językiem. Barwna, zabawna i ciekawa. Porusza istotne dla dziecka problemy, takie jak pójście do szkoły, brak jednego z rodziców, czy obojętność ze strony dorosłych. Podane w przystępny i zrozumiały dla każdego sposób czynią książkę na swój sposób dojrzałą. Marta Kisiel, moim zdaniem, idealnie trafiła z tonem całej opowieści. Z jednej strony widać, że to literatura dla dzieci, jednak z drugiej – nie odczułam tej infantylności właściwej dla tego typu dzieł. Postacie mają swój charakter, nie są płaskie i jednowymiarowe, co się autorce chwali.

Bardzo dobrze się przy niej bawiłam, choć dla mnie była zbyt krótka. Rozumiem jednak, że dla dzieciaków to najbardziej optymalna długość, co zresztą sprawdziłam. Mój obiekt doświadczalny nie nudził się, słuchał z uwagą, choć na co dzień raczej jest zabawiany elektroniką. Dzieci potrzebują odrobiny magii i pobudzenia wyobraźni, a Małe Licho i tajemnica Niebożątka to właśnie gwarantuje. Do tego cały worek ciepła, życzliwości, prostej mądrości i humoru. Marta Kisiel w świetny sposób potrafiła wpleść w tekst wartości warte przekazania i zrobiła to w sposób bardzo dostępny.

Warto.

Standardowo muszę jeszcze napisać parę słów o oprawie graficznej, bez tego nie byłabym sobą. Ilustracji wykonanych przez Paulinę Wyrt jest sporo, odnoszą się oczywiście do treści i są zachwycające. Najbardziej lubię tę z wujkiem Turu strugającym wariata i Bożkiem na dywaniku, a także tę z niemieckimi widmami podczas odgrywania Zbójców. Jednak reszta też jest fantastyczna.

Małe Licho i tajemnica Niebożątka jest naprawdę dobrym kawałkiem dziecięcej (i nie tylko!) literatury. Czytając na co dzień książki diametralnie inne nie nudziłam się przy niej, a nawet wręcz przeciwnie. To była świetna odskocznia, chwila przerwy z odrobiną wspomnień. W końcu każdy z nas pamięta jeszcze siebie jako dziecko; Małe Licho i tajemnica Niebożątka pomaga te wspomnienia odgrzebać i cieszyć się nimi. Dawno nie spotkałam się z książką dla młodszych czytelników, która byłaby tak dobrze i fajnie napisana. Uważam, że jest ona dla każdego niezależnie od jego wieku. Można ją czytać dziecku, można czytać dla siebie. Nie ważne. Ważne, że warto.

Premiera Małego Licha i tajemnicy Niebożątka już 19 września!

 

Moja ocena – 8 Małych Lich na 10.

Dziękuję wydawnictwu Wilga za przystanie egzemplarza do recenzji.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej