Przed tygodniem marynarka USA zestrzeliła w kosmosie fałszywy pocisk nuklearny, więc spokojnie – to jedynie testy, a nie jakaś obrona przed „zbłąkaną rakietą ze wschodu”. 

Akcja została przeprowadzona z myślą o sprawdzeniu nowej generacji pocisku rakietowego Standard Missile-3 Block IIA stworzonej na zlecenie Amerykańskiej Agencji Obrony Rakietowej przez firmę Raytheon. Ta zajmuje się jednak wyłącznie produkcją, ponieważ jej opracowaniem zajęły się amerykańskie oraz japońskie siły zbrojne. Mają w tym oczywiście swój cel, ponieważ dotychczasowe pociski US Patriot czy Isreali Arrow po prostu nie sprawdzają się najlepiej, więc nikt nie chciałby powierzyć im ludzkiego życia. Niepowodzenie takiej misji jest oczywiście obarczone ogromnymi stratami, które w rezultacie mogłyby nam zaserwować życie rodem z serii Fallout. W grę wchodzi bowiem ewentualne zestrzeliwanie pocisków balistycznych z ładunkiem nuklearnym, które przed przywaleniem w ziemie zwiedzają niewielki skrawek kosmosu.

Niestety nawet SM-3 Block IIA nie sprawdził się idealnie, bo łączna skuteczność wszystkich testów według badań wynosi ~20%. O przeszłości tej serii lepiej nie wspominać, choć najnowszy element, a więc Block IIA przyniósł pociskowi sporo poprawek. Ten jest teraz w stanie osiągnąć prędkość rzędu 3 mil na sekundę i przelecieć nawet 1300 mil. Samo jej działanie wymaga jednak niemożliwej do wyobrażenia sobie precyzji. Pocisk musi bowiem trafić prosto w ten drugi, aby swoją mocą porównywaną do siły wybuchu 30 kilogramów TNT go zneutralizować.

Czytaj też: Marines chcą broni laserowej, która krzyczy na ludzi

Źródło: MotherBoard

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!